"Etiuda życia" - recenzja


                                                 „Etiuda życia” | Recenzja

Muzyka naszego życia potrafi przybierać najróżniejsze brzmienia, od skocznych mazurków po melancholijne nokturny. Wszystko zależy od okoliczności, etapu życia, a czasem po prostu od nastroju w danym dniu. Ludowa mądrość od wieków przypomina, że po każdej burzy wychodzi słońce i nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej. Trudne doświadczenia, choć bolesne, hartują nasz charakter, uczą dystansu i dodają doświadczenia życiowego. Często nie mamy wpływu na to, co nas spotyka, ale możemy decydować, jak na to reagujemy. W takich chwilach szczególnie ważne jest, aby mieć obok siebie kogoś bliskiego, komu można zaufać i przed kim można się otworzyć. Smutek dzielony na dwoje staje się lżejszy, a radość mnożona przez dwa przynosi jeszcze więcej satysfakcji. Ostatecznie to od nas zależy, z jaką siłą naciśniemy klawisze fortepianu naszego życia i czy melodia, którą z nich wydobędziemy, naprawdę nas zadowoli.

Niektóre książki nie mogą czekać na swoją kolej. Etiuda życia, finałowy tom serii o Różanym Jarze, należy właśnie do tej kategorii. Egzemplarz trafił do mnie zaledwie kilka chwil po publikacji cotygodniowej recenzji, dzięki czemu niemal od razu mogłem powrócić do świata stworzonego przez autorkę. Po lekturze dwóch poprzednich części towarzyszyła mi ciekawość czy zakończenie, które zaczęło się już zarysowywać w mojej wyobraźni, znajdzie odzwierciedlenie w zamyśle pisarki. Interesowało mnie, w jaki sposób poprowadzi bohaterów i czy pozwoli im odnaleźć spokój po burzliwych losach z wcześniejszych tomów. Recenzja powstała niemal na gorąco, z potrzeby natychmiastowego podzielenia się wrażeniami. Finał okazał się satysfakcjonujący, częściowo przewidywalny, ale emocjonalnie prawdziwy. Pozostało jednak poczucie niedosytu, które często towarzyszy pożegnaniom z dobrze znanym światem literackim. Najważniejsze, że Różany Jar oparł się wichrom historii i ludzkiej niegodziwości, pozostając miejscem, do którego chce się wracać, choćby tylko przez kolejne lektury.

Najmocniejszym elementem tego tomu okazało się skupienie na emocjach, na tym, co ukryte, niewypowiedziane, a jednocześnie decydujące o losach bohaterów. To również wyraźna lekcja o tym, jak bardzo pierwsze wrażenie potrafi być złudne. Aleksandra uwierzyła w to, w co chciała wierzyć, przez długi czas nie dostrzegając lub nie chcąc dostrzec sygnałów, które później stały się aż nazbyt oczywiste. Stefan ostatecznie utracił swoją szansę na życie u boku córki generała, wybierając konspirację i walkę prowadzoną nie zawsze moralnymi środkami. Okazał się człowiekiem nieumiejącym odpuścić, zamkniętym na rzeczowe argumenty ukochanej, przekonanym, że miłość jest obowiązkiem, a nie wzajemnością. Nie rozumiał, że uczucie wymaga słuchania, a nie tylko żądania. Igor natomiast, choć to on zdobył serce Aleksandry, w rzeczywistości na to uczucie zapracował. Przeszedł drogę, która całkowicie go odmieniła – z butnego Rosjanina przekonanego o własnej uprzywilejowanej pozycji stał się człowiekiem zdolnym do refleksji i wyboru dobra ponad lojalność wobec imperium. Jego przemiana nie była wynikiem przymusu, lecz konsekwencją doświadczeń, które podważyły sens świata, w jakim dotąd żył. Ostatecznie wybrał życie przy tej, która była naprawdę tego warta.

Ostrówek przeżywał prawdziwe oblężenie – ludzi, wydarzeń i dramatów. Śledczy Mienszykow zaczyna łączyć przeszłość z teraźniejszością, odsłaniając coraz więcej powiązań między dawnymi tajemnicami a bieżącymi wydarzeniami. Aleksandra, Natalia, Zosia, Janek i pozostali mieszkańcy żyją w nieustannym napięciu, jakby codziennie stąpali po kruchym lodzie. Czekają na coś nieuchronnego, choć w głębi duszy wciąż wierzą, że w ostatniej chwili wydarzy się cud. Tymczasem Europa chwieje się w posadach, wojna staje się coraz bardziej realna, a Rosję ogarnia szał dwóch rewolucji. Wśród tego chaosu Różany Jar pozostaje ostatnią ostoją normalności. Widać to w pielęgnowaniu tradycji, przywiązaniu do codziennych rytuałów, a przede wszystkim w ciepłych, wzajemnych relacjach. Tam naprawdę nie istniał podział na dziedziczkę i służbę – wszyscy stanowili wspólnotę. Każdy gotów był oddać wszystko, by ocalić drugiego człowieka.

Magdalena Buraczewska-Świątek zadbała o to, aby czytelnik pozostał w pełni zaangażowany w lekturę na każdym jej poziomie. Choć można dostrzec kilka drobnych błędów drukarskich i literówek, nie mają one większego wpływu na odbiór książki. Nie zmienia się to, co od początku stanowi o wyjątkowości serii – obecność muzyki, kolęd i Chopina, a także niezwykle dopracowana szata graficzna. Piękna okładka i stylowo zdobione strony pozostają jej znakiem rozpoznawczym oraz jedną z największych zalet całego cyklu.

Etiudę wolności, w mojej opinii, należy w pewnym sensie „odczytywać”, a nie tylko czytać. Aleksandra Orłowna jawi się jako uosobienie kobiet, które po cichu, z determinacją i godnością, walczyły o słuszną sprawę. Wnikliwe wsłuchanie się w dialogi bohaterów pozwala dostrzec wiele cennych treści – każdy z nich ma własne przekonania, często poparte racjonalnymi argumentami. Czasami jednak trzeba odpuścić i opuścić Ostrówek, aby znaleźć nowe odpowiedzi w Krakowie. Pod pozornie romantyczną opowieścią o poszukiwaniu miłości i próbie ocalenia rodzinnego dziedzictwa kryje się historia o drodze Polski do odzyskania niepodległości, o narodzie, który dojrzewał poprzez ból, rusyfikację, germanizację, niezrozumienie i bunt. Nasz kraj to wszystko przetrwał, tak jak dwór w Różanym Jarze przetrwał wichry historii. Chciałbym, choć na chwilę przenieść się w tamten świat, aby poczuć zapach lawendy i herbaty. Do zobaczenia kiedyś, może wkrótce, Aleksandro i Igorze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja