"Tango dla trojga" - recenzja
„Tango dla trojga” | Recenzja
Poznawanie
historii własnej rodziny potrafi wciągnąć bardziej niż niejedna powieść.
Zwłaszcza gdy wśród przodków trafiają się ludzie z barwnym życiorysem. W
większości rodów znajdzie się i bon vivant, i ktoś, o kim mówiło się szeptem.
Bywa też, że losy poszczególnych osób splatają się w tak zaskakujący sposób, że
małżeństwo zawarte z rozsądku, zwykle bez większych emocji, z czasem przeradza
się w partnerstwo oparte na bliskości i wzajemnym wsparciu. Dziś taki układ
wydaje się egzotyczny, ale jeszcze nie tak dawno traktowano go jako skuteczny
sposób na uporządkowanie spraw i zapewnienie sobie choć odrobiny
bezpieczeństwa. Właśnie w takiej sytuacji znalazła się Emilia Suchecka – bardzo
młoda, stojąca dopiero u progu dorosłego życia. A w tle Europa płonie.
Wojna, na którą tak długo czekano i której tak samo się obawiano, wreszcie
wybucha. Co z niej wyniknie? I jak to możliwe, że jeden bal potrafi odmienić
czyjś los?
Chronologia dziejów mknie bez wytchnienia. Zerkam na szósty tom Sagi Warszawskiej i nagle jesteśmy już w XX wieku, który przecież dopiero co się zakończył. To stulecie pełne wzlotów, ale i spektakularnych katastrof, naznaczone doświadczeniem dwóch wojen ogarniających Europę i pochłaniających miliony istnień. Z polskiej perspektywy pierwsza z nich bywa opisywana z osobliwą ulgą. Wreszcie nastąpiła, a dotychczasowi zaborcy stanęli po przeciwnych stronach frontu. Właśnie w niej upatrywano nadziei na odzyskanie państwa, zapowiadali ją wieszczowie, o niej marzyli powstańcy listopadowi i styczniowi, a modlitwa o „wojnę powszechną” wracała w domach, gdzie pamięć o utraconej wolności była codziennością. Tymczasem, niemal niepostrzeżenie, wraz z kolejnym pokoleniem bohaterów przesunęliśmy się w narracji o blisko dziewięćdziesiąt lat i naturalne jest, że nadeszły już zupełnie inne czasy.
Właśnie wtedy Emilka Suchecka opublikowała swoją pierwszą powieść. Miała pecha, ponieważ chwilę po premierze pojawiły się oskarżenia o plagiat, podane na tyle zręcznie, że nikt nie mówił tego wprost, ale wszyscy wiedzieli, o co chodzi. W jej obronie stanął mecenas Iwo Żarski, gwiazda warszawskiej palestry, znany z błyskotliwości i zapału, który zwykle gasł równie szybko, jak się pojawiał. Wspierał go młody prawnik Stanisław Walewski, dopiero wprowadzany przez szefa w tajniki zawodu. Sprawa gęstniała, a Żarski, w akcie desperacji lub kalkulacji, zaproponował swojej klientce małżeństwo. Rodzice Emilki przystali na ten pomysł bez większego wahania. Sama panna Suchecka patrzyła jednak częściej w stronę Stasia, choć dobrze wiedziała, że w jej położeniu każdy cień skandalu mógłby ją pogrążyć. Zgodziła się więc na związek bez uczucia, nie przeczuwając, że jej przyszły mąż jest śmiertelnie chory. Z czasem jednak obdarzyła go bliskością i oddaniem. Czy zdecydowałaby inaczej, gdyby znała prawdę? To pytanie zostaje między nią a jej sumieniem. Stanisław, rozdarty między lojalnością wobec mentora a uczuciem do jego żony, wstąpił do legionów Piłsudskiego, świadom, że pozostaje mu jedynie czekać na to, co nieuchronnie nadejdzie.
Ten tom
opiera się na konflikcie uczuć, który narasta z każdą stroną. Każde z trojga
wie, że coś tu zgrzyta. Młoda żona nie potrafi wyrzucić z głowy Walewskiego,
Iwo przeczuwa, że Emilia jest u jego boku głównie z obowiązku, a Staś musi
patrzeć na ten układ, świadom, że na razie nie ma żadnych szans. W to wszystko
wchodzi jeszcze zamach na Franciszka Ferdynanda. Chwilę później rusza
wojskowa machina, która, jak zawsze, nie ogląda się na pojedynczych ludzi.
W Warszawie przychodzi walczyć przeciw sobie żołnierzom w mundurach armii, z
którymi wcale nie czują się związani. Zrządzenie losu? Raczej logika epoki, w
której każde mocarstwo widziało w wojnie własną korzyść. Polska była wtedy
jedynie rezerwuarem „materiału ludzkiego”, niezależnie od sporów między
zwolennikami orientacji prorosyjskiej i proaustriackiej czy od rywalizacji
Dmowskiego z Piłsudskim o wpływy. To wszystko znajdziemy w tej opowieści,
która odsłania zarówno urok, jak i tragizm tamtych czasów.
Na przestrzeni czasu spędzonego z rodzinami Żarskich i Sucheckich widzimy, jak nieuchronnie zmienia się układ ról. Na scenę wchodzi nowe pokolenie, inne w temperamentach i ambicjach, ale mocno związane z poprzednikami. Ich losy przecinają się coraz częściej, jakby przygotowywały grunt pod epokę, w której po raz pierwszy dorastać będą ludzie nieznający jarzma zaborów. Żeby tak się stało, wojna musi jednak dobiec końca, a tego na razie możemy się tylko domyślać. Wiemy natomiast, że Iwo Żarski umiera kilka miesięcy po narodzinach swojej córki, a Stanisław Walewski zostaje ciężko ranny pod Kostiuchnówką i cudem unika śmierci. Wdowa i żołnierz, każde w swoim tempie, będą musieli poukładać życie na nowo. Tego jednak dowiemy się już w kolejnym tomie, który z przyjemnością zamawiam. Proponuję przy tym, aby w przypadku następnej książki dodać drzewo genealogiczne rodziny, ponieważ przez sześć tomów przewinęło się już tyle postaci, że niektóre mogły ulecieć z pamięci.
Katarzyna
Maludy konsekwentnie trzyma się wybranej drogi i wciąż potrafi zaskoczyć.
Choć może się wydawać, że po tylu tomach pomysły powinny się wyczerpać, za
każdym razem, gdy sięgam po Sagę
Warszawską, znów jestem pod wrażeniem jej wyobraźni, stylu i sposobu
ujęcia historii. Ten tom to potwierdza. Ta opowieść stała się marką samą w
sobie, a żadna część nie obniżyła poziomu. Losy tej rodziny wciągają,
uzależniają i długo nie dają o sobie zapomnieć – i dobrze, bo warto im ulec.
Czas spędzony z tą sagą to literacka uczta, która trwa.

Komentarze
Prześlij komentarz