"Agnieszka i szlachcic" - recenzja
„Agnieszka i szlachcic” | Recenzja
Czy można usprawiedliwić kłamstwo? Czy istnieje kłamstwo w dobrej wierze? A może czasem lepiej zataić prawdę? Na te i podobne pytania od wieków próbują odpowiadać filozofowie, moraliści i teologowie – ale ile osób, tyle rozstrzygnięć. Każdy człowiek powinien znaleźć własną odpowiedź w pełnej wolności, zgodnie z wartościami, w których został wychowany. To rozważania uniwersalne, niezależne od epoki. Problem polega jednak na tym, że nie ma sensu przykładać realiów minionych czasów do współczesności. Mimo to warto się czasem zatrzymać i docenić okoliczności, w jakich żyjemy – bo ci, którzy byli przed nami, prawdopodobnie nie mieli tyle szczęścia. Dla Jadwigi, głównej bohaterki tej książki, los nigdy nie był łaskawy.
Siedemnastowieczna Rzeczpospolita, doświadczona licznymi wojnami, nie przypominała już kraju z okresu złotego wieku Jagiellonów. Kryzys był widoczny w wielu obszarach, a najmocniej w trzech głównych: gospodarce, społeczeństwie szlacheckim oraz instytucji monarchy. Po tragicznym i zgorzkniałym panowaniu Jana Kazimierza na tron wybrano zupełnie nieprzygotowanego Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który nie odziedziczył nawet krzty talentu po swoim sławnym ojcu. Tymczasem niemal cała Europa dynamicznie się rozowijała, powoli zmieniając strukturę społeczną i uwalniając ogromny potencjał, podczas gdy nad Wisłą wciąż dominował skostniały system stanowy. Urodzenie się szlachcicem, a tym bardziej możnowładcą, oznaczało niemal gwarancję powodzenia w życiu. Chłopi nadal podlegali swoim właścicielom i nie mogli opuszczać wsi bez ich zgody. Najgorsze jednak było to, że niemal nigdy nie dostrzegano talentów ani ciekawości świata u chłopskich dzieci. Przykłady tego znajdziemy w kilku pozytywistycznych nowelach.
Mała dziewczynka, prawdziwa femme fatale, która stanie się przyczyną książkowego zamieszania, przyszła na świat w chłopskiej chacie jako owoc gwałtu magnata na jej matce. Jak to często bywało, rodzicielka zmarła tuż po porodzie wskutek komplikacji. Jadzia miała szczęście w nieszczęściu – trafiła do dworu, gdzie szybko dostrzeżono jej wyjątkowe zdolności. W krótkim czasie nauczyła się czytać, pisać, a nawet mówić w kilku językach obcych – umiejętnościach zupełnie nieosiągalnych dla dzieci chłopskiego pochodzenia. Zawsze pragnęła od życia czegoś więcej; nie satysfakcjonowało jej proste „tu i teraz”. Doskonale wiedziała, że poradzi sobie w szerokim świecie, który dla niej nie kończył się na dworze, kościele i folwarku. Prosiła los o szansę na lepsze życie, przekonana, że dzięki urodzie i wrodzonym talentom nie pozwoli o sobie zapomnieć. Najpierw jednak musiała wyrwać się z piekła nieudanego małżeństwa, zawartego – jak w setkach innych przypadków – wbrew jej woli. Jedyną drogą była ucieczka.
Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Jednak czytając kolejne strony, można odnieść wrażenie, że fortuna nigdy jej nie opuszczała. Choć kłamała, uwodziła i wykorzystywała swoją kobiecość, niemal zawsze osiągała to, czego chciała. Po drodze zmieniała tożsamość, popełniła bigamię, łamała prawo boskie i ludzkie – a mimo to nikt jej nie potępił. Dlaczego? Miała odwagę walczyć o siebie. Czytelnik – ja – również nie oceniam jej zbyt surowo. Owszem, łamała męskie serca, ale to najczęściej panowie chcieli ją posiąść w jednym, jedynym celu. Była przedmiotowo traktowaną żoną (dwukrotnie), metresą samego cesarza, kochanką przyszłego biskupa (który, być może, był jej prawdziwą miłością), a nawet małżonką bliskiego przyjaciela – tylko po to, by dziecko w jej łonie miało ojca, a ona sama uniknęła skandalu. Jednak nawet największe szczęście kiedyś się kończy, a za swoje czyny trzeba ponieść konsekwencje. Nie zdradzę Wam zakończenia, ale spokojnie – choroba wieńcowa nie wchodzi w grę.
Historia przedstawiona przez Gabrielę Feliksik jest oparta na faktach i w swoich czasach rozgrzewała opinię publiczną do czerwoności. Autorka jedynie nadała jej fabularną formę, naginając niektóre fakty, ubarwiając kilka zdarzeń i zmieniając zakończenie. Efekt jest bardzo udany – powieść czyta się z ogromną przyjemnością. Podział akcji na kilka etapów pozwala doskonale odnaleźć się w czasie i przestrzeni. Chciałbym także pogratulować pisarce świetnej znajomości historii, co w przypadku takiej powieści – gdzie zmieniają się kraje, ustroje i władcy – jest niezwykle istotne. Analizując całość, Agnieszka i szlachcic to powieść romantyczna z wyraźnymi wpływami erotyki. Sceny zbliżeń, pocałunków i uwodzenia są opisane niezwykle sugestywnie, a przedstawienie relacji damsko-męskich w różnych konfiguracjach zapiera dech w piersiach i nie pozostawia wiele dla wyobraźni. Problem w tym, że właśnie dlatego nie jest to książka odpowiednia dla każdego czytelnika – zwłaszcza w młodszym wieku.
Powieść ta niczym
soczewka uwydatnia, jak różne mogą być definicje szczęścia i że nikomu nie
wolno go odbierać. Ambicja sama w sobie nie jest niczym złym – a że lepiej
ją mieć niż nie mieć, zgodzimy się chyba wszyscy. Nasze wątpliwości, i
słusznie, może budzić jedynie pytanie: czy cel uświęca środki? Po lekturze
książki odpowiedź na to pytanie może okazać się znacznie mniej oczywista niż
wcześniej. Warto więc czytać.

Komentarze
Prześlij komentarz