"Błękitna róża" - recenzja

 

                                              „Błękitna róża” | Recenzja

Jednym z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa są chwile, gdy mama lub babcia czytały nam baśnie i bajki. Każdy z nas z pewnością miał swoje ulubione, o przeczytanie których prosił o niemal codziennie. Do dziś zapewne potrafimy wymienić jednym tchem przynajmniej dwadzieścia tytułów. Choć nasze czytelnicze upodobania zmieniają się z wiekiem, sentyment do pierwszych historii pozostaje niezmienny. Błękitna róża to uwspółcześniona, a właściwie swobodnie zinterpretowana wersja Jasia i Małgosi. Jestem przekonany, że – podobnie jak ja – zachwycicie się nowym spojrzeniem na tę klasyczną opowieść. Potrzeba prawdziwego talentu, aby z tak dobrze znanej historii wydobyć coś świeżego i fascynującego, a Patrykowi Szendzielorzowi udało się to znakomicie. Zapraszam do lektury – na pewno nie będziecie rozczarowani!

Rok 2025 zaczyna się dla mnie pod względem czytelniczym wręcz rewelacyjnie. Kolejny tydzień z rzędu nie mogłem oderwać się od książki, którą otrzymałem do recenzji. Choć wiedziałem, że ze względu na jej objętość nie zajmie mi to wiele czasu, nie przypuszczałem, że pochłonę ją w zaledwie dwie godziny – z przerwą na kolację i herbatę. Świat powieści pochłonął mnie bez reszty, a ja poczułem się jego częścią. Jeśli kolejne propozycje wydawnicze będą równie wciągające, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że mógłbym spędzać czas wyłącznie na czytaniu, odkładając wszystkie sprawy na bok. I wiecie co? Może to wcale nie jest taki zły pomysł. W końcu, jak mawiała moja nauczycielka z podstawówki: „Dzień bez czytania to dzień stracony”. Z tym zdaniem zgadzam się całym sercem – i podpisuję pod nim obiema rękami!

Na tylnej okładce Błękitnej róży przeczytamy, że książka została zaklasyfikowana jako fantasy – i rzeczywiście, w dużej mierze na to zasługuje. Jednak moim zdaniem, jak już wspomniałem we wstępie, to bardziej baśń. Co prawda brakuje tu klasycznego wprowadzenia w stylu dawno, dawno temu, za górami, za lasami, ale opowieść nie traci przez to nic ze swego baśniowego charakteru. Świat przedstawiony w książce to starannie skonstruowane uniwersum, w którym celowo zaciera się granica między rzeczywistością a magią. Czytelnik nieustannie balansuje między wydarzeniami, które mogłyby mieć miejsce w prawdziwym życiu, a elementami wywodzącymi się z baśniowej wyobraźni. Te dwa światy się przenikają, tworząc niezapomniany klimat, który urzeka od pierwszych stron. Oczywiście, w fabule znajdziemy wątki typowo fantastyczne, ale to właśnie one nadają tej opowieści wyjątkowego charakteru. Bez nich historia byłaby pozbawiona barw, a jej narracja mogłaby być monotonna i zwyczajna. Fantastyczne elementy dodają jej nie tylko głębi, ale również piękna, które przyciąga uwagę i rozbudza wyobraźnię. Najistotniejsze jednak jest to, że cudowność pełni tu rolę nie tylko ozdobnika, lecz także mostu łączącego różne warstwy narracji. Wypełnia luki w fabule, co jest naturalne w tego typu opowieściach, ale przede wszystkim ukazuje niezwykłą moc ludzkiej wyobraźni. Zbyt często zapominamy o jej sile, niesłusznie uznając, że to przywilej dzieciństwa. Tymczasem Błękitna róża przypomina, że wyobraźnia jest ponadczasowa i należy do nas wszystkich – niezależnie od wieku.

Niezwykle inspirująca historia o miłości Janka i Małgosi (imiona, które z pewnością nie są przypadkowe) rozgrywa się w malowniczych okolicach Beskidu Śląskiego. Podczas lektury te krajobrazy niemal ożywają przed oczami czytelnika, tak barwnie i plastycznie zostały namalowane słowem przy użyciu bogatej palety środków stylistycznych. Główni bohaterowie muszą zmierzyć się z własnymi lękami, błędami przeszłości, życiowymi porażkami, poczuciem niezrozumienia, samotnością oraz tęsknotą za prawdziwą miłością. Wszystkie te emocje towarzyszą im podczas wspólnej wędrówki na Skrzyczne – wyprawy, która odmienia ich życie. Dotychczasowe bolesne wspomnienia i niesprawiedliwości zaczynają ustępować miejsca nadziei i nowym perspektywom. Tytułowa błękitna róża staje się z kolei wstępem do niezwykłych wydarzeń o niemalże fantastycznym charakterze. Uczucie, które niespodziewanie zrodziło się między dwojgiem młodych ludzi, zostaje wystawione na ciężką próbę – prawdziwy test ich dopiero co nawiązanej więzi.

Małgosia, zupełnie nieświadoma konsekwencji, uwalnia uwięzioną w starej chacie czarownicę. Wiedźma, pełna żądzy odzyskania młodości, porywa Janka i za pomocą czarów oraz zaklęć wysysa z niego siły witalne. Następnie, by ukryć swoje zbrodnie, zamienia go w zwierzę, skazane na zgubę w dzikim, górskim lesie. Jedynym ratunkiem – jak to bywa w baśniach – jest prawdziwe uczucie. Małgosia postanawia zrobić wszystko, aby ocalić ukochanego, choć zdaje sobie sprawę, że może to oznaczać konieczność poświęcenia własnych wspomnień o nim. Kierowana miłością i determinacją, z wyboru (a może z konieczności) staje się szeptuchą. Wkracza w tajemniczy świat magii, zaklęć i niezwykłych zdarzeń, ucząc się, że ludzka wyobraźnia nie zna granic. Kiedy najbardziej tego potrzebuje, znajduje pomoc – trochę jak w opowieściach o Pomysłowym Dobromile czy Zaczarowanym ołówku. Tytułowa błękitna róża staje się dla niej zarówno talizmanem, jak i ostatnią deską ratunku. Dzięki swojej determinacji i odwadze udaje jej się ocalić Janka, a historia młodzieńca kończy się szczęśliwie. Jednak Małgosia musi rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu – samotnie, z dala od ludzi i dawnego świata. Mimo wszystko nie żałuje swoich decyzji. Wie, że postąpiła słusznie i wierzy, że szczęście jeszcze do niej powróci.

Język i stylistyka powieści Patryka Szendzielorza czerpią pełnymi garściami z twórczości Braci Grimm, choć autor nadaje im swój unikalny charakter. Umiejętne połączenie licentia poetica z elementami realności sprawia, że trudno opowiedzieć się za jedną z tych „opcji”. Obie płaszczyzny są równie wciągające i doskonale się uzupełniają. Współczesny język, idealnie dostosowany do realiów XXI wieku, nie spowalnia akcji, nie nuży ani nie nastręcza trudności w interpretacji. Dzięki temu Błękitna róża pozostaje książką uniwersalną, którą można czytać i docenić w każdym wieku. A jaki morał płynie z tej baśni? A przecież baśń bez morału byłaby niepełna. Według mnie ta historia przypomina, że czasem przypadkowe zdarzenie może całkowicie odmienić nasze życie, a prawdziwa miłość zawsze wymaga poświęcenia.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja