"Wachmistrz" - recenzja
„Wachmistrz” | Recenzja
Powrót Polski na mapę Europy po latach zaborów był spełnieniem oczekiwań kilku pokoleń. Dopiero światowy konflikt i rozpad dotychczasowego porządku politycznego, aby państwo polskie mogło ponownie zaistnieć. Oczywiście nasi sąsiedzi przyjęli ten fakt w różny sposób. Największą wrogość okazywali Niemcy, które na mocy ustaleń wersalskich zostały obciążone odpowiedzialnością za wybuch i skutki Wielkiej Wojny. O zasadności takiej oceny można dyskutować, pozostaje jednak faktem, że to właśnie ona stała się jednym z fundamentów powojennego ładu. Potem przyszedł wielki kryzys, a Republika Weimarska pogrążyła się w jeszcze głębszych problemach. Znów więc trzeba było znaleźć kozła ofiarnego, a Polacy i Wolne Miasto Gdańsk nadawali się do tego idealnie. Wraz z wachmistrzem Kukulką i radcą Abellem przenieśmy się więc do Gdańska na kilka lat przed dojściem Hitlera do władzy.
Książka Krzysztofa Bochusa zaintrygowała mnie już kilka sekund po otwarciu paczki. Nie zawiodłem się. Przeciwnie, przeczytałem ją niemal jednym tchem, w półtora dnia. Tło historyczne i intryga kryminalna zostały tu połączone z dużą sprawnością. Od pierwszej do ostatniej strony wciągnęła mnie konstrukcja fabuły, podkręcana nieoczywistymi zwrotami akcji i ilością podawanych informacji. Gdańsk z tamtych lat mocno odbiegał od obrazu miasta, który znamy dzisiaj. Pod elegancką fasadą kryły się społeczne napięcia, przestępczy półświatek i coraz wyraźniejsze sprzeczności. Za przesadną formą narastała także wrogość wobec wszystkiego, co polskie. Niepokój jest wyczuwalny niemal na każdym kroku. Liga Narodów powołała do życia karykaturalny twór, który w jej przekonaniu mógł uchodzić za rozwiązanie idealne, choć rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia. Niemcy czuli się tam jak u siebie, natomiast Polacy, mimo wielkich aspiracji i poszanowania międzynarodowych postanowień, stawali się mniejszością spychaną na margines. Szczególnie uderzyło mnie odkrycie, że nazwy dobrze znanych nam dziś podgdańskich miejscowości pojawiają się tam w niemieckim brzmieniu. W tamtym czasie właśnie ten język organizował symboliczną mapę tej przestrzeni.
W tej coraz bardziej ponurej i dramatycznej zbieżności czasu oraz miejsca dochodzi do serii porwań młodych dziewcząt - blondynek wywodzących się z ubogich środowisk. Początkowo nikt nie dostrzega w tych zaginięciach czegoś niepokojącego. Pewnego grudniowego dnia na posterunek Kripo przychodzi Marlena Bohem, zaniepokojona tym, co zobaczyła. Wachmistrz Kukulka jest nią oczarowany, jednak nie daje wiary jej słowom. Dopiero nagonka prasowa oraz polecenie Senatu, który chce wyciszyć sprawę, wprawiają w ruch machinę sprawiedliwości. Nikt nie mógł wtedy przypuszczać, jak szerokie kręgi zatoczy ta sprawa i jak ważne osobistości okażą się z nią powiązane. Nie ulega jednak wątpliwości, że zaginięcie w tak krótkim czasie kilku dziewcząt o podobnym wyglądzie, w niemal identycznych okolicznościach, nie może być przypadkiem.
Śledztwo poprowadzi komisarz kryminalny Christian Abell, któremu ma pomagać Gustaw Kukulka. Od początku wiadomo jednak, że nie będzie to łatwa współpraca. Obaj mężczyźni różnią się temperamentem, doświadczeniem i sposobem patrzenia na policyjną robotę. Abell ufa przede wszystkim rozumowi, analizie i chłodnej logice. Kukulka częściej działa instynktownie, a tam, gdzie brakuje mu cierpliwości, do głosu dochodzą siła i pięść. Z powodów, które odsłania dopiero lektura, trudno mu postępować inaczej. Z czasem ich relacja stanie się jeszcze bardziej skomplikowana. Kolejne wydarzenia, zwykle niezależne od nich samych, wystawią na próbę wzajemne zaufanie, bez którego żadne śledztwo nie może się powieść. Sprawa nabierze dodatkowego ciężaru, gdy okaże się, że dla obu bohaterów jej rozwiązanie ma także osobiste znaczenie. Każdy z nich coś w niej ryzykuje i każdy czegoś od niej oczekuje. Na tym właśnie polega siła tej pary. Kukulka i Abell kierują się poczuciem sprawiedliwości, choć rozumieją je inaczej. Dla jednego najważniejsze jest ustalenie prawdy, schwytanie sprawcy i poznanie jego motywów. Drugi chciałby, aby kara przyszła natychmiast, najlepiej z jego własnych rąk. Co z tego wyniknie?
Bez względu na okoliczności sprawę trzeba zamknąć jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed Wigilią Bożego Narodzenia. Mogłaby zapewne toczyć się sprawniej, gdyby nie kolejne przeszkody, tajemnice, niedomówienia, świadome utrudnianie pracy i polityczne parasole ochronne. Ilekroć obu mężczyznom wydaje się, że są coraz bliżej rozwiązania, ktoś próbuje zatrzymać bieg wydarzeń albo dopilnować, aby dotychczasowe ustalenia nie ujrzały światła dziennego. Dlaczego? Ponieważ ich ujawnienie mogłoby skompromitować wiele osób i instytucji, a nawet zachwiać samym Wolnym Miastem. Na to wielu nie może sobie pozwolić. Oczywiście nie napiszę, kto zabił, kto porwał ani z jakich pobudek, bo wtedy dalsza lektura straciłaby sens, a przecież nie o to chodzi. Zaznaczę tylko, że częściowo spodziewałem się takiego rozwiązania. Okazuje się, że pod względem zła i niegodziwości sto lat niewiele zmienia, tam gdzie ludzie nadal potrafią kierować się przede wszystkim instynktami oraz przekonaniem o nienaruszalności własnej pozycji.
Wachmistrz Krzysztofa Bochusa pokazuje, jak dobrze może brzmieć kryminał
historyczny, gdy autor poważnie traktuje zarówno intrygę, jak i czas oraz
miejsce akcji. To powieść zanurzona w
mroku, a przy tym wciągająca i napisana z dużą świadomością realiów. Dobrze
działa tu sama intryga, język, sposób prowadzenia postaci oraz precyzyjne
osadzenie wydarzeń w Gdańsku tamtego okresu. Dzięki temu historia nie wisi w
próżni, tylko wyrasta z konkretnej przestrzeni, z jej napięć, lęków i ukrytych
interesów. Wachmistrz dotyka życia w jego bolesnych odsłonach. Pokazuje, że praca może stać się sposobem
ucieczki przed własnymi demonami, zwłaszcza wtedy, gdy człowiek nosi w sobie
tajemnice i sprawy, których nie potrafił domknąć. Tak właśnie dzieje się z
Kukulką i Abellem. Powieść skupia się na jednej sprawie, ale z czasem zaczyna
mówić o czymś więcej, o winie,
lojalności, przemocy, pragnieniu sprawiedliwości i o tym, jak trudno pozostać
przyzwoitym, gdy otaczający świat coraz mocniej osuwa się w ciemność.

Komentarze
Prześlij komentarz