"Lwowska opowieść. Dotyk marcepanowych marzeń" - recenzja

 

                       „Dotyk marcepanowych marzeń” | Recenzja 

Dążenie do realizacji własnych pomysłów na życie bywa niełatwe. Przyczyn tego stanu jest zazwyczaj wiele, a część z nich pozostaje całkowicie poza naszą kontrolą. Jednym z kluczowych czynników są wzorce zachowań i zasady, które wynieśliśmy z domu rodzinnego. Często po prostu brakuje nam energii lub odwagi, by konsekwentnie walczyć o swoje cele. To zrozumiałe, bo w głębi duszy towarzyszy nam przekonanie, że i tak nie uda nam się osiągnąć sukcesu. Jednak trwanie w pozorach – udawanie, że kochamy coś, czego mamy serdecznie dosyć – może prowadzić do prawdziwych dramatów. Dlatego czasem warto podjąć ryzyko i postawić wszystko na jedną kartę, tak jak zrobiła to Rebeka. Kosztowało ją to bardzo wiele, ale ostatecznie okazało się, że było warto.

Zanim przejdę do szczegółowego omówienia Dotyku marcepanowych marzeń, warto podkreślić wyjątkowość samego pomysłu, dzięki któremu ta historia nabrała tak fascynujących barw. Chyba pierwszy raz spotykam się z sytuacją, gdy inspiracją dla powieści stają się kulinaria, a dokładniej – niemal stuletnia książka kucharska. Warto przy tej okazji przypomnieć, że w okresie międzywojennym Polska była państwem wielokulturowym, a blisko jedną trzecią jej mieszkańców stanowiły mniejszości narodowe. Każda z nich miała swój istotny wkład w funkcjonowanie kraju, zwłaszcza na płaszczyźnie społecznej. Najliczniejszą z tych społeczności byli Żydzi, kojarzeni do dziś z przedsiębiorczością, talentem do handlu oraz umiejętnością zarabiania niemal na wszystkim. Bardzo się cieszę, że ponownie mogę zanurzyć się w kulturze tych, którzy kiedyś żyli na naszych ziemiach i pozostawili po sobie ślad w postaci dziedzictwa, które dziś nazywamy wspólnym dorobkiem pokoleń. Zaledwie kilka tygodni temu omawiałem powieść, której głównym bohaterem był Ormianin – teraz zaś z dużą przyjemnością poznaję kolejny element naszej wielokulturowej przeszłości. To prawda, że diaspora żydowska żyła według własnych reguł i często budowała wokół siebie pewne granice, lecz była równocześnie niezwykle kulturalna, dobrze wykształcona i słynęła z gościnności. Wystarczy przypomnieć, że znaczna część przedwojennych lekarzy, prawników czy naukowców wywodziła się właśnie z tej społeczności. Dlatego naszym obowiązkiem jest pamiętać o tym i stale przypominać sobie tę niezwykłą spuściznę.

Nie mogę również pominąć słów wdzięczności wobec Autorki za osadzenie akcji powieści we Lwowie – mieście szczególnym, na Kresach II Rzeczypospolitej, które mimo burzliwej historii i zmian geopolitycznych pozostaje dla nas miejscem darzonym ogromnym sentymentem. Już za kilka dni sam wyruszam do Wilna i z niecierpliwością oczekuję tej podróży. Zarówno tam, jak i we Lwowie, polskie akcenty są niemal wszechobecne. Na każdym kroku można poczuć ducha przeszłości, historię, ślady dawnej polskości. Książki takie jak ta pozwalają nam odbyć fascynującą podróż w czasie, zrozumieć wiele spraw głębiej i dojść do ważnych przemyśleń. Dzięki nim możemy dostrzec rzeczy, które dotąd wydawały się poza zasięgiem naszej wyobraźni. Wcale nie potrzeba do tego dużej wiedzy – wystarczy jedynie otworzyć się na przesłanie powieści i pozwolić jej działać na nasze uczucia i wartości. Czasami, zamiast sugerować się podręcznikami czy encyklopediami, warto po prostu czytać sercem. Efekt z pewnością będzie znacznie lepszy.

