"Chrobry" - recenzja


 

                                                  „Chrobry” | Recenzja

Rządzenie nigdy nie było ani łatwe, ani wolne od presji. Jeszcze trudniejsze okazuje się bycie dzieckiem króla. W takiej sytuacji można właściwie zapomnieć o normalnym dzieciństwie — a może i o dzieciństwie w ogóle. Wszystko, co je zazwyczaj tworzy, sprowadza się tu do jednego: przejęcia władzy — prędzej czy później. Współcześnie problem ten był wyraźnie widoczny na przykładzie monarchii brytyjskiej, aż do śmierci królowej Elżbiety II. Trzeba też pamiętać, że niemal każdy władca jest również ojcem — lepszym, gorszym lub przeciętnym. Istotne jest więc to, co przekaże młodszemu pokoleniu i jak ono zapamięta jego postać. Wszystkie te wątki wybrzmiewają w książce Grzegorza Gajka, który prowadzi dialog z przeszłością i teraźniejszością w ciekawych, choć trudnych czasach, gdy kształtowały się podwaliny naszego państwa.

Sądzę, że gdyby przeprowadzić ranking najbardziej znanych królów Polski — a może trafniej byłoby to ująć: najbardziej popularnych — Bolesław Mieszkowic bez trudu zmieściłby się na podium. Być może ustąpiłby miejsca jedynie Władysławowi Jagielle, wyprzedzając Kazimierza Wielkiego. W końcu to właśnie on jako pierwszy założył na skronie symbol królewskiej władzy, choć już ćwierć wieku wcześniej mógł się nią czuć obdarzony. To Bolesław nadał Polsce pierwsze realne granice — to z nim jako pierwszym w naszych dziejach, musieli liczyć się możni ówczesnego świata. Król z dwudziestozłotowego banknotu sprawił, że Polonia przestała być efemerycznym tworem: zyskała ambicje, cele polityczne i trwałość. Owszem, państwo to nie było wolne od słabości, ale stopniowo nabierało kształtów, z których korzystali jego następcy. W ścisłym sensie to Bolesław uformował pozycję Polski, a akt koronacji sprzed tysiąca lat stał się symbolicznym przypieczętowaniem tego stanu rzeczy.

Grzegorz Gajek wprowadza nas w świat polityki, która nie znosi słabości ani sprzeciwu. O Bolesławie — jako ojcu i władcy — opowiadają jego potomkowie: Bezprym, Emnilda i Mieszko, zwany Lambertem. Każde z nich dostrzega w ojcu określony zestaw cech — dobrych, złych, obojętnych, takich, do których nie chcieliby się przyznać, a także bolesnych czy krzywdzących, mających wpływ na całe ich dorosłe życie. Nie jest to więc portret wyłącznie pochwalny. Przeciwnie — bywa pełen gorzkich uwag, niewypowiedzianych żalów, wytykania najmniejszych potknięć i błędów. Choć w dużej mierze powieść opiera się na fikcji literackiej, jej całościowy wydźwięk pozostaje prawdziwy, naturalny i treściwy. Żadna z postaci — ani pierwszo-, ani drugoplanowych — nie udaje. Oczywiście we wczesnośredniowiecznym rozumieniu tego słowa. Niektóre cechy ludzkiego charakteru okazują się silniejsze niż upływ tysiącleci: gniew, radość, przywiązanie, hardość, spryt — nie znają granic czasu.

Królewska korona to nie tylko ważny symbol — to przede wszystkim odpowiedzialność i polityka, która w opisywanych czasach była wyjątkowo krwawa. Podobnie w książce znajdziemy wiele scen, w których brutalność sięga zenitu, by za chwilę zostać potraktowana jak codzienność. Wówczas nikt nie liczył się z emocjami ani potrzebami drugiego człowieka. Najistotniejszy był prosty rachunek: przyczyna rodzi skutek, akcja wywołuje reakcję. Na przestrzeni pięciu części i ponad czterystu stron fabuły czytelnik od pierwszych zdań zostaje przeniesiony do Gniezna, Poznania, Krakowa, Miśni i wielu innych miejsc. Staje się jednocześnie obserwatorem, analitykiem i sprawozdawcą wszystkiego, co się tam rozgrywa. Trzywarstwowa narracja rzeczywiście pozwala spojrzeć na Bolesława jako na ojca, króla i cień — dokładnie tak, jak zapowiada okładka. Jedno można stwierdzić z całą pewnością: Chrobrego ukształtowały okoliczności, które w znacznej mierze sam współtworzył. Był silną osobowością o nieprzeniknionej drugiej twarzy, którą rzadko odsłaniał. Może chcielibyśmy widzieć go inaczej, ale prawda historyczna rządzi się własnymi prawidłami — i nie mamy na nie wpływu.

Chrobry autorstwa Grzegorza Gajka, można uznać za fabularyzowany fresk historyczny. Dotyczy on wielu problemów – polskich, zagranicznych, wewnętrznych i zewnętrznych. Część z nich do tej pory znana była jedynie naukowcom. Od teraz również nasze pokolenie może dostrzec, z czym mierzył się Bolesław dziesięć wieków temu, a nawet dużo wcześniej. Wówczas nic nie było proste – nawet język. Na szczęście autor pomaga nam w zrozumieniu tego, o czym mowa, stosując w opowieści język nam współczesny, jedynie z elementami archaizmów. Stwarza to możliwość wczucia się w klimat i realia epoki. Do samego pomysłu powieści, jak i jego realizacji nie mogę mieć żadnych uwag. To prawdziwy majstersztyk.  Wszelkie konieczne elementy zostały zachowane, a wątki odpowiednio poprowadzone, a czasem nawet nietypowo zakończone. Książka nie dłuży się i nie nudzi – przeciwnie, rozbudza ciekawość i pragnienie jak najszybszego poznania zakończenia opowiadania.

Chrobry to postać zawieszona między pomnikiem a ludzką żądzą. Już na długo przed koronacją nic, co ludzkie, nie było mu obce. Boleśnie odczuwał konsekwencje niektórych własnych decyzji, ale musiał nauczyć się obojętności wobec losu — dążąc jednocześnie do chwały i potęgi. W przeciwnym razie historia szybko by o nim zapomniała. Tymczasem wciąż w niej trwa — obecny, silny, niezapomniany.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja