"Barbara i heretyk" - recenzja
„Barbara i heretyk” | Recenzja
Świat zmienia się na naszych oczach, a cywilizacja pędzi dalej bez chwili wytchnienia. Człowiek koncentruje się dziś przede wszystkim na tym, żeby dobrze przeżyć dany mu czas, zarobić, zwiedzić, dotknąć, mieć, poznać. Wszystko po to, by odnaleźć się w tym, co zwykliśmy nazywać współczesnością. W tym pośpiechu na dalszy plan schodzi religia oraz przywiązanie do wartości wyniesionych z domu lub tych, w których zostaliśmy wychowani. Stają się coraz bardziej relatywne, choć nie każdy musi być przecież osobą wierzącą. W średniowieczu wyglądało to zupełnie inaczej, a relacja z innowiercą wiązała się z ogromnym ryzykiem. Przekonała się o tym Barbara, którą Gabriela Feliksik przywróciła do życia w swojej powieści.
Przyjęta konwencja mogłaby sugerować, że romans jako gatunek literacki przeznaczony jest właściwie tylko dla kobiet. To one zazwyczaj fascynują się losami głównej bohaterki, doradzają jej w myślach albo z wypiekami na twarzy śledzą jej perypetie. Wystarczy przywołać pomnikową Trędowatą. Film w reżyserii Jerzego Hoffmana, który powstał na podstawie powieści Heleny Mniszkówny, co roku w okolicach 1 i 2 listopada przyciąga przed telewizory ogromną widownię. Warto zauważyć, że w przyszłym roku ekranizacja będzie obchodzić półwiecze, od dziesięcioleci regularnie gości na antenie i nie traci na popularności. Liczy się jednak wrażenie, jakie pozostawia w odbiorcy, a w tym przypadku w sercu czytelnika. W tej narracji także i męski odbiorca odnajdzie elementy zgodne ze swoimi zainteresowaniami. Dlaczego? Akcja jest mocno osadzona w epoce średniowiecznej, kojarzonej z męskim światem królów, cesarzy i rycerzy. W ten sposób dochodzimy do pierwszej konkluzji: siłą tego tekstu jest historia. Nie mogło być inaczej, ponieważ już w poprzedniej części przeszłość stanowiła trwały fundament akcji.
Jak przyznaje sama Autorka, tam, gdzie brakowało jej wiedzy lub dostępu do źródeł, posłużyła się wyobraźnią. Warto jednak zauważyć, że robiła to wyjątkowo celnie. Nie naginała rzeczywistości, a gdy potrzebowała wprowadzić rozwiązanie oparte na fikcji, czyniła to zgodnie z konwencją i realiami epoki. Jako historyk muszę przyznać, że średniowiecze jak chyba żadna inna epoka, może poza starożytnością z jej licznymi lukami, daje przestrzeń dla takich zabiegów. To okres niezwykle bogaty w wydarzenia, zarówno dobrze udokumentowane, jak i trudne do weryfikacji, co często utrudnia oddzielenie faktów i realiów materialnych od wytworów wyobraźni. Zresztą w odniesieniu do wieków średnich sami do dziś posługujemy się wieloma uproszczeniami i nie jest to niczym niewłaściwym. W przypadku Barbary i heretyka na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić, gdzie kończą się autentyczne zdarzenia, a gdzie zaczyna autorska kreacja. Ten misternie zbudowany świat od pierwszej strony zachęca i zaprasza, aby zgłębiać go jak najdokładniej.
Jednym z
wyraźnych atutów powieści jest wielowarstwowa fabuła. Pojawiają się w niej
motywy samotności, niepewności dotyczącej własnego pochodzenia, niemoralnej
propozycji, miłości, odrzucenia, walki o siebie i bliskich, przywiązania do
religii oraz chłodu wobec niej, a także dewocji i nienawiści. Taka konstrukcja
sprawia, że napięcie narracyjne konsekwentnie się utrzymuje, a czytelnik
pozostaje czujny, bo trudno przewidzieć, w jakim kierunku potoczą się
wydarzenia. Taki rezultat był możliwy dzięki umiejętnemu operowaniu emocjami i
wiarygodnemu odtworzeniu realiów epoki. Dobrym przykładem jest sposób ukazania
stosunku świętej inkwizycji do Tomasza, z wyraźnie obecnym w tle trzaskiem
płonącego stosu. Zarówno on, jak i Barbara nie tworzą figur jednoznacznych,
mimo że budzą pozytywne emocje. Jak zatem interpretować jej zgodę na propozycję
księcia Bolesława? Odpowiedź pozostawiam Państwu. Akcja rozwija się płynnie,
bez zbędnych przestojów, choć ku mojemu niezadowoleniu kilka istotnych wątków
domyka się dopiero w finale.
Książka
Gabrieli Feliksik świetnie wpisuje się w dotychczasowy dorobek Autorki.
Stworzenie romansu, który angażuje, pozostaje interesujący, wykracza poza
tematykę uczuciową i jednocześnie niesie walor edukacyjno-dydaktyczny, stanowi
poważne wyzwanie. Nawet jeśli doświadczenie pisarskie może ułatwiać pracę, nie
zwalnia to z konieczności utrzymania wysokiego poziomu. Odbiorcy oczekują
spójności z przyjętą konwencją, choć liczą również na świeżość ujęcia. Feliksik
konsekwentnie korzysta z ram gatunkowych oraz charakterystycznych dla nich
rozwiązań, co przynosi bardzo dobry efekt. Warto również zwrócić uwagę na
czytelny układ i większą czcionkę, które ułatwiają odbiór tekstu, zwłaszcza
przy porannej lub wieczornej lekturze.
Nie zawsze
warto poprawiać coś, co dobrze działa. Każda epoka rozdaje swoje karty, które
odkrywamy na różne sposoby, między innymi poprzez literaturę. W tym przypadku
powieść oferuje odbiorcy zarówno przyjemną lekturę, jak i solidną porcję wiedzy
ujętą w formie, która pozwala w pełni śledzić tok narracji. Warto czasem
przenieść się w inny świat i skonfrontować go z rzeczywistością, w której
żyjemy. Taka konfrontacja bywa zaskakująca, a jednocześnie ułatwia
zrozumienie ówczesnych sposobów życia i myślenia. To szczególnie wartościowa
perspektywa, bo Barbara i Paweł wcale nie są tak odlegli od dzisiejszego
odbiorcy, jak mogłoby się początkowo wydawać.

Komentarze
Prześlij komentarz