"Weksel na szczęście. Pożegnania i powroty" - recenzja


 

                 „Weksel na szczęście. Pożegnania i powroty” | Recenzja

Nieszczęśliwa i nieodwzajemniona miłość boli. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak bardzo. A miłość niepewna albo taka, która rodzi się pod wpływem różnych czynników, na które nie mamy żadnego wpływu? Co wtedy, gdy musimy się na nie godzić bez słowa skargi? To chyba jeszcze gorzej. Klara Zawadzka wie, że nie pokocha nikogo poza Julianem, ale ile można czekać na jego decyzję. Czas ucieka, a dziewiętnastowieczny Kraków, przywiązany do tradycji i społecznych schematów nie wybacza pewnych zachowań i kroków.

Nie można zaprzeczyć, że główna bohaterka tej sagi jest kobietą odważną, zdecydowaną i pewną siebie. Dobrze wykonuje swoje zadania zarówno jako nauczycielka, jak i recenzentka literacka. Problemem pozostaje tylko jej płeć. Wiem, jak to brzmi w dzisiejszym świecie, który ciągle mówi o równości, ale kiedyś było zupełnie inaczej. Role społeczne przynależały bezpośrednio płci, właściwie bez wyjątków. Kobiety nie mogły wykonywać „męskich” zadań, bo spotykały się z ostracyzmem i niezrozumieniem. W drugą stronę raczej się to nie zdarzało. Zadajmy sobie zatem pytanie, do której grupy zakwalifikować pisarstwo i pedagogikę? Co prawda tworzyła już Orzeszkowa, a Klementyna Hoffmanowa prowadziła swoją elitarną szkołę, ale to wciąż małe symptomy zmian. Klara ma silny charakter, ale przeprowadzka z Warszawy wiele zmieniła. Gród Kraka, w przeciwieństwie do coraz mocniej zrusyfikowanej dawnej stolicy, jawi się jako ostoja swobody. Wiele jednak zależy tutaj od pozorów.

W zasadniczej części opowieści nadal pozostajemy w wątku miłosnym, i to nawet podwójnym. Rozalia oczekuje na oświadczyny i ślub z Aleksandrem Wolskim, który wciąż kocha jej starszą siostrę. Razem dochodzą do wniosku, że z dla dobra Rozalii lepiej „założyć maski”. Przyszły narzeczony twierdzi, że jest z nią szczęśliwy, a Klara daje jej do zrozumienia, że prawnik sam ją wybrał, bez żadnych wskazówek. Oboje wiedzą, że to nieprawda, ale takich kroków wymaga sytuacja. Jak długo jednak da się ciągnąć taki teatr i jaki będzie finał? W międzyczasie matka panien Zawadzkich, pani Helena, aby nieco utemperować swoją „zbyt swobodną” córkę planuje wydać ją za mąż. Przez przypadek nawet znajduje dla niej idealnego kandydata. Problem w tym, że Klara wciąż kocha Juliana i pomimo wszystkich przeciwności i mając w pamięci jego wcześniejsze postępowanie wobec niej, chce mu jednak dać szansę. Wbrew matce, wbrew logice i rozumowi. Po raz pierwszy w życiu chce kierować się sercem, lecz aby tak się stało, musi pokonać jeszcze wiele przeciwności i przekonać się komu warto zaufać, a komu wręcz przeciwnie.

Julian też chce zmienić swoje życie. Zrywa zaręczyny z panną Pietrow i wyjeżdża do Paryża. Aby dokonać tego kroku, posiłkuje się tytułowym wekslem, darowanym uprzednio przez Klarę. Życie we Francji nie jest jednak usłane różami, nawet dla utalentowanego literata i nauczyciela. Jedynym celem, jaki ma i jedynym pewnym drogowskazem jest uczucie do panny Zawadzkiej. Dlatego pisze do niej listy z nad Sekwany. Korespondencja ta dziwnym trafem nie dociera do obu adresatów. Co może to oznaczać i kto jest za to odpowiedzialny. Obu bohaterów łączy jedno – w pewnym sensie są wykluczeni ze swoich familii, właściwie z różnych powodów, które jednak sprowadzają się do wspólnej konkluzji. Oboje też czują się osaczeni przez ludzi i okoliczności. Gorset wokół nich zaciska się coraz mocniej i nie pozwala im oddychać pełną piersią. Szczęścia nie daje ani Paryż ani Kraków. Co dalej?

Pod względem literackim, Weksel na szczęście w pewnym sensie jest powieścią epistolarną. O uczuciach głównych bohaterów, ich celach i przemyśleniach, życiu wewnętrznym, dowiadujemy się właśnie z korespondencji. Podobnie jak w poprzedniej części, inna partia informacji jest też przekazana poprzez zapiski w pamiętniku Klary. Te spostrzeżenia mają jednak przede wszystkim za zadanie utworzyć pewien szkic sytuacyjny oraz „namalować” nowe tło rozwoju akcji. Zdania zapisane piórem, są eleganckie, dystyngowane, ale jednocześnie nieskomplikowane i bardzo naturalne. Tak piszą osoby, które cierpią, czekają, są pełne niepewności, a przy tym pewne, że to co robią, ma większy sens. Klara, która znów uczy, chce przekazać dziewczętom coś więcej niż samą wiedzę, a Julian, chce poczuć, jak to jest być odpowiedzialnym za samego siebie.

Zarówno styl, jak i język nie odbiega od tego, jaki widzieliśmy w tomie z zieloną okładką. Wciąż jest to piękny, literacki język, coraz bardziej odległy od tego, jakim posługujemy się w naszej codzienności. Mimo tego, cała powieść jest jak najbardziej zrozumiała i jasna, choć zawiera w sobie o wiele więcej wątków i spraw problematycznych, niż jej poprzedniczka. Przez to może wydawać się nieco bardziej skomplikowana, ale i głębsza w odczytaniu. To już nie jest tylko opowieść o drogach poszukiwania szczęścia, ale pewnego rodzaju „spowiedź” obu stron. Podobnie piękne jest samo wydanie, w eleganckim kolorze pudrowego różu.

Weksel na szczęście można przeczytać z dużą dawką nostalgii i tęsknoty. Sam zrobiłem to w jeden dzień, ale wcale nie jestem pewien, czy chciałbym żyć w tamtym czasie, kiedy o wszystkim decydowały bardzo sztywne reguły, nieprzewidujące wyjątków. Klara i Julian doskonale to wiedzą, ale chcą o siebie zawalczyć. Przekonamy się, czy im się to uda.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja