"Lwowska opowieść. Gorzki smak rosolisu" - recenzja


 

                                       „Gorzki smak rosolisu” | Recenzja

Druga wojna światowa stanowi jedno z najbardziej złożonych i brzemiennych w skutki wydarzeń XX wieku. O ile konflikt z 1914 r. wybuchł nagle, niemal żywiołowo, o tyle wrzesień 1939 nie był dziełem przypadku. Większość europejskich przywódców doskonale zdawała sobie sprawę z intencji Adolfa Hitlera, ale brakowało im determinacji, aby otwarcie je nazwać. Polityka ustępstw wobec kanclerza jedynie umocniła go w przekonaniu o słabości Europy i własnej potędze. Rok 1939 stał się punktem zwrotnym w historii każdej polskiej rodziny – również w losach Rebeki i jej bliskich. W jednej chwili runął cały ich świat. My dziś znamy dalszy bieg wydarzeń, oni natomiast patrzyli w przyszłość z lękiem, świadomi, że ludność żydowska na okupowanych terenach ma niewielkie szanse na przetrwanie.

Wiem, że moi czytelnicy długo czekali na recenzję drugiego tomu Lwowskiej opowieści. Opóźnienie miało kilka przyczyn, a nawarstwiające się obowiązki i kolejne tytuły odkładane „na później”. Nie da się czytać bez przerwy, trzeba też pracować i żyć. Nie zapomniałem jednak o naszej bohaterce. Czekałem cierpliwie, żeby poznać jej dalsze losy, wiedząc z zapowiedzi i materiałów promocyjnych, czego mogę się spodziewać. Zauważyłem przy tym ciekawą rzecz. W tym roku większość książek, które trafiły do mnie do recenzji, wprost lub pośrednio dotyczy II wojny światowej. Może to efekt 80. rocznicy jej zakończenia, a może dowód, że temat wciąż przyciąga uwagę czytelników. To w końcu okres, który wciąż porusza i prowokuje do refleksji. Wojna ogarnęła cały świat, a o jej zakończeniu zadecydowała nie tylko siła militarna, lecz także bezwzględna polityka.

Rebeka, gdy ponownie wracamy do jej historii, coraz pewniej odnajduje się w świecie, do którego od dawna pragnęła należeć. Cierpliwie dopracowuje nowe przepisy, zdobywa doświadczenie i zjednuje sobie klientów. W jej zawodzie życzliwość ma ogromne znaczenie. Bez niej nawet najlepszy interes nie ma szans powodzenia. Z czasem uwierzyła w siebie na tyle, że jej rubryka z przepisami i poradami kulinarnymi w jednej z lwowskich gazet zyskała dużą popularność. Coraz śmielej wkraczała w środowisko, które jeszcze niedawno wydawało się jej obce i niedostępne. Jej historia pokazuje, że wytrwałość i konsekwencja, wsparte pracą i cierpliwością, potrafią przynieść oczekiwane rezultaty. Sama nie dowierzała, że to, co dzieje się wokół niej, jest naprawdę. Los jednak nie sprzyjał. Od lata 1939 roku wojna stała się tematem wszystkich rozmów. Choć wielu uważało, że do niej nie dojdzie, Hitler w końcu podjął decyzję, a rzeczywistość okazała się bezlitosna. Anglia i Francja nie zareagowały, a klęska wrześniowa otworzyła drogę do sześcioletniej okupacji, która dla ludności żydowskiej oznaczała zamknięcie w murach getta.

Nie mam złudzeń, że poruszam temat dobrze znany i wielokrotnie opisywany. Chciałem jednak zwrócić uwagę, że każdy autor podchodzi do niego inaczej, akcentując odmienne wątki i emocje. Tak właśnie czyni Katarzyna Majewska-Ziemba, ukazując wojnę i okupację nie jako wielkie wydarzenie geopolityczne, a jako dramat rodziny, która z dnia na dzień traci wszystko i musi nauczyć się żyć w świecie niepewności i brutalności. Trochę jak w Pianiście Polańskiego.

Nie ma potrzeby szczegółowo opisywać realiów życia w dzielnicy żydowskiej, gdzie każdy dzień mógł okazać się ostatnim. Autorka trafnie oddaje atmosferę świata po wrześniu 1939 r., tak odmiennego od tego, który znała Rebeka i jej bliscy. O wszystko trzeba było walczyć, a ludzie kierowali się przede wszystkim instynktem przetrwania. A co robi nasza bohaterka? Nie traci ducha. Stara się, na ile pozwalają jej siły, nie ulec ogólnej apatii. Jakby tego było mało, nawiązuje relację z pewnym Michałem. Waha się, czy powinna, ale uczucie bierze górę. Postępuje wbrew rozsądkowi, przekonana jednak, że to jedyny sposób, aby zachować w sobie resztki normalności. Przecież trzeba żyć dalej, nawet jeśli to życie ma teraz tak niską wartość. Po miłosnych zawirowaniach okazuje się, że jest w ciąży. Czy sobie poradzi? Odpowiedź znajdziemy w dalszej części książki. Jej ukochany, zaangażowany w działalność podziemną, nie raz zaryzykuje życie, aż w końcu nadejdzie godzina „W” i chwyci za broń.

Nie myślcie, że Gorzki smak rosolisu to powieść monotematyczna. Choć ze względu na poruszaną tematykę jest bardziej refleksyjna i chwilami smutniejsza od poprzedniej części, nie brakuje w niej momentów, które pozwalają rozładować nagromadzone emocje. Nie sposób przecież czytać w nieustannym napięciu. Autorka doskonale to rozumie i co jakiś czas wprowadza do narracji odrobinę lekkości. Rebeka staje się z kolei symbolem pokolenia, któremu wojna odebrała możliwość realizacji marzeń, planów i ambicji. Jedna decyzja, podjęta przez jednego człowieka, przekreśliła ich nadzieję na spokojne jutro. Może warto czasem pomyśleć, jak wiele mamy szczęścia, że wojnę znamy tylko z książek i filmów. Ważne jednak, żeby nie przyzwyczaić się do niej na tyle, aby przestała nas poruszać.

Książka przypomina czytelnikowi, że poświęcenie bywa konieczne, że czasem trzeba odsunąć na bok własne pragnienia, a rodzina pozostaje wartością, o którą zawsze warto walczyć. Sam tytuł stanowi paralelę między tym, co już się wydarzyło, a tym, co dopiero nadejdzie. Wszystko wyjaśni się w trzeciej części, na którą z niecierpliwością czekam, podobnie jak bohaterowie tej poruszającej sagi.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja