"Cisza wyborcza" - recenzja


 

                                          „Cisza wyborcza” | Recenzja

Kampania wyborcza to festiwal obietnic, pomysłów, pragnienia zmian, wszechobecnej krytyki i pochwał, który w Polsce odbywa się raz na cztery albo pięć lat. Każda kampania jest inna, ale są i takie, które zapamiętuje się na całe życie. Który polityk nie marzy o tym, by zostać prezydentem albo premierem? Pomijając przepisy Konstytucji, każda z tych funkcji daje realną władzę. Do jej zdobycia trzeba spełnić trzy warunki: zostać kandydatem, zaplanować kampanię, a na końcu wygrać. Pozostaje jednak pytanie, co dzieje się potem i czy władza może być celem samym w sobie. Przekonajmy się, co myśli o tym Maksymilian Kamiński.

Z pewnym żalem muszę przyznać, że przeczytałem tę książkę bardzo późno. Obowiązki i piętrząca się na komodzie kolejka tytułów do zrecenzowania nie sprzyjają pełnemu oddaniu się lekturze. Cisza wyborcza zrobiła na mnie wrażenie od pierwszych stron, czego najlepszym dowodem jest fakt, że pochłonąłem ją w niecałe pół dnia. Fabuła nie dała mi ani chwili wytchnienia. Polityka, choć bywa rozumiana jako roztropna troska o dobro wspólne, rządzi się brutalnymi zasadami, które wcześniej czy później musi zaakceptować każdy, kto chce osiągnąć w niej coś więcej. Aby pokazać, z jak interesującą fabułą mamy tu do czynienia, wystarczy powiedzieć, że wraz z bohaterami trafiamy w sam środek kampanii prezydenckiej w 2025 r. Decydująca rozgrywka toczy się między premierem rządu a młodym, obiecującym posłem partii, która jeszcze kilka tygodni wcześniej należała do koalicji. Problem w tym, że Maks nie wierzy w sens tej misji.

Zszokowało mnie niezwykłe i, jak zakładam, nieprzypadkowe podobieństwo wielu postaci do najbardziej znanych polityków z każdej strony krajowej sceny politycznej. Wystarczy zwrócić uwagę na ich nazwiska, zachowania, powiedzenia albo zdarzenia z ich udziałem. Nie trzeba być politologiem, aby odnieść wrażenie, że podobieństwo do konkretnych osób lub wydarzeń nie jest tu przypadkowe. Początkowo podchodziłem do tego literackiego zabiegu z pewną rezerwą, ale z czasem uznałem go za świetne rozwiązanie. Po co silić się na sztuczne opisy czy dialogi, skoro można sięgnąć po to, co media serwują nam niemal codziennie? Przyznam, że na co dzień bywa to męczące, ale po przeniesieniu na papier, pewne kwestie i zdarzenia odbiera się zupełnie inaczej. W tym miejscu chciałbym pogratulować Autorowi, bo to, co zrobił, jest prawdziwym majstersztykiem. Zdaję sobie sprawę, ile pracy musiał włożyć w to, aby całość brzmiała naturalnie i wiarygodnie, a efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. A już koincydencja wyborów w Polsce z konklawe… Do wykorzystania wątku służb albo migrantów byłem przygotowany.

Główny bohater zostaje nakreślony jako kandydat mający kompetencje, wiarygodność i polityczny potencjał potrzebne do ubiegania się o najwyższy urząd w państwie. To powinno zapewnić mu końcowy sukces. Musi tylko albo aż, wytrzymać trudy kampanii, a w jej trakcie może spodziewać się wszystkiego. Piotr Kaliszewski zaskoczył mnie jednak nieco inną taktyką. Nie poprowadził narracji od możliwej wygranej ku sromotnej porażce, a przeciwni, od wątpliwości do… No właśnie, do czego? Tego jeszcze nie wiadomo. Trzeba chyba poczekać na drugą część. Z biegiem kolejnych dni wszystko wydaje się coraz lepiej układać po myśli Maksa, a Krakowskie Przedmieście rzeczywiście się przybliża. Sen z powiek spędza mu jedynie żona, która dostrzega w tym wszystkim coraz więcej negatywów i właściwie odcina się od jego kampanii. Kandydat może jednak liczyć na partię. Pytanie brzmi: co po wyborach? Czy pozwolą mu zachować niezależność? A może stanie się partyjną marionetką i kolejnym strażnikiem żyrandola? Sami musimy rozstrzygnąć, którego z zeszłorocznych kandydatów Maksymilian przypomina bardziej.

Szczególną wartością tej historii jest to, że dzięki losom Maksa poznajemy z pierwszej ręki świat rodzimej polityki wraz z jego wszystkimi wadami. Trafiamy do Sejmu, Pałacu Prezydenckiego i Kancelarii Premiera. Obserwujemy walkę frakcji, handel najważniejszymi stanowiskami, wzajemne szukanie „haków”, próby kompromitacji, lobbing i wiele więcej. Warto zastanowić się, czy jeszcze nas to dziwi, czy zdążyliśmy już do tego przywyknąć. U niektórych obsesja władzy, rozdęte ego, zadawnione winy albo osobiste ambicje okazują się silniejsze niż zdrowy rozsądek. Właśnie na tym tle, w ostatnich godzinach przed ciszą wyborczą, Kamiński mierzy się z rozterkami wewnętrznymi i podejmuje decyzje życiowe. Jego świadomość i podświadomość pracują ze zdwojoną siłą, zostawiając czytelnika z jedną możliwą reakcją: wow!

Szybkiej, wciągającej lekturze Ciszy wyborczej sprzyjają krótkie rozdziały, duża czcionka, niewielki format, dynamiczna akcja i język dobrze dopasowany do okoliczności. Karuzela emocji, która udziela się także czytelnikowi, silnie pobudza wyobraźnię, a zarazem skłania do zastanowienia się, jak sami postąpilibyśmy w tej czy innej sytuacji. Polityka przecież nie wybacza słabości, o czym przekonało się już wielu, a jedno nierozważne słowo lub gest potrafią pozostać w świadomości społecznej na dziesięciolecia, a nawet urosnąć do rangi hasła lub aforyzmu, który umiejętnie wykorzystany może stać się pętlą albo antidotum. Maksymilian Kamiński wie, że nie można wszystkiego osiągać za wszelką cenę, i właśnie dlatego wzbudził moją sympatię. Szczerze życzę mu zwycięstwa, choć jak będzie, przekonamy się zapewne później. Jak się okazuje, ma tylu samo zwolenników, ilu wrogów.

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja