"Sekrety służącej" - recenzja
„Sekrety
służącej” | Recenzja
Całe życie
pracujemy nad swoim charakterem, starając się przezwyciężyć największe wady.
Skutki takich starań są różne i nie zawsze przynoszą oczekiwany efekt. Często
zapominamy też o bardzo ważnym składniku naszej psychiki, instynkcie. Tego
jednego nie możemy się pozbyć. Chęć zemsty na kimś, kto nam lub naszym
najbliższym wyrządził krzywdę, bywa silniejsza niż zdrowy rozsądek. Psychologowie
udowodnili, że w tak silnym rozżaleniu nie kierujemy się logiką. Chcemy
wyłącznie sprawiedliwości. Tego samego pragnęła Celina Szczerbicka. Miała misternie
przygotowany plan i za wszelką cenę zamierzała wcielić go w życie. Czy jej
się udało? Przekonamy się po lekturze.
Sekrety
służącej intrygowały mnie od pierwszej chwili, choć musiały poczekać
na swoją kolej. Od początku zakładałem, że książkę przeczytam szybko, ale tyle,
na ile pozwoli codzienny rytm. I rzeczywiście tak się stało. Czytałem
regularnie, po pięćdziesiąt stron dziennie, co zdarza mi się rzadko,
niezależnie od innych obowiązków. Powieść towarzyszyła mi każdego wieczoru,
dlatego też niepostrzeżenie dobiegła końca. Była jednak warta tej lekkiej
senności. Na jej siłę składają się temat, wyraziste portrety bohaterów,
dyskretna aura tajemnicy oraz epoka, w której toczy się akcja. To wszystko
sprawia, że trudno przejść obok niej obojętnie. Pierwsze lata powojennego
komunizmu nad Wisłą należały do najbardziej dramatycznych w historii kraju.
Wystarczy przypomnieć sfałszowane wybory i referendum, pokazowe procesy sądowe,
tortury w katowniach Urzędu Bezpieczeństwa czy obsesję tropienia rzekomych
szpiegów. Dopiero śmierć „Słońca narodów” przyniosła pewne złagodzenie
sytuacji. Nie zmienia to prawdy, że ten ustrój został Polsce narzucony siłą.
Akcja
prowadzi nas na Lubelszczyznę, w okolice Zamościa, w realia połowy lat 50. XX w.
Władza ludowa umacnia wtedy swoje wpływy, a jej przeciwnicy są już w zasadzie
pokonani. Pozostaje jedynie dopilnować, aby wrogowie ustroju nigdy nie
podnieśli głowy. Pewnego dnia w willi szefa tamtejszej bezpieki, Tadeusza
Kotarskiego, człowieka o nieodgadnionym życiorysie i aurze cynika,
karierowicza oraz sadysty, pojawia się główna bohaterka. Z polecenia jego matki
ma zastąpić zmarłą gosposię. Od samego początku zachowuje się jednak nietypowo.
Sprawia wrażenie osoby pewnej, że posada jest jej przeznaczona, a w jej
zachowaniu łatwo dostrzec więcej pozoru niż szczerości. Innymi słowy, nie jest
do końca osobą, za którą się podaje. Nie będzie to wielkim odkryciem, jeśli już
teraz zdradzę, że to prawda. Celina niesie przytłaczający bagaż doświadczeń
z czasów II wojny światowej i pierwszych powojennych lat. Jedyną siłą, która
trzyma ją przy życiu, pozostaje chęć zemsty na człowieku odpowiedzialnym za
śmierć jej męża.
Aby to
osiągnąć, flirtuje z bratankiem pryncypała (nota bene „bikiniarzem”), a w
oczach kapitana stara się uchodzić za osobę znacznie mniej inteligentną, niż
jest w rzeczywistości. W bardzo krótkim czasie, dzięki kilku szczęśliwym
zbiegom okoliczności i własnemu usposobieniu, poznaje sekrety domu, styl
życia jego mieszkańców oraz najważniejsze fakty z życia prywatnego przełożonego.
Wszystko to później oczywiście wykorzysta. Sam Tadeusz Kotarski uosabia cechy
ideowego komunisty. Na trwałe związał się z ustrojem, a na każdą uwagę
dotyczącą jego niedorzeczności znajduje jakieś wytłumaczenie. Poświęcił
wszystko dla kariery: życie prywatne, rodzinne i uczuciowe. Na każdy z tych
trzech obszarów patrzy przez pryzmat ich ewentualnej użyteczności w osiąganiu
awansu. Nie przewiduje żadnych kłopotów, co okaże się dla niego srogim zawodem.
I tylko jedna osoba pozostanie przy nim wtedy, gdy wszyscy inni się odwrócą.
Intryga
przygotowana przez służącą imponuje pomysłowością i chłodną precyzją. To
konstrukcja, która potrafi naprawdę zmrozić krew w żyłach, choć aby nie
odbierać czytelnikom przyjemności odkrywania kolejnych etapów, poprzestanę na
stwierdzeniu, że nawet współczesne służby specjalne nie musiałyby się jej
wstydzić. Nietrudno się domyślić, że ofiarą tej misternie zaplanowanej
prowokacji pada Kotarski, i to w pewnym sensie przypadkowo. Wszyscy potencjalni
sprawcy mieli alibi, a w realiach władzy ludowej ważniejsze było szybkie
zamknięcie sprawy niż rzetelne dochodzenie. Wystarczyło, że ślepy traf wskazał
na niego. Walczył o swoją niewinność z determinacją, jednak w starciu z
systemem pozostawał bez szans. Proces oparty na poszlakach i wyrok były
jedynie formalnością. Plan został zrealizowany w pełni.
Sekrety służącej to na pierwszy rzut oka konstrukcyjnie prosta powieść, w której wydarzenia prowadzą czytelnika konsekwentnie ku finałowi. Choć rozdziały są rozbudowane, lektura wciąga od pierwszych stron i nie sprawia trudności. Momentami pojawia się również dyskretny humor, który dobrze równoważy ciężar opisywanych realiów. To jedna z tych książek, które same niosą czytelnika naprzód. Chce się poznać całą historię od razu, choć tempo codzienności zwykle na to nie pozwala. Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną warstwę tej opowieści, wykraczającą poza czysto literacki wymiar.
Powieść pokazuje,
że nigdy nie jest za późno na uczciwe spojrzenie w głąb siebie i zrobienie
rzetelnego rachunku sumienia. Tadeusz dopiero w celi zrozumiał, jak wysoką cenę
zapłacił za swoją karierę i co w życiu ma rzeczywistą wartość. W pewnym
sensie przegrał wszystko, a jednocześnie zyskał najwięcej: miłość i lojalność
syna oraz oddanie kobiety, którą dotąd lekceważył. Raz jeszcze potwierdza się,
jak przewrotne potrafi być życie i jak często pycha prowadzi ku upadkowi. To
książka wartościowa, przemyślana i skłaniająca do refleksji. Z pełnym
przekonaniem polecam tę pozycję.

Komentarze
Prześlij komentarz