''Piast zdobywca. Wieszczba" - recenzja
„Piast
zdobywca”, „Wieszczba” | Recenzja
Co okazuje się ważniejsze: przysięga i żądza zemsty czy jednak zdrowy rozsądek? Jak długo da się funkcjonować w stanie permanentnej niepewności i zagrożenia? Czy warto bronić tych, którzy tej obrony nie chcą? I dlaczego niektórzy z uporem nie dostrzegają własnych błędów? Takie pytania naturalnie nasuwają się, gdy śledzimy losy Piasta i Ścibora, uwikłanych w walkę z okrutnym Popielem. Ich zaangażowanie jest wciąż wyczuwalne, ale z każdą kolejną decyzją traci moralną jednoznaczność i coraz trudniej uznać je za bezwarunkowo słuszne, a poparcie otoczenia wyraźnie topnieje. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby mieszkańcy dostrzegli realne zagrożenie i jaką rolę odgrywa w tym wszystkim z pozoru senny koszmar? Odpowiedzi nie są podane wprost, ale obietnica ich odkrycia skutecznie podtrzymuje napięcie.
Wojna z okrutnym księciem z Mietlicy, lekceważącym zarówno prawa boskie i ludzkie, od początku jawi się jako przedsięwzięcie skrajnie ryzykowne. Zwycięstwo nad bandą Biezuna, opłacaną przecież z jego kiesy, mogło sprawiać wrażenie przełomu i zapowiedzi rychłego końca niesprawiedliwości, ale to było tylko złudzenie. Wszystko wskazuje na to, że Popiel jedynie zmienił taktykę, a wyczerpani mieszkańcy osad wolą wierzyć, że sytuacja jeszcze się odwróci. Ta wiara okazuje się jednak krótkowzroczna. Nie dostrzegają zagrożenia, które dla Ścibora i Piasta, ocalałych ze spalonych Brójnic, jest aż nazbyt oczywiste. Wybierają uległość wobec silniejszego, uznając ją za sposób na zachowanie resztek godności. Bohaterowie zostają opuszczeni przez własne plemię i tylko cudem unikają śmierci. Kolejne, coraz tragiczniejsze wydarzenia, naznaczone profetycznym snem Samboi, jasno sugerują, że konfrontacja z uzurpatorem będzie wymagała znacznie większego wysiłku i determinacji, niż ktokolwiek chciałby przyznać. Pozostaje pytanie, czy wszystkich na ten wysiłek stać i czy nie zabraknie im odwagi.
Można zapytać, czym właściwie jest owa „mara senna”. Sen córki Bjorna przynosi wizję ogromnej bitwy, morze krwi i całą okolicę spowitą ogniem. Towarzyszy jej niejasne, ale natarczywe przeczucie śmierci kogoś bliskiego, a wyznana Ściborowi miłość sprawia, że to właśnie o niego zaczyna się obawiać. Nie ma jednak świadomości, że los zgotował jej ból znacznie dotkliwszy, niż mogłaby przypuszczać. Równolegle Gdeczanie oraz ci, którzy zaufali młodym wojom, zmieniają strategię działania. Zmuszeni są napadać na okoliczne wioski, żeby zdobyć zapasy żywności, a jednocześnie próbują skupić wokół siebie innych wojów, tworząc zalążek „armii ochotniczej”. Ta rosnąca aktywność budzi wyraźny sprzeciw księcia i jego doradców, którzy uparcie wierzą w możliwość pokojowego rozwiązania konfliktu. Nie zdają sobie jeszcze sprawy, jak kosztowny okaże się ten błąd.
Napięcie narasta także między przyjaciółmi, coraz częściej prowadząc do nieporozumień. Gdy sytuacja tego wymaga, potrafią współpracować, ale różnią się w ocenie metod i konsekwencji podejmowanych działań. Dla Piasta cel uświęca środki, a pragnienie zemsty na Popielu pozostaje nadrzędną wartością. Ścibor patrzy na konflikt inaczej, stawiając na pierwszym miejscu dobro ludzi i mając świadomość, że wojna nieuchronnie pociąga za sobą ludzkie tragedie. Autor z wyczuciem rysuje te dwa charaktery, bliskie sobie, a jednocześnie zasadniczo odmienne. Każdy z bohaterów mierzy się z własnymi dylematami i pytaniami o sens podejmowanej walki. Ich codzienność wypełnia konflikt, a to, co miałoby nadejść po jego zakończeniu, pozostaje dla nich równie niejasne jak przyszłość, o którą walczą.
Trudno nie podkreślić wyraźnej dominacji scen batalistycznych nad pozostałymi elementami opowieści. W gruncie rzeczy nie mogło być inaczej, skoro osią fabuły pozostaje konflikt o władzę, o to, kto ją sprawuje i na jakich zasadach, oraz sprzeciw tych, którzy tej wizji nie akceptują. Wojna stanowi fundament całej serii i nadaje jej rytm. W Wieszczbie, zwłaszcza w finałowych rozdziałach, gdy Samboja zostaje porwana i uwięziona, widać pełnię warsztatu autora. Oblężenie i sposób zdobywania wartowni zostały przedstawione z imponującą dbałością o szczegół, ale to nie sama techniczna precyzja robi największe wrażenie. Sceny starć pulsują emocjami, szczękiem oręża, krwią, krzykami, desperackimi próbami przechylenia szali zwycięstwa, jękiem rannych i milczeniem poległych po obu stronach. Ujęcie tej intensywności bez popadania w przesadny naturalizm wymaga dużego wyczucia, a tu wyraźnie się ono objawia. Bez scen bitewnych seria straciłaby znaczną część swojej siły wyrazu, ale w tym przypadku obawa ta okazuje się całkowicie niepotrzebna.
Podobnie
przekonująco wypada kwestia wyrazistości bohaterów. Ich różnorodność i odmienne
sposoby postrzegania świata sprawiają, że łatwo dostrzec w nich echo postaw
znanych ze współczesności. To postacie, które gubią granice między prawdą a
kłamstwem, fikcją a rzeczywistością, chętnie podążają po linii najmniejszego
oporu, a władzę i możliwość wydawania poleceń cenią wyżej niż odpowiedzialność
za własne czyny. To wyraźnie gorzka diagnoza i do tego celnie sformułowana.
Bohaterowie stają się w tym sensie lustrzanym odbiciem znanych nam mechanizmów.
Zmieniają się czasy i dekoracje, ale fundament ludzkich charakterów pozostaje
zaskakująco niezmienny.
Tak, jak w poprzedniej części, w Wieszczbie odczuwalny jest brak ilustracji.
To duża strata, bo mogłyby one znakomicie dopełnić treść i naturalnie współgrać
z dopracowaną, przyciągającą uwagę okładką. Po raz kolejny na uznanie zasługuje
zastosowanie dużej, czytelnej czcionki, która w istotny sposób podnosi komfort
lektury. Warto sięgnąć po dalszy ciąg opowieści o dwojgu młodych bohaterów i
ich towarzyszach, którzy postawili wszystko na jedną kartę, lekceważąc strach i
widmo bolesnej śmierci. Lektura przenosi czytelnika w świat znany z kart
podręczników historii, nadając mu żywą, angażującą formę. To podróż, na którą zdecydowanie
trzeba się wybrać.

Komentarze
Prześlij komentarz