"Piraci z Międzymorza" - recenzja




 

                                          „Piraci z międzymorza” | Recenzja

Kim właściwie są piraci? Morskimi rabusiami czy ludźmi, dla których ważniejsze od zysku okazuje się poczucie wolności? Czy tworzą wspólnotę tych, którzy dążą do spełnienia marzeń na własnych zasadach, poza przyjętym porządkiem? A może są po prostu poszukiwaczami przygód, którzy nie potrafią odnaleźć się w zwyczajnym społeczeństwie? Podczas lektury tej książki sam wracałem do tych pytań, choć im dłużej nad nimi myślałem, tym wyraźniej wymykały się prostym rozstrzygnięciom.  Nie ulega wątpliwości, że świat piratów od dawna fascynuje i niezmiennie staje się tworzywem opowieści zawieszonych między prawdą a zmyśleniem. Ta książka wpisuje się właśnie w ten krąg historii.

Jedną z moich ulubionych serii filmowych pozostają opowieści o Asteriksie i Obeliksie. Łączą one elementy edukacyjne z rozrywką, posługując się humorem, który mimo upływu lat nadal stanowi ważną część fabuły. Pojawiają się tam piraci, mający wyjątkowego pecha do spotkań z Galami, ponieważ te z reguły kończą się dla nich bardzo niekorzystnie. Najczęściej tracą swój dopiero co odbudowany okręt. Oczywiście są nieco przerysowani, ale przez to niezwykle charakterystyczni. Współcześni piraci, grasujący na afrykańskich wodach, w niczym nie przypominają jednak tych znanych z naszych wyobrażeń i pozostają naprawdę groźni. Życie pirata, choć niebezpieczne, od dawna fascynowało. Podobnie jest z tą książką. Choć wygląda niepozornie, potrafi zaciekawić.

Piraci z Międzymorza to powieść fantastyczno-przygodowa, która w moim odczuciu przyjmuje formę współczesnej legendy albo opowiastki. Świadczą o tym barwne przygody, wyraziście zarysowane charaktery postaci, których wybory moralne nie pozostawiają większych wątpliwości, a przede wszystkim lekkość narracji oraz niedookreśloność czasu i miejsca akcji. Nikt przecież nie wie, gdzie leży tytułowe Międzymorze, o ile w ogóle należałoby szukać go na mapie. Podobnie rzecz ma się z wyspami, atolami, cieśninami i półwyspami, których nazwy nie odsyłają czytelnika do atlasu geograficznego, ale do świata powołanego przez wyobraźnię Autora. Wymagało to zarówno wyobraźni, jak i kompozycyjnej dyscypliny, dzięki której wykreowany świat zachowuje wewnętrzną spójność. Trzeba było stworzyć przestrzeń fikcyjną, a następnie połączyć jej elementy w spójną całość. Rezultat tych zabiegów okazuje się nad wyraz przekonujący, a sama lektura dostarcza czytelnikowi prawdziwej przyjemności.

Jaką historię odsłania przed czytelnikiem ta powieść? Wybrzeża pewnego terytorium od dawna terroryzuje niepokonana flota korsarzy dowodzona przez legendarnego Czerwonego Dreeda. Pod jego rozkazami działa kilku podobnych mu kapitanów, kierujących się osobliwym systemem wartości i nieliczących się z nikim poza własną sławą oraz zyskiem. Gdy cierpliwość władz się wyczerpuje, zapada decyzja o zorganizowaniu swoistego polowania na tych morskich rzezimieszków. Początkowo nie przynosi ono większych rezultatów, z czasem jednak jedność i solidarność korsarzy zaczynają się kruszyć, prowadząc do osobistych tragedii. Sprawę komplikują również dawne porachunki, które wielu przedstawicieli władzy ma z piratami, dlatego kolejne wydarzenia nabierają coraz bardziej nieoczekiwanego biegu. Ostatecznie markiz Estaban i jego towarzysze osiągają cel. Pokonują piratów fizycznie, ponieważ większość z nich ginie w walce albo kończy na szubienicy, ale nie potrafią zgasić ich ducha. Być może właśnie z tej niemożności rodzi się legenda, która stała się podstawą tej opowieści.

Ciekawym zabiegiem jest zróżnicowanie charakterologiczne najważniejszych postaci pirackiego świata. Każdy z korsarskich przywódców ma odmienny temperament i własne wyobrażenie o tym, co naprawdę warte wysiłku. Piraci z Międzymorza to opowieść o marzeniach, które prowadzą bohaterów ku wielkości, ale równie łatwo mogą stać się początkiem ich klęski. Historia żeglugi znała wielu korsarzy, jednak w zbiorowej pamięci trwale zapisali się przede wszystkim ci, których odwaga graniczyła z szaleństwem. Powieść pokazuje zarazem, że w ostatecznym rozrachunku zgubne okazuje się zarówno uleganie emocjom, jak i ślepe podążanie za ambicją. Przekonują się o tym wszyscy bohaterowie, bez wyjątku. Najboleśniej doświadcza tego chyba sam Albuss Dreed, który poświęca siły i środki, a nawet dopuszcza się zdrady, aby zdobyć mityczne Srebrne Oko. W ostatecznym rozrachunku nie przynosi mu żadnej korzyści, ponieważ okazuje się niemal bezwartościowe. Taka też bywa gorzka logika życia.

Postać głównego bohatera nie chce poddać się prostej ocenie. Przechodzi on bowiem rodzaj wewnętrznej przemiany, bliskiej doświadczeniu katharsis. Pod wpływem kolejnych zdarzeń, a przede wszystkim za sprawą Srebrnego Oka, postanawia odmienić swoje życie. Czy rzeczywiście mu się to udaje, czytelnik musi rozstrzygnąć sam. Czasem, a może nawet zawsze, trzeba utracić wszystko, aby zrozumieć, co naprawdę ma znaczenie. Hadrian Delore potrafi prowadzić opowieść tak, by od początku budziła zainteresowanie. Przy pisaniu tej książki wykorzystał przekazy ustne i pisemne, umiejętnie wybierając z nich elementy potrzebne do zbudowania fabuły. Pewna brutalność, arogancja i obcesowość, naturalne dla tego rodzaju opowieści, pozostają tu dość łagodne i nie wysuwają się na pierwszy plan. Jednak są istotnym składnikiem całości, bez którego ta powieść nie mogłaby w pełni wybrzmieć.

Piratów z Międzymorza czyta się z dużą przyjemnością, choć niełatwo jednoznacznie określić grupę docelową tej powieści. Wydaje się, że została napisana przede wszystkim z myślą o młodzieży, ale również dorośli znajdą w niej coś, co potrafi wciągnąć. Czasem warto pozwolić sobie na chwilę wytchnienia i wejść w świat czystej przygody. Czerwony Dreed zabierze nas na swój okręt i w rejs, którego długo nie zapomnimy. Od nas zależy jedynie, czy staniemy po jego stronie, czy przeciwko niemu. W obu przypadkach czekają nas wydarzenia pełne napięcia i mocnych wrażeń, które potrafią zmrozić krew w żyłach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja