"Dziedzictwo elfów" t. 3 - recenzja

 

                                „Dziedzictwo elfów” t. 3 | Recenzja

Koleje ludzkiego życia można porównać do sinusoidy, naznaczonej wzlotami i upadkami. Ich liczba i intensywność nie zależą wyłącznie od jednostki. Nie na wszystkie wydarzenia mamy wpływ, wobec części pozostajemy jedynie obserwatorami, oczekującymi na ich konsekwencje. W podobny sposób przez wielu postrzegane było powstanie styczniowe, które wybuchło nagle i było słabo przygotowane. Skutki jego klęski okazały się wyjątkowo dotkliwe: nasilona rusyfikacja, masowe zesłania na Syberię oraz całkowity brak ustępstw ze strony władz. W tym kontekście recenzowana praca stawia pytanie o losy Zalesic oraz Magdaleny Jarosławskiej i podejmuje próbę odpowiedzi, jak przetrwały ten trudny okres.

Każda, nawet najlepsza, powieść dobiega w końcu do finału. Po uwłaszczeniu chłopów oraz egzekucji Romualda Traugutta upadła ostatnia nadzieja na powodzenie zrywu. Społeczeństwo polskie po raz kolejny znalazło się na łasce carskiej administracji. Część majątków ziemskich została skonfiskowana, co doprowadziło do ich upadku ekonomicznego. Najdotkliwsze okazało się jednak załamanie nastrojów i utrata nadziei, widoczna w postawach bohaterów. Symbolicznie kończy się epoka romantycznych ideałów, a emocjonalne uniesienia ponownie przegrywają z realiami i chłodną kalkulacją. Na jakiekolwiek działania naprawcze było już za późno. Podobne procesy zachodzą w najbliższym otoczeniu bohaterów. Państwo Zalewscy mierzą się ze śmiercią jedynego syna oraz nieudanym małżeństwem córki. Relacja Norberta i Elżbiety ulega całkowitemu rozpadowi, nie pozostawiając przestrzeni na porozumienie. Magdalena przeżywa śmierć Piotra, która staje się dla niej jednocześnie ulgą i źródłem nowych problemów. Pewnym kontrapunktem pozostaje powrót Cezarego z Paryża, próbującego dojść do siebie po nieudanym romansie z Rozalią. Całość zamyka się w formule niemal antycznej tragedii, konsekwentnie domykającej losy postaci.

W ostatniej części Dziedzictwa elfów na pierwszy plan wysuwa się Amelia, która, niejako namaszczona przez seniorkę rodu, podejmuje próbę ocalenia rodzinnego dziedzictwa. Poza nią i babcią wydaje się ono nie obchodzić już nikogo. Pozostali bohaterowie pogrążają się we własnej melancholii, stopniowo obojętniejąc na otoczenie. Dla młodej dziedziczki to moment przełomowy, szansa na uniezależnienie się i zdobycie szacunku zarówno seniorki rodu, jak i służby. Bohaterka nie może liczyć na wsparcie rodziców. Przywiązanie do rodzinnego gniazda okazuje się jednak silniejsze niż narastające konflikty. Amelia ma świadomość, że działa częściowo dla siebie, a częściowo z myślą o przyszłości. Porzucenie elfów i chochlików wiązałoby się dla niej z dotkliwym poczuciem winy. Choć czasy się zmieniły, a dominującą postawą staje się indywidualizm, bohaterka pozostaje wierna wyznawanym wartościom. Nie tyle wierzy w rodzinę, ile w ciągłość i odpowiedzialność międzypokoleniową. Zdaje sobie sprawę, że dziedzictwo wkrótce spocznie w jej rękach, co oznacza poważne zobowiązanie. Zaangażowana w codzienne obowiązki Amelia dojrzewa, nabiera siły i odpowiedzialności, uczy się rozmowy z ludźmi i reagowania na ich potrzeby. W ten sposób zyskuje cechy, których wcześniej jej brakowało.

Tom III, podobnie jak wcześniejsze, został skonstruowany w oparciu o kilka równolegle prowadzonych narracji. Czytelnik wraz z bohaterami przeniesie się do Zalesic, Warszawy oraz Paryża. Każda z tych przestrzeni przynosi odmienny splot wydarzeń, choć wiele z nich pozostaje w bezpośrednim związku z powstaniem z 1863 r. We Francji obraz sytuacji ogranicza się do doniesień prasowych, które, jak to często bywa, nie oddają pełnej prawdy. Rozalia dochodzi do gorzkiego wniosku, że podobnie jak jej matka zawarła małżeństwo pozbawione miłości, a to, co miało być źródłem spełnienia, przerodziło się w codzienne cierpienie. Odwrotu jednak nie ma. Tymczasem nad Wisłą Magdalena stopniowo uzyskuje samodzielność, choć przez pewien czas jest zmuszona mierzyć się z krzywdzącymi plotkami rozpowszechnianymi przez byłą teściową. Dodatkowym wstrząsem staje się ujawnienie prawdy o pochodzeniu małej Ani, złagodzone jedynie faktem obowiązywania tajemnicy lekarskiej. Magdalena nie ma sobie nic do zarzucenia i może liczyć na wsparcie brata oraz szwagra, co stanowi dla niej istotne oparcie.

Dziedzictwo elfów to opowieść o ludzkich konfliktach, niezrozumieniu oraz sile charakterów. Autor pokazuje, że brak gotowości do ustępstw prowadzi do stagnacji, niezależnie od tego, czy dana sytuacja trwa „od zawsze”, czy też nigdy nie funkcjonowała właściwie. Oba podejścia okazują się równie nieskuteczne. Przeciwwagą dla tej bezradności pozostaje siła uczuć, która ostatecznie decyduje o kierunku rozwoju wydarzeń i prowadzi do pozytywnego finału historii. W tajemnicy przed otoczeniem dochodzi do ślubu, symbolicznie łączącego przeszłość z teraźniejszością. Autor pozostawia czytelnikowi przyjemność samodzielnego odkrycia, kogo on dotyczy, choć uważny odbiorca może się go domyślać już mniej więcej od połowy tomu, nawet jeśli w nieco innym wariancie. Losy rodziny Zalewskich oraz ich guwernantki zostają domknięte dość satysfakcjonująco, a tytułowe elfy wciąż są obecne w przestrzeni Zalesic. Nie wszystkie wątki kończą się jednak jednoznacznie pomyślnie, co podkreśla ważny wniosek powieści: każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje.

Nie należę do zwolenników tego okresu w historii Polski, który długo postrzegałem jako ponury i przytłaczający. Wyraźniejsze perspektywy zmian pojawiają się dopiero około 1914 r. Dzięki Autorce spojrzałem jednak na ten czas z innej perspektywy i dostrzegłem elementy wcześniej pomijane. Szczególną uwagę zwraca atmosfera tajemniczości, przywiązanie do etykiety i konwenansów, znaczenie wychowania oraz siła więzi rodzinnych. W realiach tych społeczności wspólnota odgrywała kluczową rolę. Trudno nie ulec pokusie wyobrażenia sobie życia w takim dworku, choć pozostaje pytanie, na ile współczesny odbiorca potrafiłby się w nim odnaleźć, zważywszy na niemal dwustuletni dystans czasowy. Historia i literatura łączą jednak zdolność przekraczania takich barier, a ich twórcze połączenie pokazuje, że przy odpowiednim pomyśle, wyobraźni i konsekwencji w pisaniu granice czasu stają się względne.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja