"Przewrót. Rok 1926 w relacjach uczestników i świadków" - recenzja

 

    „Przewrót. Rok 1926 w relacjach uczestników i świadków” | Recenzja

12 maja tego roku, był dniem nietypowym. Sto lat temu w Warszawie wybuchły walki, nazwane przez historię „przewrotem”, albo „zamachem” majowym. W Polsce data ta z wielu powodów stanowiła istotną cezurę w dziejach. Zastanowiło mnie jednak co innego, mianowicie – czy możemy świętować ten dzień? A jeśli tak, to w jaki sposób? W tym roku wydano już wiele publikacji na temat tych dni. Tym razem do ręki dostałem prawdziwą kopalnię źródeł na ten temat, a praca na archiwaliach jest zawsze ciekawym doświadczeniem, które niejednokrotnie otwiera nowe horyzonty. Tak było i w tym przypadku.

Dni majowe sprzed wieku, pozostaną dla mnie synonimem dużego dylematu moralnego. Wielu z tych, którzy wówczas stanęli po obu stronach walk, musiało zadawać sobie wiele pytań i odnajdywać odpowiedzi. Sam, choć jak mi się wydaje, dobrze znam motywacje obu stron, przyczyny i skutki wydarzeń, o których mówimy, zastanawiam się, jakie wtedy zająłbym stanowisko. Zarówno prezydent, jak i Marszałek mieli swoje racje, wiedzieli, co chcą osiągnąć, chociaż różnili się argumentami. Mocno trzeba zaakceptować, że Stanisław Wojciechowski nie wyprowadził wojsk na ulicę. Zaś Józef Piłsudski, mógł oprzeć się tylko na tej jego części, która ufała jego „legendzie”. Żadnej ze stron nie oceniam. Ufam, że „nauczycielka życia” uczyni to lepiej, bo ma do tego sprawniejsze narzędzia, ale nie da się tego zrobić bez źródeł.

Recenzja tego typu publikacji nie jest sprawą łatwą. W istocie powinienem był zamilknąć i tylko czytać. Jednak cel recenzji jest inny. Muszę choć w niewielkim stopniu odnieść się do tego, co ta publikacja zawiera. Chciałbym zacząć od tego, że bardzo dobrze je dobrano, a potem posegregowano w odniesieniu do trzech rozdziałów: Wrzenie, Starcie i Pokłosie, zgodnie z zasadą ciągu przyczynowo skutkowego. Dodatkowo obaj Autorzy „oddali głos” uczestnikom i świadkom tamtych dni, co zupełnie zmienia styl prowadzonej narracji – z trzecioosobowej opowieści naukowca, na pierwszoosobowe opowiadanie, tych, którzy wtedy brali bezpośredni udział, uczestniczyli, lub z różnych stron obserwowali walki w Warszawie, ale jeszcze bardziej istotne jest to, co do tego doprowadziło. Historia jest bowiem jak pudełko puzzli, a źródła są tym, co łączy ze sobą poszczególne elementy w jedną całość.

Muszę podkreślić, że sam wybór zacytowanych źródeł nie jest w żaden sposób tendencyjny, albo taki,  który „promowałby” którąś ze stron. Przygotowane materiały są bardzo dobrze opracowane i nieprzypadkowe. Znajdziemy tutaj wypowiedzi urzędników, dyplomatów, wojskowych, ministrów, rzecz jasna – premiera, prezydenta i Komendanta, ale przede wszystkim mieszkańców stolicy, a nawet akredytowanych wówczas w Warszawie dziennikarzy. Do czego to wszystko zmierza? W mojej opinii do tego, że przewrót był odpowiedzią na to wszystko, co działo się w Polsce, a wojskowi odegrali w nim po prostu rolę tych, którzy z definicji musieli w nim uczestniczyć – wszak mundur zobowiązuje (obie strony).

Co ciekawe, dla zwykłych mieszkańców, czy przechodniów (ogólnie mówiąc cywili), walki, które wybuchły nie były niczym nadzwyczajnym. Powiem więcej, oni na to czekali. Krótko mówiąc, czekali na kogoś, kto kolokwialnie rzecz ujmując, weźmie i zaprowadzi w kraju  porządek. Mogły to w istocie zrobić tylko dwie wspomniane wyżej osoby – Wojciechowski albo Piłsudski, z tym że to Marszałek miał większe społeczne poparcie, na które sobie wiele lat zapracował. Świadczy o tym wiele z zamieszczonych fotografii, które „odczytywane” osobno stanowią drugą, równorzędną opowieść. Jedna urzekła mnie bardzo mocno. Chodzi o zdjęcie kobiety, która mdleje na pogrzebie ofiar. Wszak kiedy wojna wybucha, trudno ją zatrzymać, bo choć żołnierze strzelają, Pan Bóg kule nosi. Zabici i ranni byli prawdziwi, a ich los kogoś obciąża, tylko kogo?

Chciałem też docenić styl, w jakim wydano tę publikację, zwłaszcza sferę języka. W przypadku Przewrotu, cała opowieść jest niezwykle czytelna i jasna, choć może nie zawsze oczywista. Agnieszka Knyt i Aleksiej Rogozin uczynili prawie wszystko, co było możliwe, aby przybliżyć to, co się wydarzyło i pomóc to czytelnikom zrozumieć. Każdy musi sam wyrobić sobie ocenę, a ta książka w tym jak najbardziej pomaga. W przygotowanej publikacji dostrzegam także ogromną bardzo dużą rolę edukacyjną. Relacje uczestników i świadków mogą stanowić doskonałe uzupełnienie prowadzonej lekcji historii, zarówno na poziomie szkoły średniej, jak i podstawowej. Przecież nie ma nic lepszego na takich lekcjach, niż dotknięcie historii „żywej”, prawdziwej, nieskażonej zaopiniowaniem, czy przygotowanym wcześniej wnioskowaniem. Jako praktyk, bardzo dziękuję za tę pracę.

Fundacja KARTA przekazuje czytelnikowi niezwykle cenną publikację, której lektura otwiera nowe przestrzenie do analiz, widzianych pod różnym kątem. Sam spędziłem przy niej dobry, twórczy czas. Pomogła mi na nowo spojrzeć na to, co wydarzyło się przed stu laty. Może właśnie o to chodzi? Żeby szukać odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie zadano, albo na te, na które odpowiedzi na przestrzeni lat się zmieniły. Historia nie może być skostniała. Publikacje takie jak ta, są odpowiedzią na współczesność i nowe potrzeby.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja