"Inni" - recenzja
„Inni” | Recenzja
W tym roku minęło 80 lat od zakończenia II wojny światowej. Konflikt ten, podobnie jak jego poprzednik, na nowo ukształtował Europę i świat. Wojna stała się również pewnym punktem odniesienia – w języku funkcjonują przecież takie terminy, jak „dwudziestolecie międzywojenne” czy „okres powojenny”. 1 września 1939 roku okazał się progiem – granicą pomiędzy tym, co było, a tym, co miało dopiero nadejść. Nastała nowa rzeczywistość, do której trzeba było – lepiej lub gorzej – się dostosować. Z innej perspektywy wojna mogła także przewartościować priorytety, ucząc pokory, cierpliwości, wytrwałości i odpowiedzialności. Czasem trzeba doświadczyć prawdziwego dramatu, by zrozumieć, co w życiu naprawdę się liczy. Rodzina Waldorfów po sześciu latach okupacji wyszła z niej odmieniona – silna i wzmocniona. Szkoda tylko, że tak dotkliwie doświadczona przez los, ale prawideł wojny nie da się zmienić.
Jeszcze do niedawna Europejczycy byli przyzwyczajeni do życia w pokoju. Organizacje takie jak NATO, ONZ czy UE dawały poczucie bezpieczeństwa – przekonanie, że nic nam nie grozi. Tak było aż do pewnego lutowego poranka, trzy lata temu. Do dziś pamiętam swoje déjà vu, gdy słuchałem przemówienia Władimira Władimirowicza. Z punktu widzenia historyka było ono niemal wierną kopią sowieckiego oświadczenia o wkroczeniu na terytorium Polski – te same tezy, ta sama argumentacja, ten sam przekaz. Tego się nie zapomina. Świadomość, że działa biją zaledwie 100 kilometrów od polskiej granicy, była prawdziwym wstrząsem. Pytanie, które dziś należy sobie postawić, brzmi: czy wojna nam nie spowszedniała? Irak, Afganistan, Iran, Somalia i wiele innych miejsc – każda z tych wojen miała inny cel, a żadna nie była sprawiedliwa. Już Cezar mówił: si vis pacem, para bellum. Brutalna to sentencja, ale niestety wciąż prawdziwa.
Wyobraźmy sobie, że budzimy się wczesnym rankiem, a na czerwonym pasku w telewizji pojawia się informacja, że nasze państwo zostało napadnięte przez inne. Wobec takiej wiadomości wszystko inne przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie – liczy się tylko przetrwanie. W podobnej sytuacji znalazła się powieściowa familia Waldorfów, dotąd żyjąca na wysokim poziomie. Ryszard – mąż i ojciec – choć zapewniał rodzinie utrzymanie, swoje problemy rozwiązywał za pomocą alkoholu, co oczywiście miało na niego poważny wpływ. Przede wszystkim nie potrafił pogodzić się z odmiennością swojego syna, Janka, który nie pasował do modelu wychowania, jaki sobie wyobrażał. To rodziło w nim frustrację. Żadne argumenty do niego nie trafiały. Musiał dopiero doświadczyć dramatu wojny, by zrozumieć, jak bardzo się mylił. Na szczęście miał jeszcze czas, by podjąć próbę naprawy relacji z synem. Wojna odcisnęła na całej rodzinie straszliwe piętno, z którym musieli nauczyć się żyć – a to przecież nigdy nie jest łatwe.
Inni to szeroka panorama historyczno-społeczna, podzielona na trzy okresy: okres tuż przed wojną, czas okupacji hitlerowskiej w okolicach Włocławka, Warszawy i innych miejsc, oraz moment „wyzwolenia” ziem polskich i krótki czas po nim. Waldorfowie, mimo nacisków, nie zapisali się na volkslistę, choć mieli taką możliwość. Byli Polakami i tak właśnie się czuli. Dlatego od samego początku angażowali się w struktury polskiego państwa podziemnego oraz wszelkie inne formy działalności partyzancko-wywrotowej. Kilkoro z nich zapłaciło za to najwyższą cenę. Nie potrafili przede wszystkim zrozumieć motywów działania Niemców – segregacji ludzi na „rasę panów” i „podludzi”. Na szczęście zakochiwali się, przeżywali chwile radosne, a nawet beztroskie – takie, które choć na moment pozwalały zapomnieć o tym, co czai się za progiem. Pod losem tej rodziny mogłoby się podpisać wiele osób, które przeżyły wojnę, ale nigdy o niej nie zapomniały.
Autorem książki jest wybitny lekarz i naukowiec, prof. Wojciech Maksymowicz. Z pewnością stąd tak liczne wątki medyczne, a przede wszystkim – zwrócenie uwagi na praktyczne i właściwe podejście do choroby i zaburzeń umysłowych. Z tego miejsca, jako osoba z niepełnosprawnością, składam mu wyrazy podziękowania. Powieść, mimo że liczy ponad trzysta stron, jest w istocie „esencją” najnowszej historii Polski. Jako ktoś, kto zawodowo zajmuje się przeszłością, chciałbym podkreślić umiejętność trafnego wyboru najistotniejszych wydarzeń i przedstawienia ich w ciekawej, przystępnej formie – z naciskiem na emocje i przeżycia bohaterów. Szczególnie widoczne jest to w rozdziałach poświęconych kampanii wrześniowej, powstaniu w getcie warszawskim czy akcji „Burza”. Takie ujęcie sprawia, że historia ożywa i nabiera barw. Na uwagę zasługuje także różnorodność charakterów bohaterów – od tych, którzy nie radzą sobie z zastaną rzeczywistością, po mojego ulubionego Wieśka, pełnego pomysłów na przetrwanie i obdarzonego poczuciem humoru. Czytelnik bez trudu odnajdzie w tych postaciach podobieństwa do ludzi żyjących współcześnie. Warto pamiętać, że wojna to przede wszystkim ogromna tragedia.
Recenzowana książka to niemal
gotowy scenariusz filmowy. Porusza do głębi, zmuszając do postawienia sobie
wielu egzystencjalnych pytań. Można ją traktować jak lekarstwo na powszechną
obojętność wobec ludzkiej krzywdy. To nie tylko fikcja literacka, lecz
przede wszystkim prawda historyczna, umiejętnie przeniesiona na papier. Z ogromną
nadzieją czekam na kontynuację. Warto tę opowieść rozwinąć – jest w niej
coś niezwykłego.

Komentarze
Prześlij komentarz