"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja
„Dziedzictwo elfów” t. 2 | Recenzja
Powstania rzadko wybuchają bez wcześniejszego kontekstu. Zazwyczaj poprzedza je długotrwały okres represji, których celem jest zduszenie społecznych aspiracji i zdławienie wszelkich przejawów niezależności. Po drugiej stronie stoją ci, których dotyka terror, domagający się wolności, zmian oraz poszanowania podstawowych praw jednostki. Postulaty skromne, a zarazem fundamentalne. W takim właśnie, siłą rzeczy uproszczonym ujęciu, doszło do wybuchu powstania styczniowego. Jego konsekwencje okazały się nieodwracalne. Po tej klęsce zasadniczo zmieniły się realia funkcjonowania, a nad Królestwem Polskim zapadła przerażająca cisza. Dziedzictwo elfów w kolejnym tomie przeprowadzi czytelnika przez ten trudny fragment historii.
Główna
bohaterka sagi, Magdalena, z powodu narastających problemów rodzinnych decyduje
się porzucić posadę w Zalesicach i wrócić do Warszawy. Towarzyszy jej jednak
obawa, że wraz z powrotem odżyją nierozliczone sprawy z przeszłości, a to,
przed czym próbowała uciec, powróci ze zdwojoną siłą. Nie wycofuje się z tej
decyzji, co z pewnością jest konsekwencją jej stanowczości. Jednocześnie
bohaterka ma pełną świadomość, że musi nadać swojemu życiu nowy kierunek. Wie,
że nie ma już powrotu. W tej sytuacji jedynym realnym rozwiązaniem staje się
małżeństwo. Magdalena wybiera więc związek pozbawiony miłości, oparty
raczej na przywiązaniu i poczuciu bezpieczeństwa niż na uczuciu. Jej mężem
zostaje Piotr Jarosławski. Tym samym bohaterka powiela schemat znany z
wcześniejszego pokolenia, popełniając błąd, który niegdyś zaważył na losach jej
matki. Ten sam mechanizm zaczyna się powtarzać, a podobieństw jest
więcej. Równolegle sytuacja polityczna nad Wisłą stopniowo zmierza ku otwartemu
konfliktowi. Brakuje już tylko impulsu. W styczniu 1863 r. dochodzi do wybuchu
powstania.
Co tymczasem dzieje się na prowincji? Życie w dworze w Zalesicach z pozoru toczy się bez większych zmian, choć ten spokój okazuje się jedynie powierzchowny. Elżbieta coraz wyraźniej popada w egzaltację podszytą wszechogarniającą nudą, Norbert koncentruje się na podtrzymywaniu odpowiedniego statusu, Rozalia, przynajmniej w teorii, rozkwita w Paryżu u boku kuzyna-męża, a Maria, jak dawniej, uważnie obserwuje otoczenie, dając jednocześnie do zrozumienia, że dotychczasowy porządek nie może trwać bez zmian. Nawet Amelia, wysłana na pensję, zdaje sobie sprawę, że musi choć częściowo nagiąć zasady tajemniczości i skrytości, którymi dotąd się kierowała. Jedynie Roman nie przyjmuje informacji o ślubie Magdaleny z obojętnością. Dostrzega, że ten związek nie opiera się na autentycznym uczuciu, i ma świadomość popełnianego błędu. Udaje mu się zasiać w dawnej nauczycielce ziarno niepewności, które nie znika nawet po wymianie obrączek. Niebawem między nimi wybucha romans, którego konsekwencją jest dziecko. Magdalena uświadamia sobie wówczas, że jej życie zatacza koło. Sama bowiem była owocem gwałtownych porywów serca skierowanych ku osobie z wyższej sfery społecznej. Sytuacja ta przywodzi na myśl „schemat boleborzański” znany z Granicy Zofii Nałkowskiej. Główna bohaterka nie postrzega jednak swoich wyborów jako błędu, choć nie jest całkowicie wolna od wyrzutów sumienia.
Dlaczego? Ponieważ bohaterka nie odnajduje się w małżeństwie. Przytłaczają ją sztywne rytuały, nie potrafi porozumieć się z teściową i ma pełną świadomość, że pozostaje obca w tej rodzinnej strukturze. Dodatkowo irytuje ją stoicki spokój Piotra oraz jego daleko posunięta ugodowość wobec rodziców. Cechy, które w innych okolicznościach mogłyby uchodzić za zaletę, tutaj jednak jedynie pogłębiają jej frustrację. Bohaterka określa tę sytuację mianem węzła gordyjskiego. Na tym tle narastają kolejne napięcia. Stan Jadwigi wyraźnie się pogarsza, ojczym przestaje ukrywać podwójne życie, a brat, zamiast skupiać się na nauce, coraz silniej ciąży ku powstańczej konspiracji. W tym kontekście określenie „piekło Dantego” przestaje brzmieć jak przesada. Ucieczką od tej rzeczywistości staje się dla Magdaleny relacja z Romanem, dająca jej chwilowe poczucie spokoju. Oboje mają jednak świadomość, że ujawnienie romansu nieuchronnie doprowadzi do skandalu, którego konsekwencje, zgodnie z realiami epoki, w największym stopniu obciążą właśnie ją, jako kobietę, która zdradziła, a do tego urodziła bękarta.
Powstanie zostało przedstawione w drugim tomie bez nadmiernej drobiazgowości, co paradoksalnie nadaje mu większą wyrazistość. Przenika ono niemal wszystkie sfery życia, a jego ciężar odczuwają wszyscy, zarówno uczestnicy, jak i bierni obserwatorzy, niezależnie od deklarowanych postaw. Każdy ma świadomość nieuchronnych konsekwencji. Wraz z upływem czasu słabną także realne szanse powodzenia zrywu. Wkrótce na scenę wkracza Michaił Murawiow, zwany „Wieszatielem”, bezwzględnie tłumiący wszelkie przejawy oporu. Początkową euforię szybko zastępują stagnacja i wyczekiwanie na nieubłagalny finał. Powstanie kończy się jak przewidywano, a górnolotne idee grzęzną w politycznej rzeczywistości. Europa ponownie pozostaje milcząca. Coraz wyraźniej widać, że rację mieli ci, którzy nawoływali do bardziej zachowawczej strategii, a wzajemne obarczanie się winą traci jakikolwiek sens.
Co zatem,
poza powstaniem 1863 r., łączy obie części Dziedzictwa
elfów? Motyw śmierci. Pierwszy tom zamyka zabójstwo Tomka na Placu
Zamkowym, drugi, odejście Jadwigi, matki Magdaleny, która tuż przed śmiercią
powierza córce sekret, zdejmując z siebie długo dźwigany ciężar. Autorka
umiejętnie stopniuje napięcie, pozwalając emocjom narastać etapami. Najpierw
oswaja czytelnika z tym, co nieuchronne, aby finał wybrzmiał z pełną siłą. W
tym sensie główna bohaterka staje się symbolicznym uosobieniem losów Polski pod
zaborami. Rozdarta między pragnieniem wolności a niemożnością pełnego oddechu,
tłumiona przez okoliczności silniejsze od niej samej. Powraca do tych samych
błędów, popada w melancholię i poczucie niższości, choć nie brak jej
wewnętrznej determinacji. Historia, choć kluczowa, nakreśla tu raczej tło, na
którym rozgrywają się losy jednostek. Magda i Roman zachowują jeszcze szansę
na szczęście, ale wszystko wskazuje na to, że będą musieli zmierzyć się z
oporem świata, który im nie sprzyja.

Komentarze
Prześlij komentarz