"Gromi i oblężona twierdza. Kamieniec Podolski w ogniu" - recenzja
„Gromi i oblężona twierdza. Kamieniec Podolski w
ogniu” | Recenzja
Rzeczpospolita w XVII w. pozostawała państwem pozbawionym trwałej stabilizacji politycznej. W stosunkowo krótkim czasie została wciągnięta w konflikty z Kozakami, Szwecją oraz Imperium Osmańskim, a sekwencję tych wstrząsów domknęła wojna domowa. Skala i kumulacja wydarzeń były na tyle poważne, że każda kolejna wojna bezlitośnie odsłaniała strukturalne słabości państwa, które w praktyce okazywało się na nie nieprzygotowane. Jan Kazimierz, mimo osobistego zaangażowania, nie zdołał zbudować trwałego zaplecza politycznego, nawet wśród najbliższych współpracowników. Michał Korybut Wiśniowiecki nie potrafił natomiast dorównać pozycji ani autorytetowi swojego ojca, co dodatkowo pogłębiało kryzys przywództwa. W tej sytuacji jedynym realnym filarem pozostawały wojsko oraz system twierdz, z Kamieńcem Podolskim na czele, postrzeganym jako Brama do Rzeczypospolitej. To właśnie tam znalazł się Gromi, a 1672 r. okazał się dla niego momentem przełomowym.
Obrona Kamieńca Podolskiego przed Imperium Osmańskim na trwałe zapisała się w polskiej wyobraźni zbiorowej. Sienkiewicz nadał jej literacki kształt w Panu Wołodyjowskim, Jerzy Hoffman utrwalił ten obraz w kinie, a uzupełnieniem stał się serial Przygody Pana Michała w reżyserii Pawła Komorowskiego. Każdy, kto sięgnął po Trylogię lub zetknął się z jej interpretacjami ekranowymi, nosi w pamięci finałowy akt obrony twierdzy i słynne wezwanie do Wołodyjowskiego: „Panie pułkowniku Wołodyjowski, na Boga! Larum grają, a ty się nie zrywasz, na koń nie siadasz, szabli nie chwytasz!”. Ta scena oddziałuje z niezmienną siłą także dziś. Wołodyjowski urasta w niej do rangi historycznego Hektora Kamienieckiego, figury honoru i wierności, głęboko zakorzenionej w polskiej kulturze.
Drugi tom konsekwentnie rozwija przygody Gromisława z Białej Wsi, wyraźnie nawiązując do poziomu wyznaczonego przez bardzo udaną część pierwszą. Autor z dużą dbałością prowadzi narrację, pilnując zarówno logiki wydarzeń, jak i atrakcyjności miejsc, w których rozgrywa się akcja. O ile wcześniej czytelnik przebywał w jednej z kresowych stadnin, o tyle tym razem wraz z bohaterem trafia do Kamieńca Podolskiego. To tam Gromi doskonali swoje umiejętności wojenne, pozostając pod opieką samego Michała Wołodyjowskiego. Nad całą opowieścią od początku unosi się atmosfera nadciągającego zagrożenia. Wojna z Imperium Osmańskim wydaje się nieunikniona, choć królewski dwór i dostojnicy zdają się lekceważyć oczywiste sygnały. Wyjątkiem pozostaje hetman wielki koronny Jan Sobieski, świadomy skali niebezpieczeństwa. Czarny scenariusz wkrótce się urzeczywistnia, gdy wojska osmańskie przekraczają granice Rzeczypospolitej. Kamieniec staje się pierwszą linią dramatycznej i heroicznej obrony, prowadzonej jeszcze z przekonaniem, że może zakończyć się powodzeniem. Orle Gniazdo ostatecznie kapituluje, a los Pana Michała…
Autor z dużą swobodą i wyczuciem realiów kreśli obraz Rzeczypospolitej lat siedemdziesiątych XVII w. Czytelnik zostaje wciągnięty w gąszcz wewnętrznych napięć i nieporozumień, których konsekwencje szybko nabierają międzynarodowego wymiaru. Dzięki sprawnie prowadzonej narracji perspektywa opowieści co pewien czas przemieszcza się między Stambułem a Warszawą, pozwalając spojrzeć na ten sam konflikt z dwóch odmiennych punktów widzenia, przedstawionych plastycznie i sugestywnie. Imperium Osmańskie, z sułtanem na czele, dąży do wykorzystania słabości Rzeczypospolitej, licząc na powiększenie stanu posiadania i umocnienie prestiżu. Po stronie polskiej narastające sygnały zagrożenia pozostają w dużej mierze niezauważone, przyćmione sporem między królem a hetmanem. Państwo pogrąża się w chaosie, a tylko nieliczni dostrzegają nadchodzącą katastrofę. Na tym tle Gromi jawi się jako postać jednoznacznie świadoma obowiązku wobec ojczyzny, stojąca po właściwej stronie. Szczególne znaczenie ma dla niego spotkanie z przyszłym Lwem Lechistanu, które wywiera na bohaterze piorunujące wrażenie.
Od razu wszystkich uspokajam. Tomasz Szmid nie stworzył współczesnej wersji finału Sienkiewiczowskiej serii. Mamy tu do czynienia z nowoczesnym, powieściowym ujęciem tej samej problematyki, naturalnie sięgającym po wybrane wątki znane z twórczości „Litwosa”. Trudno zresztą wyobrazić sobie opowieść osadzoną w tych realiach bez obecności Wołodyjowskiego albo z Wołodyjowskim pozbawionym mistrzostwa szermierczego, które czyni go punktem odniesienia dla innych bohaterów. Książka szybko jednak dowodzi swojej samodzielności i nie musi nieustannie oglądać się na mistrza polskiej powieści historycznej. Sceny oblężenia Kamieńca Podolskiego są sugestywne i dynamiczne, akcja jest prowadzona zwartym rytmem, z wyraźnym skupieniem na losie obrońców, w tym samego Gromiego. Istotne pozostaje to, że niezależnie od zmieniających się okoliczności to on pozostaje osią narracji. Śledzimy jego drogę ku spełnieniu marzeń o wstąpieniu do elitarnej husarii, formacji wciąż budzącej podziw. Gromi jawi się jako bohater wytrwały, odporny na przeciwności, honorowy i gotowy do poświęceń, postać jednoznacznie pozytywna i łatwa do polubienia. Lektura bywa na tyle angażująca, że rodzi odruchową chęć pójścia mu w sukurs, po chwili uświadamiając, że to jedynie efekt siły literackiej sugestii.
Z perspektywy
historyka szczególnie doceniam pracę Tomasza Szmida, zwłaszcza jego
konsekwentną dbałość o ducha opowieści. O jego książce trudno napisać cokolwiek negatywnego,
niezależnie od ocenianego aspektu. Drugi tom, podobnie jak pierwszy,
czyta się jednym tchem i niemal natychmiast angażuje czytelnika, do tego
stopnia, że oderwanie się od lektury bywa wyłącznie kwestią konieczności, nie
wyboru. Autor z wyczuciem odtwarza realia epoki, starając się możliwie wiernie
oddać tło historyczne, a tam, gdzie pozwala sobie na drobne przesunięcia czy
uproszczenia, czyni to świadomie i z wyraźną intencją narracyjną. To
literatura, która ma przede wszystkim dawać przyjemność czytania, i w tej roli
sprawdza się znakomicie. Jednocześnie zachęca do sięgania po historię i sprzyja
budowaniu sensownego obrazu przeszłych wydarzeń. Z pełnym przekonaniem
polecam tę książkę czytelnikom, traktując ją jako przykład kierunku, który
warto w polskiej powieści historycznej konsekwentnie rozwijać.

Komentarze
Prześlij komentarz