Wbrew pozorom książka Katarzyny Majewskiej-Ziemby nie jest lekturą łatwą, choć bez wątpienia przynosi czytelnikowi wiele przyjemności. Nie mamy tu do czynienia z banalną historią o uporczywym dążeniu do sukcesu za wszelką cenę. Bohaterka, Rebeka, musi stawić czoła licznym przeciwnościom, by dotrzeć do miejsca, które od zawsze było jej marzeniem. Rebeka ma wyjątkowy talent i wielu dostrzega jej potencjał. Doskonale wie, jak go rozwijać, choć nie wszyscy podzielają tę wizję. Jej konserwatywni rodzice przecież domyślają się, że córka pragnie innego życia, lecz nie potrafią tego zaakceptować. Chcieliby widzieć ją jako posłuszną żonę i troskliwą matkę, prowadzącą życie zgodne ze znanym od pokoleń schematem, który – ich zdaniem – nie powinien się zmieniać. Brakuje im szerszego spojrzenia i odwagi, by dostrzec, jak zabójcza potrafi być rutyna. Rebeka doskonale to rozumie. Nie chodzi jej nawet o osiągnięcie wielkiego sukcesu, lecz o udowodnienie sobie i innym, że można żyć inaczej – zgodnie z marzeniami i własnymi wartościami. Pragnie pokazać, że takie życie niesie za sobą mnóstwo radości, spełnienia i autentyczności. Nie bez powodu mówi się przecież, że jeśli robisz to, co kochasz, nie przepracujesz ani jednego dnia. Jednak konsekwencje tych wyborów będą spoczywać wyłącznie na jej barkach. Czeka ją ból, odrzucenie, poczucie niesprawiedliwości i wiele innych trudnych emocji. Mimo to Rebeka widzi światełko w tunelu – iskierkę nadziei, która daje siłę, by iść dalej.

Kompozycyjnie Dotyk marcepanowych marzeń to powieść wyjątkowo dobrze przemyślana. Jej rytm sprawia, że trudno się od niej oderwać. Dlaczego? Ponieważ autorka umiejętnie przeplata momenty wyciszenia z gwałtownymi zwrotami akcji, które wywołują prawdziwą burzę emocji. Pięknie oddane realia życia w wielkomiejskiej aglomeracji kontrastują dramatycznie z tym, co nieuchronnie nadejdzie po 1 września 1939 roku. Problem w tym, że czytelnik zna przyszłość, lecz bohaterowie powieści – jeszcze nie. Taka perspektywa buduje szczególne napięcie, wzmagając poczucie oczekiwania i niepewności. Linearna, klarownie poprowadzona narracja tworzy naturalny ciąg zdarzeń, prowadząc czytelnika niemal za rękę. Dzięki temu książka nie tylko dostarcza przyjemności czytania, a zachęca także do głębszej refleksji. Katarzyna Majewska-Ziemba doskonale rozłożyła akcenty, znakomicie kontrolując tempo akcji – kilka punktów kulminacyjnych podsyca ciekawość przed ostatecznym finałem. Istotną rolę odgrywa również język – współczesna polszczyzna subtelnie przenikająca się ze specyficznym, żydowskim sposobem wyrażania emocji. Ta mieszanka dodaje powieści autentyczności i żywego, naturalnego tonu.

Recenzowana książka jest literacko dopracowaną powieścią, świadczącą o dużym talencie autorki. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, ponieważ marzenia są nieodłączną częścią naszego życia. Historia Rebeki przypomina, że ważniejsze od tempa, w jakim zmierzamy do celu, jest samo pragnienie dotarcia tam, gdzie wzrok nie sięga. Życie naprawdę potrzebuje głębszego sensu, a czym byłoby bez marzeń? Tylko pustką i nicością – co do tego nie mam żadnych wątpliwości.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja