"Wacław Kostek-Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych" - recenzja


 

„Wacław Kostek – Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych” | Recenzja 

Nasze cechy osobowościowe i charakterologiczne kształtują się pod wpływem różnych czynników. Bardzo często szukamy w życiu autorytetów – osób, które będą dla nas wzorem, takich, które pokażą nam, na co w życiu warto postawić. Może zdarzyć się tak, że będziemy mieć do nich bezgraniczne zaufanie i wiarę w to, że to, co robią, jest ze wszech miar słuszne. Taką postacią był główny bohater tej biografii – człowiek, dla którego Józef Piłsudski był czymś więcej niż drogowskazem. Był sensem i celem.

Z czym kojarzy mi się Wacław Kostek – Biernacki? Oczywiście, że z funkcją komendanta Berezy Kartuskiej, ale zaraz potem, z autorem tekstu legionowej piosenki, którą często śpiewam: Pieśni o wodzu miłym. Czytając tę książkę, zdałem sobie sprawę, że to postać nieco zapomniana. Poprzez czas spędzony przy lekturze chciałem zrozumieć, czy słusznie, czy nie. Im bardziej zagłębiałem się w meandry życia tego oficera, czułem, że od początku swojej kariery w legionowym mundurze, aż do późnego wieku, był to człowiek wymykający się wszelkim schematom i być może dlatego, tak trudno go sklasyfikować. Nie da się ukryć, że miał w swoim życiu takie momenty, które z dzisiejszej perspektywy można ocenić jednoznacznie negatywnie, ale wówczas my – czytelnicy – popełnilibyśmy prezentyzm, przenosząc to, co miało miejsce w historii na grunt współczesności, bez uwzględnienia uwarunkowań epoki, o której mowa.

Bardzo ciekawym doświadczeniem, było podjęcie się lektury w okresie bezpośrednio poprzedzającym stulecie zamachu majowego. W. Kostek – Biernacki, był tym, który bez żadnych wątpliwości stanął po stronie Marszałka. To był jeden z powodów, dla których jego kariera nabrała rozpędu. Dwukrotnie pełnił urząd wojewody – nowogródzkiego i poleskiego, a następnie trafił do Berezy. Od tej chwili otrzymał łatkę „sadysty”. Co więcej, w jego życiorysie znajdziemy jeszcze kilka niewyjaśnionych do końca sytuacji, jak choćby sprawa przeniesienia na rok w stan spoczynku na początku lat 30. Pułkownik wyznawał szereg wartości, którym pozostał wierny do końca. A koniec ten możemy rozpatrywać dwojako – jako kres II Rzeczypospolitej oraz później, kiedy trafił do komunistycznego więzienia, a następnie zmarł niemal w zupełnym zapomnieniu.

Prezentowana biografia jednej z najbardziej kontrastowych postaci odrodzonej Polski jest szerokim spojrzeniem na jego historię. Autor, Krzysztof Drozdowski, opowiada nam jego życie od roku 1905, przez lata 1914-1918, dalej przez niespokojne czasy lat 20. i 30. XX wieku, aż po początek peerelowskiej historii naszego kraju. Pozwala płynąć narracji zupełnie swobodnie. Muszę wyraźnie podkreślić, że pisarz przez cały czas zachowuje obiektywizm. Nie pozwala, aby na jego opinię o Kostku-Biernackim, wpłynęły wieloletnie naleciałości, czy nie do końca zgodne z prawdą pomieszane fakty i opinie.

Oddany żołnierz Marszałka, spod jego ręki, nie wychodzi w żaden sposób skrzywdzony, a ośmielę się powiedzieć, że nawet zrozumiany i potraktowany lepiej niż przed laty. Wszak nie znosił go ani ukonstytuowany po wrześniu rząd odżegnujący się od sanacji, jak i komuniści. Dlatego właśnie nie mógł liczyć na rzetelny osąd. Odnoszę wrażenie, że Krzysztof Drozdowski nie stara się go ocenić, ani zrozumieć, ani wybielić, ale przede wszystkim spróbować zagłębić się w motywy jego postępowania, co bardzo dobrze się udało.

Biografia brzeskiego komendanta jest świetnie przygotowana pod względem merytorycznym, faktograficznym i źródłowym. Opiera się przede wszystkim na ogromnej ilości źródeł, co pozwala zachować emocje na wodzy. Domyślam się bowiem, że do pracy nad książką można było przystąpić ze z góry postawioną tezą, lub też zmusić ocenianego, aby wytłumaczył się „sam”. Ta druga możliwość niestety nie wchodzi już w rachubę. Pozytywną rolę w książce spełniają komentarze Autora, wprowadzające czytelnika w kontekst opisywanych wydarzeń. Pozwala to osadzić się w epoce, bez potrzeby szukania w głowie faktów, dat i wydarzeń. Usprawnia to też proces lektury, pchając ją do przodu, bez niepotrzebnych przestojów. Podobnie nie mam żadnych negatywnych uwag do warsztatu pracy historyka, jak i sfery językowej.

Złożoność postaci i charakteru Wacława Kostek-Biernackiego musimy ocenić sami, a książka nam w tym pomaga. Określone cechy i sposoby jego postępowania nie wzięły się „z powietrza”, lecz były wypadkową wielu czynników, o których dowiadujemy się właśnie z przeczytanego tekstu. Osobiście uważam, że porównując jego złe i dobre działania, jego dobre i złe cechy, blaski i cienie wszystkiego, co robił przez całe życie – spotkała go wielka niesprawiedliwość. Oceniono go pochopnie i bez cienia zrozumienia. Wszak, jak sugeruje sam tytuł, był człowiekiem „od zadań specjalnych”, nie mógł mieścić się w konwenansach ani być zbyt uległy. Musiał pozostać sobą, bo to on brał na siebie największy ciężar i świetnie zdawał sobie z tego sprawę. Cały czas to ryzyko akceptował.

Ta biografia to opowieść bez kompromisów i taniego usprawiedliwienia. Pokazuje wyraźnie, jak cienka bywa granica pomiędzy bohaterstwem, a bezwzględnością, nawet w imię najbardziej wzniosłych ideałów, ale czy w życiu nie można popełniać błędów?

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja