"Dziedzictwo prawdy" - recenzja

                                       „Dziedzictwo prawdy” | Recenzja

Często zdarza się, że nie nadążamy za własnymi pomysłami. Powstaje się ich tak wiele, że trudno wybrać jeden lub choćby kilka i nadać im wyraźny kierunek, co prowadzi do chaosu i natłoku myśli. Podobnie bywa z odkrywaniem przeszłości. Niekiedy pozornie nieistotna linijka tekstu staje się impulsem do podjęcia szeroko zakrojonych poszukiwań. Dariusz Janowicz podjął próbę opowiedzenia historii opartej na takim właśnie mechanizmie. Na ile ten zamysł został zrealizowany, pozostawiam ocenie czytelników. Dziedzictwo prawdy to utwór o niewątpliwych walorach, który jednak nie w pełni dorasta do ambicji, jakie sam przed sobą stawia.

Do lektury tej książki przystąpiłem z autentyczną ciekawością, tym bardziej że od dłuższego czasu czekała na półce. Jej niewielkie rozmiary uznałem w końcu za wystarczający powód, żeby zakończyć jej żywot w czytelniczym „czyśćcu”. Początek zapowiadał się obiecująco, jednak emocje i zainteresowanie, zamiast narastać, z każdą kolejną stroną wyraźnie słabły. Sam proces lektury stał się mechaniczny, pozbawiony charakterystycznego impulsu, który towarzyszy większości z nas czerpiących z czytania prawdziwą przyjemność. Odniosłem wrażenie, że Autor na początku miał odmienną koncepcję utworu, niż ta, która ostatecznie została zrealizowana, a w pewnym momencie stracił kontrolę nad rozwojem fabuły. Akcja rozwinęła się w sposób uniemożliwiający skorygowanie wcześniejszych niedociągnięć. Taki kierunek rozwoju wydarzeń budzi rozczarowanie, ponieważ początkowe partie książki zapowiadały znacznie bardziej spójną i obiecującą całość.

Dziedzictwo prawdy przedstawia losy Anny, młodej historyczki oraz czworga jej przyjaciół, którzy wspólnie podejmują się rozwiązania zagadki zainspirowanej pamiętnikiem Stanisława Kowalskiego, dziadka głównej bohaterki, działającego w czasie wojny w strukturach ruchu oporu. Zawarte w nim wskazówki prowadzą bohaterów do sieci opuszczonych bunkrów i partyzanckich kryjówek, stanowiących jedynie początek ich odkryć. Młodzi badacze otrzymują nieoczekiwaną szansę, a analizy odnalezionych dokumentów kierują ich coraz głębiej w przeszłość, aż do „czarnej księgi” zawierającej tajemniczą listę, której ujawnienie można porównać do wybuchu bomby atomowej. Odkrycie to podważa utrwalony porządek wiedzy przekazywanej kolejnym pokoleniom, zmieniając obraz przebiegu II wojny światowej i rzucając nowe światło na działania obu stron konfliktu. Jak można się spodziewać, natychmiast pojawiają się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy dalszych badań nad znaleziskiem, gotowi posunąć się do skrajnych działań.

Trudno odmówić temu pomysłowi potencjału. Mógł stać się fundamentem literackiego sukcesu. Jednak, sposób realizacji znacząco odbiega od poziomu, jakiego można było oczekiwać po tak obiecującym założeniu, a jej mankamenty trudno byłoby usunąć nawet przy wprowadzeniu istotnych korekt. Ograniczę się do kilku kwestii, które uznaję za szczególnie problematyczne. Pierwszą z nich jest warstwa stylistyczna. Nawet mniej doświadczony czytelnik dostrzeże liczne uchybienia, począwszy od błędów fleksyjnych, po niejasne, nadmiernie uproszczone i pozbawione wyrazu wypowiedzi. Na szczególne podkreślenie zasługuje powtarzalność dialogów. Bohaterowie wielokrotnie przywołują te same lub niemal identyczne kwestie, co sprawia wrażenie sztuczności. Taki sposób prowadzenia rozmów odbiega od naturalnego rytmu języka i w konsekwencji może wywoływać znużenie, a nawet irytację.

Drugim problemem jest wyraźne oderwanie fabuły od realiów. Dobrym przykładem są losy Siergieja i jego towarzyszy. Grupa badaczy jest przez nich śledzona od samego początku akcji. Przestępcy wielokrotnie zostają zatrzymani przez Policję, a także pokonani w bezpośredniej konfrontacji przez Annę, Piotra, Kazimierza i Marka, mimo to jednak powracają. Taki przebieg wydarzeń trudno uznać za wiarygodny. Czy funkcjonariusze rzeczywiście wypuszczaliby ich niemal natychmiast po zatrzymaniu? Podobne wątpliwości budzi poziom zabezpieczeń w pracowni bohaterów. Z opisu wynika, że miejsce to wyposażone jest w monitoring, czujniki ruchu i inne systemy ochrony. W rzeczywistości tak zabezpieczona przestrzeń byłaby niemal niedostępna dla osób postronnych. Kolejnym argumentem potwierdzającym tę ocenę jest informacja, że dokumenty sprzed ponad 80 lat spokojnie czekały na odnalezienie, nie wzbudzając wcześniej niczyjego zainteresowania, a przy tym pozostawały w pełni czytelne. Biorąc pod uwagę upływ czasu oraz wpływ warunków klimatycznych, takie przedstawienie sprawy trudno uznać za przekonujące.

Zastrzeżenia budzi również redakcja tekstu. Rozdziały nie rozpoczynają się na nowej stronie, tylko następują bezpośrednio po zakończeniu poprzednich, przez co całość sprawia wrażenie nadmiernie zagęszczonej. Szczególnie w części 4, w mojej opinii, zupełnie zbędne są śródtytuły. W rezultacie ta ostatnia część przypomina raczej sprawozdanie dziennikarskie niż spójną opowieść fabularną. Rozdziały kończą się dość niespodziewanie, w miejscach i momentach, które pozwalałyby na naturalne rozwinięcie narracji. Odniosłem wrażenie, że Autor nie miał wyraźnie nakreślonej koncepcji prowadzenia rozpoczętej historii ani pomysłu na jej przekonujące zakończenie. Pozostawia to poczucie pewnego niedosytu.

Dla zachowania równowagi warto podkreślić, że cała piątka bohaterów, a także ich przyjaciele i znajomi, zostali obdarzeni wieloma pozytywnymi cechami. Razem mogliby tworzyć zespół niezwykle zdolnych i nieugiętych poszukiwaczy tajemnic przeszłości z różnych epok. Stanowiłoby to dobrą okazję, aby pokazać, że poświęcenie się nauce jest wartością samą w sobie, a jednocześnie może przynosić radość i satysfakcję. Niestety książka została pozbawiona wielu elementów, które mogłyby uczynić ją znacznie lepszą. Nie zmienia to faktu, że Autor nie powinien tracić zapału do dalszej pracy.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja