"Polska pielęgniarka" -receznzja



                                      „Polska pielęgniarka” | Recenzja

Koszmar wojny na trwałe odciska się w ludzkiej pamięci w wymiarze egzystencjalnym, psychicznym, społecznym i gospodarczym. Proces powrotu do normalności jest złożony i wymaga czasu i wytrwałości. W takich realiach o losie jednostki nierzadko przesądza przypadek. Jedno nieodpowiednie miejsce, jedna chwila. Skutki tych wydarzeń mogą towarzyszyć przez całe życie, a zmaganie się z nimi nie zawsze przynosi ukojenie. Aleksandra doświadczyła tego w pełni. Wspomnienia 1941 roku i kolejnych lat pozostaną w niej na zawsze. Przylgnęły jak cień, który nie znika, stając się zarazem jej przekleństwem i tajemnicą.

Przebieg drugiej wojny światowej można podzielić na wyraźne etapy, które pokazują ewolucję strategii i zmienność sytuacji polityczno-militarnej. Do momentu ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki wszystko układało się po myśli Hitlera. Błyskawiczne zwycięstwo nad Polską, szybkie podbicie Belgii, Holandii, Danii i Luksemburga, a następnie triumfalne wkroczenie do Paryża dawały Niemcom poczucie nieomylności. Po 22 czerwca 1941 roku sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Dotychczasowy sojusznik stał się wrogiem, a działania wojenne rozgorzały na dwóch frontach. Niemiecka potęga zaczęła się chwiać, a pewność zwycięstwa ustępowała miejsca niepokojowi. Na dotąd sprawnym mechanizmie wojny pojawiły się pierwsze pęknięcia. Kolejne cztery lata okazały się dla nazistowskich Niemiec powolnym upadkiem, którego nie dało się już powstrzymać. Polacy i inne okupowane narody nie mogły jednak tego przewidzieć. W okupacyjnej codzienności pozostawały jedynie domysły, przeczucia i powstawały nadzieje. Pętla terroru zaciskała się coraz mocniej, a myślenie o przyszłości traciło sens w świecie, w którym życie mogło skończyć się z dnia na dzień. Aleksandra, główna bohaterka, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie przeczuwała jednak, jak okrutnie doświadczy ją los.

Historia opisana w książce przedstawia losy szesnastoletniej dziewczyny, której życie zmienia się z dnia na dzień. Wraz z innymi uczennicami, spośród których jedne znała lepiej, a inne ledwie z widzenia, zostaje skierowana do pracy w jednym z niemieckich ośrodków Lebensborn, przeznaczonych do rodzenia i wychowywania dzieci uznawanych za „prawdziwie aryjskie”. Choć była to perspektywa nieco lepsza niż praca przymusowa w dużym gospodarstwie rolnym, wciąż pozostawała dramatyczna i pełna niepokoju. Dziewczyna nie zdążyła jednak nawet oswoić się z nową sytuacją, gdy los po raz kolejny się odmienił – została zmuszona do walki o życie w miejscu i okolicznościach, o których nie miała najmniejszego pojęcia. W tamtej rzeczywistości najważniejsze okazało się jedno: przemożna chęć przetrwania i znalezienia choćby namiastki spokoju, jeśli w ogóle można było o nim mówić w czasach wojny. Bohaterka podejmuje więc decyzję o pracy pielęgniarki w jednym ze szpitali w Dreźnie. Od tego momentu toczy walkę nie tylko z wrogiem, ale i ze sobą. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jeden nieostrożny ruch może doprowadzić do tragedii. Musi więc grać swoją rolę najlepiej, jak potrafi, z determinacją i odwagą, które przerastają jej młody wiek. Pytanie, które stawia autorka, brzmi: czy dziewczyna zdoła sprostać temu wyzwaniu i zachować człowieczeństwo w świecie, w którym wszystko temu przeczy?

Dawno nie czytałem książki, przy której mój nastrój zmieniałby się z rozdziału na rozdział. Te kilka dni spędzonych z lekturą było jak jazda kolejką górską, i to bez zapiętych pasów. Kiedy wydawało mi się, że Aleksandra Jaworska działa pewnie i konsekwentnie, autorka wprowadzała do fabuły nowe komplikacje i dylematy moralne. Główna bohaterka mierzy się z nieustannym poczuciem sprzeczności. Zastanawia się, czy to, co robi, ma sens i jak spojrzy sobie w oczy, gdy wojna wreszcie się skończy. W swojej pracy ma zarówno przyjaciół, jak i wrogów, choć w praktyce na obie grupy musi uważać tak samo. Tym pierwszym nie może powiedzieć zbyt wiele, drugim, nic poza kłamstwem. Jako pielęgniarka powinna przede wszystkim sumiennie wykonywać swoje obowiązki i dbać o zdrowie pacjentów, jednak wciąż dręczą ją wyrzuty sumienia. Raz, że robi za mało, innym razem, że zbyt wiele. Nie potrafi pozostać bierna wobec tego, co dzieje się wokół. Wojna wisi nad nią jak fatum, z którego nie sposób uciec, niezależnie od tego, jak bardzo próbuje.

Polska pielęgniarka jest powieścią o doskonałej, wielowarstwowej konstrukcji. Uwalnia swój ładunek powoli, ale konsekwentnie. W wielu bohaterach można odnaleźć cechy tragiczne – są niejednoznaczni, a przez to wiarygodni psychologicznie. Obok nich pojawiają się postaci z gruntu pozytywne oraz takie, od których lepiej trzymać się z daleka. Realia wojny nie są jedynie naszkicowanym tłem, ale pulsującym organizmem. Żyją własnym rytmem, stając się motorem wszystkich wydarzeń. Ta książka nie jest lukrowanym wspomnieniem o tym, jak żyło się ponad osiemdziesiąt lat temu. Takich kobiet jak Ola były tysiące, choć nie każda miała tyle szczęścia. Historia została podzielona na 41 rozdziałów, brzmi naturalnie i przekonująco. Nie ma w niej ani jednej fałszywej nuty, choć można dostrzec elementy literackiej fikcji. Autorka wraz z tłumaczem doskonale wiedzą, jaki efekt chcą osiągnąć. Świat młodej bohaterki staje się światem czytelnika.

Mamy czuć, działać i myśleć jak ona. Przy uważnej lekturze naprawdę można się w ten świat zanurzyć, a to świadczy o doskonale wykonanej pracy autorki. Nie zdradzę, jak kończy się ta historia. Powiem tylko, że zupełnie nie tak, jak się spodziewałem, i właśnie dlatego jestem z tego uradowany. Myślę, że i Was to zaskoczy. Liczę, że ta książka skłoni do innego spojrzenia na kobiety podobne do głównej bohaterki. Te, które w tamtych czasach dźwigały ciężar samotności, musiały polegać wyłącznie na sobie i niejedną tajemnicę zabrały ze sobą na zawsze. Taki był tamten świat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja