"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

 

                „Szept moczarów. Światła nad moczarami” | Recenzja

Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów, czy chcieliby znać datę własnej śmierci, odpowiedzi zapewne rozłożyłyby się niemal po równo. Jedni uznaliby taką wiedzę za szansę: czas na naprawienie popełnionych błędów i pojednanie się z tymi, z którymi relacje pozostają trudne. Inni woleliby nie wiedzieć, aby do końca zachować spokój i wewnętrzną równowagę. Sam nie potrafię jednoznacznie rozstrzygnąć, którą postawę należałoby wybrać. Lucie Ortega wprowadza czytelnika w świat przedchrześcijańskich wyobrażeń o życiu pozagrobowym,  rzeczywistość nasyconą symboliką, napięciem i moralnym konfliktem. Czyni to z dużą sprawnością narracyjną, łącząc sugestywną plastyczność opisu z erudycją i dbałością o kontekst kulturowy. Jednocześnie stawia pytania dotyczące istoty człowieczeństwa, wobec których odbiorca nie pozostaje obojętny i które domagają się osobistej odpowiedzi.

Śmierć jest doświadczeniem powszechnym i nieuniknionym, niezależnym od wieku, statusu materialnego, wykonywanego zawodu czy wyznawanej religii. Stanowi stały punkt odniesienia w refleksji nad sensem ludzkiego istnienia. Edward Stachura pisał, że życie jest wędrówką człowieka. Pozostaje jednak pytanie: dokąd prowadzi ta droga? Czy od narodzin ku kresowi, od młodości ku starości, od radości ku smutkowi, od wspólnoty ku samotności i opuszczeniu? Odpowiedzi są tak różnorodne, jak różnorodni są ludzie, a każda z nich rości sobie prawo do prawdy. Każda znana cywilizacja tworzyła własne wyobrażenia życia po śmierci, wpisując je w porządek teologiczny i światopoglądowy. Podobnie było u Słowian. Po przekroczeniu granicy życia, w zależności od moralnej oceny ziemskiej egzystencji, człowiek trafiał do krainy szczęśliwości albo stawał się błąkającą się duszą. Taki wyrok miał charakter ostateczny. Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera postać Leny, głównej bohaterki, której zostaje dana możliwość wyboru pośmiertnego losu. Przywilej ten rodzi poważny dylemat natury moralnej i prowokuje pytanie o granice ingerencji w porządek, który dotąd wydawał się nieodwracalny.

Czeska autorka słowiańskiego bestsellera, jak książkę określili krytycy, łączy w niej dwie rzeczywistości. Życie ziemskie przenika się z tym, co następuje po jego kresie, tworząc spójną i konsekwentnie poprowadzoną wizję świata. Należy jednak podkreślić, że królestwo umarłych, w którym poruszali się dawni bohaterowie wierzeń, nie jest przestrzenią łagodną ani przyjazną. Od pierwszych chwil trwa tam swoista rywalizacja, przypominająca przeciąganie liny, a nawet moralny targ o duszę. Dobro i zło, uosobione przez duchy, strzygi oraz inne mroczne zjawy, usiłują przeciągnąć bohaterkę na swoją stronę. Lena decyduje się podjąć niebezpieczną grę i rozstrzygnąć własny los na wyznaczonych przez siebie zasadach. Aby tego dokonać, musi powrócić na ziemię i odnaleźć osobę, którą w przeszłości dotkliwie skrzywdziła. Otrzymuje na to siedem lat, okres, który w zależności od przyjętej perspektywy może wydawać się zarówno długi, jak i krótki. Nie zdaje sobie jednak sprawy z ciężaru podjętego zobowiązania ani z konsekwencji, jakie może ono przynieść. W tej sytuacji nie ma miejsca na pomyłkę.

Mogłoby się wydawać, że fabuła tego rodzaju nie daje szerokiego pola do rozwinięcia. Tymczasem Lucie Ortega prowadzi ją z dużą swobodą i wyczuciem kompozycji, konsekwentnie rozbudowując narrację i posługując się różnorodnymi środkami wyrazu artystycznego tam, gdzie są one uzasadnione. Wyraźnie dostrzegalne jest jej wcześniejsze doświadczenie w obszarze literatury science fiction, a sam koncept powieści sprawia wrażenie przemyślanego i dojrzewającego przez dłuższy czas, zanim przybrał ostateczny kształt. Można przypuszczać, że pierwotna wersja utworu różniła się od tej, która trafiła do druku, a niektóre wątki zostały rozwinięte dalej, niż zakładano na początku pracy nad tekstem. Lektura utwierdza jednak w przekonaniu, że mimo lekkości stylu i swobody narracji Światła nad moczarami, pierwszy tom nowej serii, niosą wyraźny ładunek emocjonalny i egzystencjalny.

Skąd bierze się to wrażenie? Wraz z zagłębianiem się w historię Leny i podążaniem za jej doświadczeniem czytelnik zostaje zmuszony do konfrontacji z własnymi wyborami. Czy potrafilibyśmy pozostawić przeszłość bez próby jej naprawienia? Czy podjęlibyśmy wysiłek, żeby odwrócić własny los? Czy walczylibyśmy o pomyślny wyrok do samego końca, czy raczej przyjęlibyśmy go z pokorą? Zasadniczy problem ma jednak wymiar głęboko filozoficzny: czy w ogóle przysługuje nam prawo do takiej ingerencji i od czego miałoby ono zależeć? Z każdą kolejną stroną napięcie intelektualne narasta, a odłożenie książki staje się coraz trudniejsze. Losy Leny w pełni angażują odbiorcę, lekturze towarzyszy poczucie niemal całkowitego odcięcia od zewnętrznego kontekstu. Decyduje o tym szereg elementów, począwszy od precyzyjnie skonstruowanej fabuły, a skończywszy na sugestywnych opisach tła i przyrody.

Dodatkowym atutem powieści jest osadzenie akcji w realiach, które znamy głównie z przekazów kronikarskich i późniejszych interpretacji, a co do których trudno o pełną pewność historyczną, ponieważ więcej w nich hipotez niż jednoznacznych ustaleń - piszę to z perspektywy historyka. Taki kontekst nadaje narracji otwartość i pozostawia czytelnikowi szerokie pole interpretacyjne. Odbiór poruszanych wątków zależy w dużej mierze od przyjętego punktu odniesienia: czy będzie nim etyka, wolność, religijność, konflikt dobra ze złem, codzienna realność, czy też element baśniowości. W tej perspektywie Lena przestaje być wyłącznie centralną postacią fabuły. Staje się przewodniczką po wykreowanym świecie, komentatorką wydarzeń, a niekiedy również figurą mentorską. Rzadko spotyka się tak elastyczną, wielowymiarową warstwę interpretacyjną tekstu. Tą powieścią Lucie Ortega buduje solidny fundament pod kolejne opowieści i wyraźnie otwiera sobie drogę do dalszego rozwijania stworzonego uniwersum.

Należy podkreślić, że mimo złożoności podejmowanej problematyki język narracji pozostaje prosty i pozbawiony zbędnych komplikacji, dzięki czemu nie utrudnia odbioru. W tym kontekście uznanie należy się tłumaczce, która nie ograniczyła się do dosłownego przekładu, ale konsekwentnie oddała sens i głębię znaczeniową tekstu. Powieść sprzyja refleksji i zachęca do zatrzymania się nad własnymi wyborami. Seria zapowiada się obiecująco, zwłaszcza dla czytelników poszukujących przestrzeni literackiej, z którą mogliby się utożsamić.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja