"Dziedzictwo elfów" t. 1 - recenzja


                                        „Dziedzictwo elfów” t. 1 | Recenzja

W dziejach Polski są momenty, które na trwałe zapisały się w zbiorowej pamięci. Większość z nas bez trudu potrafi wskazać przynajmniej kilka takich wydarzeń, lepiej znanych lub funkcjonujących na obrzeżach powszechnej świadomości. Do tej kategorii należy rok wybuchu powstania styczniowego. Często bywa ono oceniane jako przedsięwzięcie od początku skazane na klęskę, pozbawione realnych szans powodzenia, i w tej ocenie nie brak racjonalnych argumentów. Mimo to właśnie ten zryw odegrał kluczową rolę w kształtowaniu postaw ostatniego pokolenia urodzonego pod zaborami, dostarczając mu impulsu ideowego, który znalazł później wyraz między innymi w czynie legionowym. Powstanie styczniowe przyniosło głębokie przeobrażenia polityczne i społeczne, zmieniło sposób myślenia o państwie i narodzie, wpłynęło na literaturę, a przede wszystkim odcisnęło trwałe piętno na mentalności zbiorowej. Co jednak działo się w miesiącach poprzedzających jego wybuch? Odpowiedź na to pytanie przynosi Dziedzictwo elfów.

Jednym z filmów, do których bardzo chętnie wracam, są Noce i dnie w reżyserii Jerzego Antczaka, z kultowymi rolami Jadwigi Barańskiej oraz Jerzego Bińczyckiego. Całość obrazu dopełnia nostalgiczna, niezwykle charakterystyczna melodia walca skomponowana przez Waldemara Kazaneckiego. To ten film, do którego im częściej wracam, tym więcej z niego czerpię. Jednocześnie przyznaję, że nie potrafię przekonać się do postaci Barbary, a Bogumiłowi szczerze współczuję. Do dziś nie wiem też, które z tych dwojga było bardziej nieszczęśliwe. Zmierzam jednak do czegoś innego, mianowicie do podobieństw pomiędzy obiema powieściami. W powieści Agnieszki Janiszewskiej również większość czasu spędzamy wraz z bohaterami w dworze w Zalesicach, miejscu pełnym sekretów, niewypowiedzianych słów, cichych oskarżeń, chłodu uczuć, sztywności form oraz zimna przenikającego wszystkie wymiary tej przestrzeni. Na to nakładają się życiorysy Marii, Norberta, Elżbiety, Amelii, Rozalii i Romana Zalewskich. Każde z nich wyróżnia się innym charakterem i konsekwentnie podąża za własnymi wyborami.

Pojawia się więc pytanie, dokąd to wszystko prowadzi. Odpowiedź nie przychodzi od razu. Najpierw musimy poznać Magdalenę Biłowicz, skrytą i tajemniczą guwernantkę, dla której praca jest, przynajmniej na razie, celem i sensem życia. Jej losy ułożyły się w taki sposób, że w istocie nie miała innego wyboru. Mimo to swoje obowiązki wykonuje z dużą skrupulatnością, nawiązując poprawne relacje zarówno z państwem domu, jak i z uczennicami. Kobieta doskonale zdaje sobie sprawę, jak niewielki ma wpływ na własne życie. Skąd to przekonanie? Wynika z doświadczeń wyniesionych z warszawskiego mieszkania przy Hożej. Była nieślubnym dzieckiem, a do tego doświadczała przemocy ze strony ojczyma. O tym nie mogła nikomu powiedzieć, takie były realia epoki. Co więcej, z czasem zaczęła obwiniać siebie, nie dostrzegając zupełnie, jak wiele dobra w niej drzemie. W osobliwy sposób losy nauczycielki i jej pracodawców zaczynają się jednak splatać. Bez tego splotu powieść nie mogłaby istnieć.

Autorka, Agnieszka Janiszewska, jest historykiem i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. Z tego względu z dużym zainteresowaniem oczekiwałem, w jakich realiach czasowych i politycznych osadzi świat przedstawiony. Wybrała okres zarazem interesujący i wyjątkowo złożony. Okres przedpowstaniowy cechowała głęboka niejednolitość postaw i poglądów. Stronnictwo zachowawcze, określane mianem „białych”, starało się za wszelką cenę powstrzymać eskalację żądań wobec caratu, łagodząc napięcia poprzez postulaty ograniczonych ustępstw ze strony Petersburga. Dla „czerwonych”, opowiadających się za siłową konfrontacją, była to oznaka stagnacji oraz porzucenia ideałów niepodległościowych przez inteligencję i warstwy ziemiańskie. Oba obozy prowadziły intensywny spór, często posługując się trafnymi argumentami, jednak bez gotowości do ustępstw. Istotną rolę odgrywał również sam zaborca, który z jednej strony apelował o spokój, z drugiej prowokował określone działania. W centrum tych napięć znajdował się margrabia Aleksander Wielopolski, postać niejednoznaczna i budząca liczne kontrowersje.

Dziedzictwo elfów jest pogłębioną analizą obu postaw, opartą na rzetelnej wiedzy i doświadczeniu autorki. W świecie przedstawionym powstanie styczniowe zbliża się nieuchronnie, choć w okolicach Skierniewic nie jest jeszcze bezpośrednio odczuwalne. Norbert Zalewski, pamiętający zryw sprzed trzydziestu lat, przestrzega Romka, studenta Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie, przed angażowaniem się w jakiekolwiek awantury. Syn odpowiada jednak, że nie ma już na co czekać, a Rosjanie jedynie pozorują ustępstwa wobec Polaków. Postawa ojca wynika z prostego powodu. To właśnie w młodym człowieku pokłada on swoje nadzieje. Córki i małżonka pozostają bowiem postaciami trudnymi i niejednoznacznymi. Na razie każdy trwa przy własnym stanowisku. Biegu historii nie da się jednak zatrzymać. W tym napięciu pobrzmiewa echo rozmów Witolda i Benedykta Korczyńskich z Nad Niemnem. Wszyscy bohaterowie czują, że nadchodzą nowe czasy. Czy okażą się lepsze, tego nie są w stanie przewidzieć.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja