"Ostatnia wyprawa Wikingów" - recenzja
„Ostatnia
wyprawa Wikingów” | Recenzja
Związki pomiędzy Normanami a pradziejami państwa polskiego od wieków intrygują zarówno badaczy, jak i pasjonatów historii. Jak to zwykle bywa w takich kwestiach, można znaleźć zarówno argumenty za jak i przeciw. Osobiście skłaniam się ku przekonaniu, że w tych opowieściach kryje się niewielkie źródło prawdy. Historie o Wikingach od zawsze pobudzały wyobraźnię, szczególnie młodych chłopców, żądnych przygód i sławy. Wiking to przecież symbol męstwa, odwagi, stanowczości, gotowości do działania, ale przede wszystkim odporności na przeciwności losu. Dobrze, że ten nurt nie traci na popularności i co jakiś czas powraca na półki księgarń, każdorazowo w nowym ujęciu. Podobnie jest z powieścią Tomasza Kruczka, która łączy w sobie wiele ciekawych wątków. Zapraszam do lektury – gwarantuję, że nie ma mowy o nudzie ani rozczarowaniu!
Recenzowana powieść to trzeci tom awanturniczo-przygodowego cyklu Młodzi wojowie. Sądzę, że znaczenia tego tytułu nie muszę dokładnie wyjaśniać. W każdej części głównymi bohaterami są chłopcy i dziewczęta, których dziś określilibyśmy jako młodzież w wieku szkolnym. Osią fabuły są ich historie, wplecione w szerszy ciąg zdarzeń. Dzięki temu seria świetnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z nauką o przeszłości. Wiadomo przecież, że lepiej zaczynać od krótszych książek niż od razu sięgać po tomy liczące ponad 300 stron. Czytanie ma być przede wszystkim przyjemnością. Intrygujący tytuł już od początku daje pewność, że publikacja nie rozczaruje. Jej docelową grupą odbiorców, w mojej ocenie, są uczniowie klas IV-VI szkoły podstawowej. Warto rozważyć jej zakup jako nagrody dla młodego pasjonata historii.
Otwierając książkę, nie spodziewałem się, że prosta z pozoru konstrukcja fabularna tak bardzo mnie pochłonie. Ani się obejrzałem, a zamiast godziny 20:00 na zegarze była 23:10 – Ostatnia wyprawa Wikingów została pochłonięta na jeden raz. W gruncie rzeczy nie było to trudne. Duża czcionka, stosunkowo krótkie rozdziały, które nieustannie pozostają w związku z całą fabułą, a przede wszystkim wartka akcja sprawiają, że czas spędzony z książką mija błyskawicznie. Dodatkowym atutem jest ograniczenie pobocznych wątków niemal do minimum, co pozwala skupić się na głównych wydarzeniach bez zbędnych dygresji. Świat przedstawiony, choć oparty na kilku podstawowych motywach, takich jak porwanie, podróż w nieznane, chęć powrotu do domu, podążanie za marzeniami, rodzenie się uczuć czy walka o władzę, tworzy solidne podwaliny pod powieść o uniwersalnym przesłaniu. Całości dopełniają piękne rysunki, które, choć nieliczne, doskonale współgrają z tekstem.
Już po przeczytaniu pierwszych stron zdałem sobie sprawę, że dla Tomasza Kruczka pisanie książek o dzieciach i dla dzieci to nie pierwszyzna. Autor doskonale wie, jakie wydarzenia i postacie wyeksponować, jak wzbudzić zainteresowanie czytelnika oraz w jaki sposób chwilowo uśpić jego czujność, by powrócić z podwójną mocą. Niemal na każdej stronie znajdziemy liczne środki artystycznego wyrazu – barwne opisy, epitety, porównania, animizacje czy personifikacje. Bohaterowie dzielą się na dobrych i złych, bez odcieni szarości. Jednocześnie autor zdaje sobie sprawę, że książka dla młodzieży powinna mieć wartość wychowawczo-dydaktyczną – i tak jest w tym przypadku. Ostatnia wyprawa Wikingów kończy się pozytywnie, bez szkody dla głównych bohaterów, ucząc ich wiele o świecie i o nich samych.
Język powieści, choć nawiązuje do przeszłości, nie zawiera archaizmów — jest jak najbardziej współczesny, co ułatwia odbiór. Czasami żałuję braku archaicznych zwrotów, ale z drugiej strony rozumiem zamysł autora. Mimo to, w toku akcji pojawiają się wątki związane z medycyną ludową, samodzielnym wytwarzaniem przedmiotów codziennego użytku, posłuszeństwem wobec tradycji czy przekazywaniem zawodu z pokolenia na pokolenie. Choć akcja rozgrywa się w czasach bliskich panowaniu następców Bolesława Chrobrego, większość wydarzeń toczy się w podróży lub podczas wydostawania się z kłopotów. Dzięki temu nie odczuwa się mocno różnic epok – bohaterowie wydają się nam bardzo bliscy.
Jedyną wyraźną wadą Ostatniej wyprawy Wikingów jest jej zawężona grupa odbiorców. Dla dorosłych może być jedynie miłą odskocznią od poważniejszych lektur, ale raczej nie przyniesie im głębszych refleksji. Mogą ją potraktować jako nieco infantylną próbę zdobycia ich sympatii książką niezbyt wymagającą. Trudno sobie wyobrazić, by czterdziestolatek z wypiekami na twarzy śledził przygody piętnastolatków. Niemniej czasami warto sięgnąć po coś prostego, ale interesującego. A może się mylę?
Zbliża się sezon
mikołajkowy – ta powieść to doskonały pomysł na prezent dla młodszych
czytelników. Książka nigdy nie jest zmarnowanym pomysłem. Młodzi
wojowie od pierwszych stron budzą sympatię czytelnika, stając się jego
przyjaciółmi i towarzyszami.

Komentarze
Prześlij komentarz