"Chwała Wielkopolski" - recenzja
„Chwała
Wielkopolski” | Recenzja
W
polskiej tradycji historycznej dostrzegalna jest osobliwa prawidłowość. Szczególną
wagę przywiązujemy do rocznic wydarzeń zakończonych niepowodzeniem.
Spośród pięciu powstań narodowych jedno przyniosło wymierny efekt w postaci
przyłączenia Wielkopolski do odradzającego się państwa. Czy było to zwycięstwo
w pełnym znaczeniu tego słowa, czy raczej sukces, na który wpłynęły okoliczności?
W tej kwestii opinie pozostają podzielone. W zbiorowej świadomości to wydarzenie
wciąż ustępuje miejsca zrywowi listopadowemu i styczniowemu. Piotr Reza
Cholewicki, operując sprawnie poprowadzoną fabułą i wyraziście zarysowaną
postacią głównego bohatera, przywraca należne miejsce tym wydarzeniom,
proponując czytelnikowi literacką kronikę powstania.
W
dziejach Europy rok 1918 wyznaczył wyraźną cezurę. Był zarazem ostatnim aktem
porządku ustanowionego podczas „tańczącego kongresu”. Żadna z trzech monarchii
zaborczych nie przetrwała próby zawieruchy wojennej. Upadły państwa i korony,
torując drogę nowemu, wersalskiemu układowi sił. Trzeba przyznać, że
również on nie był rozwiązaniem sprawiedliwym i być może dlatego przetrwał
zaledwie dwie dekady. Ci, którzy go negocjowali, ani tym bardziej ci, którym
przyszło funkcjonować w jego ramach, nie mogli jednak przewidzieć jego
krótkotrwałości. Polska znalazła się w gronie beneficjentów ustaleń podjętych w
rezydencji Ludwika XIV. W walce o granice na Zachodzie nie byliśmy w stanie
osiągnąć więcej. Polityka pozostaje sztuką kompromisu. Istotne znaczenie miało
to, że Wielkopolska uniknęła organizacji plebiscytu, który mógł przynieść
nieprzewidywalne rezultaty. Powstanie wybuchło tam w momencie sprzyjającym,
dostarczając argumentów polskim reprezentantom, co w naszej historii należało
do rzadkości.
Piotr
Surra, żołnierz zdemobilizowanej armii kajzera Wilhelma II, przebywa w
Poznaniu. Kilka dni później do miasta przybywa Ignacy Paderewski, a dalszy bieg
wydarzeń odpowiada znanej narracji podręcznikowej. Można oczekiwać, że
wychowany w pruskim porządku młodzieniec opowie się po stronie niemieckości
tych ziem, co uczyniłoby konstrukcję fabularną przewidywalną. Autor wybiera
jednak rozwiązanie znacznie bardziej złożone. Bohater przypina do munduru
kokardę w polskich barwach narodowych, a następnie przekonuje do tej decyzji
ojca i siostrę, którzy przyjmują jego argumentację. Powstańcy korzystają z jego
wiedzy i doświadczenia, nie zdając sobie sprawy z ciężaru, jaki ze sobą
niesie, ani z głębokiej niechęci do wszystkiego, co wiąże się z
prowadzeniem walki. Ma jednak świadomość, że sprawie polskiej należy oddać to,
co najcenniejsze, oraz że sprzyjający moment może się już nie powtórzyć. Demony
przeszłości nie ustępują łatwo. Dlatego Piotr toczy walkę nie tylko z
Freikorpsem, ale przede wszystkim ze sobą oraz z dziedzictwem, które
ukształtowało go znacznie wcześniej.
Na drodze Piotra pojawia się Agnes, którą darzy uczuciem, jednak w jej przekonaniu nie jest ono na tyle głębokie, by spełniało jej oczekiwania. Ona pragnie małżeństwa, on zaś nie potrafi podjąć ostatecznej decyzji, a dynamika wydarzeń pozwala mu odkładać rozstrzygnięcie na później. W miarę możliwości stara się prowadzić zwyczajne życie i podtrzymywać relacje towarzyskie, jednak co pewien czas zmuszony jest je przerywać, gdy wzywają go bieżące wydarzenia. Rzeczywistość tych ziem nigdy nie należała do łatwych, czego jako weteran ma pełną świadomość. Pamięta doświadczenia młodości z okresu kulturkampfu i jest przekonany, że do podobnych praktyk nie wolno dopuścić ponownie. Powstanie wielkopolskie postrzega jako jedyną realną szansę, aby temu zapobiec. Ostatecznie działania przynoszą zamierzony rezultat, choć wymaga to splotu wielu wydarzeń oraz znacznego zaangażowania i poświęcenia. Stan wewnętrzny Piotra pozostaje jednak niejednoznaczny. Nie potrafi określić własnych uczuć, nie towarzyszy mu ani satysfakcja, ani rozgoryczenie. Powstanie jawi się najpierw jako doświadczenie emocjonalnie obojętne, a z czasem nabiera dla niego wymiaru tragicznego.
Książka składa się z trzech części. Pierwsza wprowadza w realia okresu przejściowego po zakończeniu wojny oraz wydarzenia w Wielkopolsce, druga przedstawia wypadki majowe 1926 r. z perspektywy Poznania, trzecia ma charakter wspomnieniowy, a całość zamyka epilog o wyraźnie pesymistycznym tonie. Fabuła miała ogromny potencjał, który nie został w pełni wykorzystany, ponieważ w części zasadniczej akcja rozwija się powoli i sprawia wrażenie nie w pełni uporządkowanej, co osłabia dynamikę narracji. Nie przekreśla to jednak walorów całości. Powieść czyta się płynnie i z zainteresowaniem, na co wpływają przede wszystkim wiarygodnie oddane realia historyczne, przekonująco zarysowana postać głównego bohatera oraz dwuznaczność wydarzeń, których doświadcza. W jego wnętrzu ścierają się trzy siły, przywiązanie do polskości, pacyfizm oraz nieustannie porzucana relacja z Agnes.
Chwała
Wielkopolski pozornie sprawia wrażenie przystępnej lektury, w rzeczywistości
jednak okazuje się utworem wymagającym i niejednoznacznym. Kryje w sobie nie w
pełni ujawniony ładunek emocjonalny oraz wyraźny ciężar moralny. Po lekturze
towarzyszyło mi trudne do zdefiniowania poczucie niepokoju, mimo
świadomości, że mam do czynienia z literacką rzeczywistością. Lektura wywołała
we mnie refleksję, której charakter trudno jednoznacznie określić. Doceniam jej
wartość, a jednocześnie odczuwam pewien niedosyt, jakby zabrakło ostatecznego
dopełnienia. Narrację można było rozwinąć szerzej, tym bardziej że zakończenie
nadchodzi nagle, niczym przerwany ostrzał artyleryjski. Mimo tych
zastrzeżeń książka pozwala na nowo uświadomić sobie wartość tego, co
najcenniejsze, wolności, swobody, polskości, tradycji, kultury, a przede
wszystkim poczucia własnej tożsamości.

Komentarze
Prześlij komentarz