"Wybranka boga słońca" - recenzja
„Wybranka
boga słońca” | Recenzja
Czy człowiek może wchodzić w relację z bóstwami? Jeśli tak, kim staje się ten, kto jej doświadcza i jaką rolę mu przypisano? Jak postrzegają go inni? Podobnych pytań można postawić jeszcze wiele, a wszystkie są ważne i pełne znaczenia. Warto jednak pamiętać, że na przełomie VIII i IX w. ludzie patrzyli na świat zupełnie inaczej i kierowali się innymi priorytetami. Bogowie zajmowali wówczas istotne miejsce w codzienności, towarzysząc człowiekowi w każdej sferze życia. Jak w tej rywalizacji o władzę odnajdzie się Mira? Odpowiedź przyniesie lektura.
Wartościowa
książka nie powstaje przypadkiem. To owoc wytężonej pracy. Wszystko zaczyna się
od pomysłu, który z czasem przybiera właściwych kształtów. To, co ostatecznie
trafia do rąk czytelników, na początku wyglądało zupełnie inaczej – aż do
momentu, gdy autor uznał efekt za satysfakcjonujący. Dziś, w dobie pisania na
komputerze, proces ten jest mniej widoczny, ale wystarczy spojrzeć na rękopisy Lalki czy Chłopów,
żeby dostrzec skreślenia i poprawki już w pierwszych akapitach. To najlepszy
dowód, że pisanie jest procesem, sztuką i drogą zarazem. Nie zawsze
przynosi satysfakcję od razu. Znamy wiele przykładów autorów, którzy zyskali
sławę dopiero długo po debiucie. Nigdy nie porzucili twórczości. Autorka ma już
na koncie kilka powieści, a więc doskonale zna tę drogę. Jej część cyklu Słowiańskie Światy znakomicie
wpisuje się w jego ideę, przybliżania nam korzeni ciekawie i zajmująco. I czyni to z
nawiązką.
Główna
bohaterka, Mira, mieszka w niewielkiej wiosce razem z wujostwem. Wie, co ją
czeka, gdy dorośnie, dlatego pomaga w gospodarstwie, starając się odciążyć ich
w codziennej pracy. Skrywa jednak tajemnicę. Potrafi rozmawiać ze słowiańskimi
bóstwami, choć sama nie wie, skąd pochodzi ta zdolność. Początkowo budzi to w
niej lęk, z czasem jednak Mira uczy się ją wykorzystywać. Nigdy dla siebie,
zawsze dla innych. Musi jednak uważać na Swaroga i Welesa, bogów światła
i świata zmarłych, którzy toczą ze sobą walkę o władzę w słowiańskim panteonie.
Choć tego nie pragnie, Mira staje przed koniecznością wyboru, któremu z nich
udzielić wsparcia. A wybór między tym, co ludzkie, a tym, co boskie, jest
ogromnym wyzwaniem. Ludzka natura łaknie obu, choć spełnienie takiego dążenia
jest niemożliwe. Co więc ocali świat przed straszliwą zemstą bogów? Miłość – i
dziecko, które z niej się narodzi.
Narracja
w powieści rozwija się dwutorowo. Z jednej strony podążamy wraz z bohaterką
przez życie przedchrześcijańskiego plemienia. Poste, pełne trosk o codzienność,
ale też chwil radości, nadziei i pragnienia miłości. Z drugiej, już po
kilkunastu stronach, zostajemy przeniesieni w sam środek rywalizacji bogów o
pierwszeństwo w niebiosach. Warto pamiętać, że słowiańskie bóstwa dalekie były
od łagodności. Nie cofały się przed niczym, a los człowieka pozostawał dla nich
drugorzędny - był jedynie przeszkodą do usunięcia albo pionkiem w grze o
władzę. Surowość tych scen Autorka, m.in. antropolożka kultury, ukazała z taką
intensywnością, że czytelnik niemal czuje ich ciężar. Dzięki temu powieść
wyróżnia się barwnością opisów i śmiałością wyjścia poza utarte
schematy.
Na
szczególną uwagę zasługuje znakomita znajomość realiów życia Słowian, tym
cenniejsza, że źródła pisane z tego okresu są niezwykle skąpe. Więcej światła
rzucają na ten temat odkrycia archeologiczne, otwierające pole do licznych
interpretacji, które dopiero rzetelne badania mogą potwierdzić lub obalić.
Podczas lektury niepostrzeżenie przeniosłem się myślą do Biskupina, miejsca, w którym
równie dobrze mogłaby toczyć się akcja Piasta. Nie chodzi
jednak o samą nazwę, lecz o sposób życia jego mieszkańców i układ przestrzenny
osady. Świat sprzed czasów Mieszka ma nam wciąż wiele do zaoferowania, a pozycje
takie jak ta dowodzą, że czytelnik chętnie sięga po taką literaturę.
Sprzyja temu również język narracji – współczesny, ale uzupełniony koniecznymi
archaizmami.
Na uwagę
zasługuje oprawa graficzna książki. Choć okładka mogłaby sugerować, że to
powieść adresowana przede wszystkim do kobiet, lektura szybko rozwiewa wątpliwości.
Jesienna paleta brązów i złota obleka książkę w nastrój melancholii,
podszytej tęsknotą. Mężczyźni również odnajdą się w tej estetyce, choć zapewne
kobiety będą czerpać z niej więcej przyjemności. Duża czcionka i elegancki
papier sprawiają, że czas spędzony z Mirą oraz jej ziemskimi i niebiańskimi
towarzyszami staje się jeszcze przyjemniejszy. Jedynym zauważalnym mankamentem
jest brak ilustracji. Kilka z nich z pewnością wzbogaciłoby odbiór i ucieszyło
oko.
Książkę
oceniam niezwykle wysoko. Ma w sobie magnetyzm, który sprawia, że nie sposób
odłożyć jej przed końcem. To świat pełen tajemnic, wciągający bez reszty,
gdzie boskie i ludzkie splata się w opowieść odsłaniającą zarówno jasne, jak i
mroczne oblicza odwiecznego porządku.

Komentarze
Prześlij komentarz