"Orzeł czy reszka" - recenzja


 

                                   „Orzeł czy reszka” | Recenzja 

Pytanie o nieuchronność wybuchu drugiej wojny światowej powraca w historiografii od dekad i wciąż pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Mimo ogromu badań obejmujących niemal każdy aspekt konfliktu, pole do interpretacji pozostaje szerokie. Radosław Golec wykorzystuje tę przestrzeń, proponując odmienny wariant i stawiając czytelnika wobec hipotezy balansującej na granicy historycznej spekulacji i prawdopodobieństwa. Trudno rozstrzygnąć, ile w tej wizji jest realnych przesłanek, a ile konstrukcji literackiej, jednak właśnie ta niejednoznaczność stanowi o sile książki. Orła czy reszkę czyta się płynnie, a lekturze towarzyszy wyraźne zaciekawienie poruszaną tematyką.

Parafrazując pierwsze zdanie pewnej powieści, rok 1939 był to dziwny rok. Coraz wyraźniej oswajano się z myślą o nieuchronności konfliktu z Niemcami, nie znano jedynie chwili jego wybuchu. Każda prowokacja, gest, przemówienie, nota dyplomatyczna czy pojedyncze stwierdzenie mogły zostać wykorzystane jako casus belli. Jednocześnie w prasie utrzymywano przekonanie, że społeczeństwa nie należy straszyć. Przeciwnie, należało podążać za rządową propagandą, sprowadzoną do haseł w rodzaju „nie oddamy ani guzika” czy „silni, zwarci i gotowi”. Z dzisiejszej perspektywy trudno pominąć konsekwencje takiej postawy. Szok 1 września i kolejnych dni okazały się przez to silniejsze. Władze miały świadomość, że wojna jest jedynie kwestią czasu, podejmowano jednak próby odwleczenia tej chwili tak długo, jak było to możliwe.

Słuchając ostatniego akapitu exposé Józefa Becka z maja 1939 r., odczuwam napięcie między dumą a świadomością jego ograniczeń. Z jednej strony to jedno z najbardziej pamiętnych wystąpień sejmowych, które trwale zapisało się w świadomości zbiorowej i może wzbudzać uzasadnione uznanie. Z drugiej, były to jednak słowa, za którymi nie szła adekwatna sprawczość, a sam minister do końca zdawał się wierzyć w trwałość międzynarodowych zobowiązań. Właśnie w takiej atmosferze utrzymana jest cała narracja książki. Jej główną postacią jest wiceminister spraw zagranicznych Michał Łubieński, który na polecenie przełożonego wyrusza do Berlina z tajną misją. Jej istotą są dokumenty ukryte w czarnej teczce, zawierające polski projekt ustępstw w sprawie statusu Wolnego Miasta Gdańska. Ich ewentualna akceptacja przez kanclerza mogłaby odsunąć widmo konfliktu, oznaczałaby bowiem spełnienie jednego z kluczowych warunków niemieckiego ultimatum, natomiast odrzucenie przekreślałoby wszelkie nadzieje. Równolegle w Berlinie przygotowywane jest podpisanie niemiecko-włoskiego porozumienia gospodarczego, a coraz wyraźniej zarysowuje się perspektywa porozumienia niemiecko-sowieckiego, które z polskiej perspektywy miałoby konsekwencje katastrofalne. Łubieński ma świadomość niewielkich szans powodzenia tej misji, mimo to podejmuje się jej, wyruszając w sam środek politycznego zagrożenia.

III Rzesza, pewna własnej potęgi, pozostaje wobec Polaków wyraźnie wroga, co znajduje odzwierciedlenie w postawie i kondycji polskiego ambasadora Józefa Lipskiego, pozbawionego złudzeń co do możliwości dalszych negocjacji. Michał zajmuje odmienne stanowisko, a właściwie musi je przyjąć. Dlatego, za pośrednictwem niemieckiego oficera Kleista, poszukuje dostępu do nazistowskich decydentów. Szybko okazuje się, że także w samych Niemczech zaczyna kształtować się antyhitlerowska opozycja, zdeterminowana, by nie dopuścić do eskalacji. Czy to jednak wystarczy? Czy Hitler dopuszcza możliwość kompromisu? Pobyt Łubieńskiego w Berlinie komplikuje się dodatkowo przez szereg równoległych wątków, z których żaden nie daje się szybko rozwiązać. Sytuację pogłębia wrogi stosunek Niemców do Polaków oraz narastające napięcia międzynarodowe. Jeden fałszywy ruch może uruchomić lawinę zdarzeń, których skutkiem będzie ogień obejmujący całą Europę. Zaufanie przestaje mieć znaczenie, a dotychczasowe reguły gry tracą swoją moc.

Jednym z największych atutów tej książki jest sposób, w jaki warstwa historyczna stapia się z koncepcją autora. W miarę rozwoju akcji, zwłaszcza w jej kulminacyjnych momentach, granica między faktami a fikcją literacką staje się trudna do uchwycenia. Tym bardziej intrygujące pozostaje wrażenie, że w realiach ówczesnej dyplomacji oraz przy specyfice działania pułkownika Becka podobny scenariusz nie byłby całkowicie nieprawdopodobny. W tych warunkach Michał, działając wraz ze współpracownikami ambasady i konsulatu w Berlinie, stopniowo zwiększa zakres swojej samodzielności, kierując się zasadą nadrzędności celu. Czyni to jednak z taką konsekwencją i wyczuciem, że jego decyzje trudno poddawać jednoznacznej ocenie. Świadomość konieczności działania poza utartymi schematami staje się jednym z głównych motorów narracji. Radosław Golec prowadzi ją sugestywnie, łącząc obrazy tajnych kontaktów, oficjalnych przyjęć, półświatka oraz pracy analitycznej i dziennikarskiej w spójną, przekonującą całość. Odtworzona atmosfera narastającego napięcia i wzajemnej nieufności oddziałuje na czytelnika z wyraźną intensywnością, wywołując niemal fizyczne poczucie uczestnictwa w opisywanych wydarzeniach. Towarzyszy temu silna potrzeba ingerencji w bieg zdarzeń, która pozostaje oczywiście niemożliwa do spełnienia.

Od pierwszych stron niemal namacalnie daje się odczuć narastające napięcie, a nad całą opowieścią unosi się zasadnicze pytanie o powodzenie misji. Świadomość historycznego finału nie osłabia ciekawości, która konsekwentnie prowadzi lekturę naprzód. Tempo narracji sprawia, że lektura wciąga bez reszty i trudno się od niej oderwać przed osiągnięciem finału. Na uznanie zasługuje sposób kreacji bohaterów. Zostali oni przedstawieni spójnie i przekonująco, w zgodzie z utrwalonym wizerunkiem lub jego wiarygodną interpretacją. Większość postaci po stronie polskiej, poczynając od Michała Łubieńskiego, budzi naturalną sympatię. W tekście pojawiają się drobne potknięcia redakcyjne, które jednak nie wpływają istotnie na odbiór całości. Ostatecznie, podobnie jak przy rzucie monetą, wiele zależało od przypadku. Polsce zabrakło szczęścia. Pozostaje pytanie, czy był to jedynie splot okoliczności, czy też coś więcej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja