"Miłość i zbrodnia" - recenzja
„Miłość
i zbrodnia” | Recenzja
Życie, życie jest nowelą…, twierdzi jedna z najsłynniejszych czołówkowych piosenek z polskich seriali. Melodia ta doskonale odnosi się do Sagi Warszawskiej. Historię rodziny Żarskich i nie tylko, w kilku pokoleniach śledzimy już sto lat. Seria nadal pozostaje niezwykle barwna i interesująca. Podobnie jest w tym tomie, zwłaszcza że tym razem do wątku familijnego dołącza element kryminalny. Nie zabraknie tu też miłości i społecznego odbioru kolejnych wydarzeń z przeszłości. Autorka znów zaprasza nas w ciekawą podróż tak z dotychczasowymi, jak i nowymi bohaterami.
Życie i historia nie znosi próżni. O literaturze w zasadzie można powiedzieć to samo. Jeśli jakaś książka nam się spodoba, chcemy jak najszybciej poznać dalsze losy naszych ulubieńców. Zadaniem twórcy, jest takie rozłożenie czasu oczekiwania na kolejne części, aby wzbudzić ciekawość u odbiorcy, aby potem z największą radością oczekiwać, aż kurier przywiezie nam przesyłkę, albo kiedy sami zajrzymy do księgarni. Podobnie miałem i ja, kiedy trzymałem w ręce niebieski tom. Wcale się nie zdziwiłem, kiedy okazało się, że będziemy się obracać w okolicach przewrotu majowego. Więcej – nawet się tego domyślałem, wziąwszy pod uwagę jego setną rocznicę. Katarzyna Maludy nie mogła pozostać bierna w tej materii. Chciałem się tylko dowiedzieć, którą ze stron pisarka wybierze, jako dominującą. Jak zamach Piłsudskiego wpłynie na losy całej familii? A może wcale? Przekonajmy się. Moja ciekawość została zaspokojona, nawet z nawiązką.
Główną bohaterką ósmego
już tomu opowieści, pozostaje druga z sióstr Demelówien, Odetta, która po przeżyciu żałoby i przejściu najsmutniejszego
okresu w swoim życiu, powoli powraca do otaczającej ją rzeczywistości. Kłębiące
się w niej wciąż emocje przelewa na płótno,
malując obrazy w odcieniach szarości. Odważna kobieta, jaką jest niewątpliwie
absolwentka ASP, szuka dla siebie miejsca. Dlatego angażuje się w działalność
automobilklubu i nie boi się wygłaszać feministycznych postulatów. Chciałaby
też wskrzesić rodzicielskie uczucie do małej Urszulki, która pozostała jedynym
owocem jej uczucie do Maksa Szeptyckiego. Zdaje sobie jednak sprawę, że siostra
wraz z mężem opiekują się nią najlepiej, jak potrafią, a jej stanowczość w tej
sprawie, może zburzyć spokojny świat dziecka. We wszystkim, co nowe, albo co
znów ożyło, zamyka się jednak na
nowe uczucie, sądząc, że wszystko, co z tym związane dawno się wypaliło. Myli
się jednak. Wszystko zmienia się, gdy przez zupełny przypadek, (choć w miłości
podobno jej nie ma), na jej drodze stanie notariusz Mieczysław Żarski. Czy malarka odważy się znów zaufać mężczyźnie i
spróbować dać sobie szczęście?
Uznany prawnik długo szukał tej jedynej, a kiedy już ją znalazł, nie miał żadnych wątpliwości, że jest gotów spędzić z nią resztę życia. Wszystko wydaje się więc proste, zwłaszcza, że Odetta także nie jest mu obojętna. Pozostaje jeszcze przekonać do tego pomysłu rodzicielkę niedoszłego starego kawalera, a to nie jest prosta sprawa, bo żoną Miecia nie może zostać byle kto. Przecież sama pani Maria doskonale wie, jak opiekować się synkiem, a on z szacunku dla niej i tego, co dla niego przez całe życie robiła, boi się ją urazić. W końcu jednak postanawia załatwić sprawę po męsku. Cały ten wątek ma przede wszystkim wymiar humorystyczny oraz szpiegowski. Zwłaszcza, że starsza pani Żarska, ma tak naprawdę o wiele więcej wigoru, niż mogłaby wskazywać jej metryka. Okazuje się, że nawet wiek temu niektóre matki, w wielu aspektach, mogły być podobne do tych współczesnych.
Czas przejść do motywu zbrodni. Otóż, dokładnie w okolicach wypadków majowych ma miejsce seria włamań do kancelarii rejenta Żarskiego. Ktoś poszukuje w niej pewnej teczki. Samo zdarzenie, choć przykre, dałoby się nawet jakoś przyjąć do wiadomości, gdyby nie fakt, że obaj sprawcy wkrótce giną uduszeni struną fortepianową, a sam prawnik zostaje dotkliwie pobity. Sprawę prowadzi podkomisarz Jan Rulski. Niedługo później okaże się, że jej liczne wątki mają powiązania z wywiadem, kontrwywiadem, wojskowością i pewnym niezbyt lubianym generałem. Poszlaki poprowadzą policjantów nawet do warszawskich przybytków rozkoszy i pełnego sprzeczności półświatka. Śledztwo będzie też torpedowane przez jednego z kryminalnych o endeckich poglądach. Co więcej, sprawa włamań będzie miała również związek z życiem prywatnym notariusza i jeszcze kilku innych osób.
Główną areną wszelkich
zdarzeń pozostaje Warszawa, która na
przestrzeni całej akcji Sagi Warszawskiej
bardzo się zmieniła. Szkoda, że już tak pięknej nie zobaczymy. Teraz jest inna,
ale też ciekawa. Autorka, w tym tomie, podobnie jak w poprzednich używa
pięknej, literackiej polszczyzny
oraz barwnych środków stylistycznych, przez co lektura jest prawdziwą przyjemnością. Nie
dostrzegłem nic, na co w sferze językowej innej mógłbym zwrócić uwagę. Wszystko
jest na swoim miejscu i we właściwych proporcjach. Katarzyna Maludy robi
wszystko, co potrafi, aby każdy tom był równie wciągający, a przy tym nieco inny. Dzięki temu nie wieje tu
nudą. Przeciwnie, na każdą nową część, czeka się z rosną ekscytacją, bo nasi
bohaterowie nie potrafią usiedzieć w miejscu i mogą sporo namieszać, ale za to właśnie ich uwielbiamy. Zapewniam, że Miłość i zbrodnia jest tego naprawdę
najlepszym przykładem.

Komentarze
Prześlij komentarz