"Stefcia" - recenzja
„Stefcia” | Recenzja
Przełom XIX i XX w. okazał się trudnym czasem dla wielu warstw społecznych, ponieważ żadna z nich nie pozostała obojętna wobec zachodzących zmian. Przez długie lata utrzymywał się konflikt między dworem a wsią, podsycany i utrwalany przez obie strony. Dziedzice byli przekonani, że chłopom nie należy zbytnio pobłażać, żeby nie nabrali nadmiernej pewności siebie. Wieśniacy z kolei mieli dość ucisku, biedy oraz ciągłego przypominania im ich miejsca w hierarchii społecznej. Tytułowa Stefcia łączy w sobie te dwa przeciwstawne światy. Dziewczyna pochodzi z podlubelskiej wioski, potrafi czytać, interesuje się światem i chętnie przyswaja wiedzę. Podejmuje pracę we dworze, który staje się dla niej przestrzenią ciężkiego wysiłku, ale także bramą do zupełnie nowej rzeczywistości, o której zawsze marzyła. Jak potoczy się jej życie? Ja już znam odpowiedź.
Naukowcy i nauczyciele od wielu lat analizują stan czytelnictwa w Polsce i Europie, a formułowane w tym zakresie diagnozy nie napawają optymizmem. Jako społeczeństwo rzadko sięgamy po książki, a ich zakup przestaje być oczywistym elementem codziennych praktyk kulturowych. Na tym tle wyraźnie rośnie popularność audiobooków, co znajduje potwierdzenie również w obserwacjach szkolnych, gdzie uczniowie coraz częściej deklarują kontakt z tekstem poprzez słuchanie, a nie lekturę w tradycyjnym sensie. Stefcia reprezentuje jeszcze inny model obiegu literatury, ponieważ powstała na podstawie scenariuszy miniserialu publikowanego w mediach społecznościowych i w serwisie YouTube, stanowiąc przykład przeniesienia narracji z medium audiowizualnego do formy drukowanej. Z tą historią zetknąłem się po raz pierwszy właśnie za pośrednictwem serialu, do którego obejrzenia zachęcili mnie przyjaciele z Lublina. Jego dynamiczna forma oraz konsekwentnie prowadzona narracja sprawiły, że już po kilku odcinkach sięgnąłem po książkową wersję tej samej historii, chcąc sprawdzić, jak funkcjonuje ona w innym medium.
Świat przedstawiony w utworze, jak zaznacza sama autorka, jest efektem wnikliwej lektury kilku opracowań. Połączyła bowiem charakter wsi i dworu, ukazując ich tradycje, obyczaje, sposoby zachowania i formułowania wypowiedzi, codzienność oraz dni świąteczne, a także podobieństwa i różnice między tymi środowiskami. Wszystkie te elementy zostały opisane żywym, plastycznym i estetycznym językiem, co istotne stylizowanym „na lubelski” i prowadzonym konsekwentnie w obu kierunkach. Dzięki temu Stefcię czyta się lekko i naturalnie, choć zarazem z wyczuwalną niebanalnością. Nie znajdziemy tu natomiast jednego elementu, którego początkowo można by się obawiać - podjudzania, antagonizowania czy knowań pomiędzy wsią a dworem. Bohaterowie, niezależnie od pochodzenia, jawią się jako ludzie raczej pogodni, skupieni na codziennych obowiązkach, drobnych radościach i własnych problemach. Oczywiście ich doświadczenia różnią się w zależności od punktu widzenia i pozycji społecznej, czego symbolem mogą być choćby poranna kawa ojca Stefci i hrabiny czy odmienne realia ich pracy, jednak to właśnie te różnice stanowią sens całej opowieści. Książka opowiada bowiem o dążeniu do realizacji własnych planów i marzeń, nawet wtedy, gdy początkowo wydają się nierealne lub abstrakcyjne.
Stefcia pochodzi z prostego domu, w którym zawsze było wiele obowiązków, ale także miłość i troska, potrafi znaleźć chwilę, by przeczytać choć kilka stron książki. Lubi swoje życie i nie pragnie innego, a jednocześnie, podejmując pracę we dworze, ma świadomość tego, co może dzięki niej zyskać i jak bardzo się rozwinąć. Na miarę swoich możliwości próbuje przeniknąć rzeczywistość, która dotąd pozostawała dla niej nieznana i niedostępna. Poszukuje punktów stycznych, pokazując, że nawet wiejska dziewczyna może chcieć się uczyć i poznawać świat oraz że nie zadowala jej stagnacja. Pozostaje przy tym osobą pogodną, radosną, prostolinijną i szczerą, wyznając zasadę, że lepiej mówić otwarcie, niż tłumić myśli i emocje. Ma świadomość, że świat nie jest ani czarno-biały, ani w pełni sprawiedliwy, zamiast jednak z nim walczyć, stara się go zrozumieć. Potrafi budować relacje i przyjaźnie, pokazując, że podziały między wsią a dworem nie muszą być barierą nie do pokonania, a współpraca może służyć wspólnemu dobru. Stefcia korzysta z życzliwości państwa, a dzięki jej obecności dwór co pewien czas wypełnia się szczerym śmiechem. Co najważniejsze, nikt, nawet pan Leon, nie daje służącym odczuć, że są traktowane jako „gorsza kategoria”.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze dwie kwestie. Pierwsza dotyczy konsekwentnie podkreślanej przeze mnie bardzo dobrej znajomości realiów epoki, którą można sytuować na początku XX w. Środowisko wiejskie zostało wiarygodnie przedstawione, a dwór funkcjonuje zgodnie z przypisanymi mu rolami społecznymi, bez popadania w przesadę czy schematyzm. Żadne ze zdań nie sprawia wrażenia sztucznego, nawet jeśli pozostaje elementem literackiej fikcji i autorskiego zamysłu, a zarazem nie jest prostym przetworzeniem informacji zaczerpniętych ze źródeł. Książka zyskuje w ten sposób własne, dziś już podwójne życie. Druga kwestia dotyczy uniwersalności proponowanej lektury, która może trafić do odbiorców z różnych środowisk społecznych, tym bardziej że pomaga lepiej zrozumieć także cotygodniowe odcinki serialu. Narracja porządkuje zależności między wątkami i postaciami, pozwalając uchwycić źródła ich zachowań. Być może właśnie fakt, że publikacja ukazała się po realizacji wizualnej, działa na jej korzyść, zachęcając czytelników do sięgnięcia po wersję książkową.
Z
niecierpliwością oczekuję kontynuacji, mając świadomość, że historia Stefci
dopiero się rozpoczyna. Książka jest warta polecenia, ponieważ niesie ze
sobą wiele uniwersalnych wartości, które zachowują swoją aktualność mimo upływu
czasu i zmieniających się realiów historycznych.

Komentarze
Prześlij komentarz