"Szklany zamek" - recenzja


                                       

                                              „Szklany zamek” | Recenzja 

Dzieciństwo to najistotniejszy etap w życiu człowieka. Nie ma znaczenia, że jest pierwsze w kolejności. To właśnie wtedy kształtują się wszystkie cechy osobowości, tak niezwykle ważne w dalszej wędrówce przez życie. Psychologowie zgodnie twierdzą, że jego dobre przeżycie ma ogromny wpływ na dorosłość. Ta zależność jest więc kluczowa. Idąc tym tropem, można — za licznymi autorytetami — stwierdzić, że wszelkie uchybienia w jego prawidłowym przebiegu niosą daleko idące konsekwencje. O takim właśnie zjawisku opowiada Jeanette Walls w Szklanym zamku, który w pewnym sensie stanowi jej formę terapii, a zarazem jest opowieścią o tym, co przeżyła i jak to dziś postrzega.

Terapie współcześnie prowadzone przez psychologów cieszą się dużym zainteresowaniem. Świadczy o tym rosnąca liczba osób korzystających z ich pomocy. Patrząc na to z pewnego dystansu, można zauważyć, że społeczeństwo boryka się z wieloma problemami, z którymi nie zawsze potrafi sobie poradzić. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Wśród nich warto wspomnieć ponad dwuletnią pandemię COVID-19, kryzys małżeństwa i rodziny oraz pogoń za pieniędzmi i sukcesem, która odbiera wszystko to, co stanowi o cieple domowego ogniska. To właśnie ono jest jednym z tych elementów, które wspomina się przez całe dorosłe życie. Chyba nie ma nikogo, kto nie wraca z rozrzewnieniem i łezką w oku do smaku domowej szarlotki, zupy pomidorowej czy mizerii. Już Wojciech Młynarski w jednym ze swoich najbardziej znanych utworów pisał, że „nie ma jak u mamy” – i to jest święta prawda, niezmienna i mocno osadzona w rzeczywistości. Kończąc ten wątek, warto zaznaczyć, że jedną z form leczenia jest prowadzenie pamiętnika, z czym mamy do czynienia właśnie w przypadku tej książki.

Szklany zamek jako tytuł jest metaforą tego, co znajdziemy w środku. Ta baśniowa budowla, zazwyczaj usytuowana na wysokiej górze, za siedmioma górami i siedmioma lasami, symbolizuje coś trudno dostępnego, odległego i nieco tajemniczego. W kontekście fabuły zamek staje się odwołaniem do zranionego dzieciństwa, w którym rodzice, skupieni niemal wyłącznie na sobie, stosują coś na kształt zimnego chowu. Z treści jasno wynika, że autorka, jako dorastające dziecko, musiała radzić sobie sama, ponieważ rzadko mogła liczyć na tych, którzy z natury powinni być dla niej oparciem. Co więcej, cała ta sytuacja odbija się na czwórce rodzeństwa. Wspomnienia Jeanette są pełne silnych emocji, uzasadnionego żalu, głębokiego skrzywdzenia, a nawet dramatycznych przeżyć, które determinują kolejne lata życia. W prawidłowym rozwoju dzieci z pewnością nie pomaga tułacze życie Rexa (ojca) i Mary (matki). Z analizy tekstu jasno dla mnie wynika, że oboje rodzice nie powinni pełnić tej roli – są do niej po prostu nieprzygotowani i, co więcej, prawdopodobnie nigdy nie chcieli być rodzicami.

Niebywałą siłą całego utworu są może nie tyle opisy różnych sytuacji, które – skądinąd – dla mnie jako pedagoga są momentami wręcz wstrząsające, ile dialogi. Dialogi, których w wielu miejscach nie należy odczytywać dosłownie, lecz metaforycznie. Wówczas stają się głęboką analizą wszystkich składowych dzieciństwa autorki. Kolejnym istotnym elementem są rozbudowane, bogate w środki wyrazu monologi wewnętrzne pisarki. Ich wzajemne przenikanie buduje nastrój grozy, strachu, niezrozumienia, ale także troski – troski o to, by dzieciństwo każdego dziecka, in gremio, było jak najlepsze. Naprawdę nie da się przejść obojętnie obok treści zawartych w tej książce. Szklany zamek równie dobrze mógłby nosić tytuł Jak nie być złym rodzicem. Lektura pozostawia trwały ślad w tych, dla których dobro dzieci i ich harmonijny rozwój są nadrzędną wartością.

Idąc tym samym tropem, podkreślam również znakomicie naszkicowane portrety charakterologiczne zarówno dorosłych, jak i dzieci. Ukazane postacie są wielowymiarowe, barwne, niepozbawione osobistych, a czasem kąśliwych odniesień. Nie mogło być inaczej – wszystkie opisane sytuacje autorka przeżyła osobiście. Wierzę jej emocjom. Ma prawo do ostrych, nasyconych mocnymi słowami ocen tego, co przeszła, i do poszukiwania przyczyn, które do tego doprowadziły. Jednocześnie nie „udaje” psychoanalityka. Walczy jedynie z przeszłością, próbując uchronić innych przed powieleniem błędów swoich rodziców. Trudna tematyka i siła przekazu znalazły również odzwierciedlenie w sukcesie scenariusza oraz popularności filmu.

Odnosząc się do przeczytanej treści, odnoszę wrażenie, że również w polskiej literaturze znajdziemy tytuły o podobnym charakterze. Pierwszy, który przychodzi mi na myśl, to Tango Sławomira Mrożka. Również tam Artur toczy walkę z rodzicami, pełnymi cynizmu i sprzeciwiającymi się społecznym zasadom, które sami wcześniej odrzucili. Wobec tego główny bohater nie ma się przeciw czemu buntować, a w konsekwencji żyje w zupełnej pustce ideowej. To, co się dzieje i czego jest świadkiem, pokazuje całkowity upadek wartości, które – w kontekście zaistniałych wydarzeń – przestały mieć znaczenie. Podobnie, w przypadku Szklanego zamku, jak sugeruje streszczenie na okładce, dorośli uparcie demonstrują, czym jest wolność i tolerancja, choć sami wcale nie zamierzają ich przestrzegać. Szklany zamek to powieść-symbol. Warto ją przeczytać ze względu na płynące z niej wnioski i siłę słowa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja