"Kazalnica" - recenzja


 

                                                     „Kazalnica” | Recenzja

Zbrodnię można popełnić z wielu powodów, a zadaniem śledczych jest ich ustalenie. Zdaniem sędziów możliwe jest jednak również przestępstwo pozbawione wyraźnego motywu. Człowiek to istota, w której nieustannie toczy się walka między emocjami a rozumem. To właśnie emocje najczęściej popychają nas do złych czynów. Do najczęstszych przyczyn łamania prawa można zaliczyć zemstę, zazdrość, chciwość czy odtrącone uczucia. Choć mijają tysiąclecia, te motywy pozostają niezmienne. W Kazalnicy mamy do czynienia z kumulacją kilku czynników, które ostatecznie prowadzą do ogromnej tragedii. Wszystko to rozgrywa się na tle majestatycznych gór – niemych świadków tego, co się wydarzyło i co dopiero się wydarzy. Wrażenia gwarantowane, a emocje na pewno sięgną zenitu.

W języku istnieje powiedzenie, że nie należy oceniać książki po okładce. W pełni się z nim zgadzam, jednak po lekturze Kazalnicy pozwoliłem sobie na jego modyfikację. Moja wersja brzmi: „nie oceniaj książki po jej grubości”. Czasami w niepozornej publikacji można znaleźć więcej wartości literackiej i emocjonalnej niż w wielotomowych seriach, które bywają jedynie ciągłą kontynuacją już rozpoczętej historii i niewiele wnoszą. Po książkę Katarzyny Jagiełło-Grygiel sięgnąłem pewnego poniedziałkowego wieczoru, nie spodziewając się, że przeczytam ją w zaledwie dwie godziny. Taki obrót spraw zawdzięczam nie tylko niewielkim rozmiarom powieści – liczy niespełna 140 stron – ale przede wszystkim niezwykle wciągającej fabule. Już po kilku akapitach czytelnik wpada w nerwowy rytm przewracania kolejnych stron, usilnie próbując ustalić, co będzie dalej i – jak to bywa w przypadku kryminałów – samodzielnie rozwiązać zagadkę: kto zabił i dlaczego. A to, wbrew pozorom, wcale nie jest takie proste.

Macie Państwo rację – nieco się rozpisałem. Wspomniałem już, że mamy tu do czynienia z zabójstwem, a dokładniej z brutalnym morderstwem pary staruszków. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, na początku nikt nic nie widział ani nie słyszał, choć w tak małych miejscowościach takie zbrodnie zdarzają się niezwykle rzadko. Policjanci podejmują rutynowe działania, ale podskórnie czują, że to za mało, że trzeba sięgnąć po wszystkie dostępne środki. Śledztwo prowadzi duet wyjątkowo zdolnych i inteligentnych funkcjonariuszy – Regina Szalińska i Paweł Rybak. Nie zdają sobie jednak sprawy, że sprawa z Ludwikowa stanie się dla nich inna niż wszystkie i odciśnie piętno na każdej sferze ich życia. Z dnia na dzień poszukiwanie sprawców nabiera tempa, odkrywając coraz to nowe tajemnice. My zaś będziemy im towarzyszyć na każdym etapie procesu myślowego, którego celem jest wytypowanie i ujęcie mordercy.

Dla zachowania równowagi autorka wprowadza do powieści wątki z życia osobistego dwójki policjantów, którzy tworzą zgrany duet zawodowy, a po pracy pozostają przyjaciółmi i powiernikami. Oboje borykają się z różnymi problemami. Regina zastanawia się nad sensem swojego małżeństwa, natomiast Paweł coraz mocniej odczuwa upływ czasu, zdając sobie sprawę, że jego babcia – osoba, która go wychowała – starzeje się, a on wkrótce może zostać zupełnie sam. Choć oboje wiedzą, że przenoszenie spraw prywatnych do pracy jest nieprofesjonalne, czasem trudno tego uniknąć.

Niezwykle interesującym i obrazowym zabiegiem jest nadanie części rozdziałów formy protokołów z przesłuchań świadków. Dzięki temu czytelnik może poczuć się niczym śledczy – wyciągając własne wnioski, tropiąc poszlaki i oddzielając fałsz od prawdy. To angażująca i wciągająca forma, która sprawia, że lektura staje się prawdziwą intelektualną przygodą. Jako absolwent studiów prawniczych muszę przyznać, że procedury zostały przedstawione z niezwykłą dbałością o szczegóły, niemal jeden do jednego. Ten realizm wynika zapewne z faktu, że autorka jest wieloletnim pracownikiem wymiaru sprawiedliwości.

Pod względem literackim książka spełnia wszystkie wymagania stawiane dobremu kryminałowi. Język jest jasny i przejrzysty, choć momentami pojawiają się charakterystyczne skróty myślowe, typowe dla funkcjonariuszy zajmujących się sprawami kryminalnymi. Nie brakuje też sformułowań odnoszących się do relacji między ofiarami a ich potencjalnymi zabójcami. Szybkie tempo akcji dodatkowo ułatwia odbiór, sprawiając, że czytelnik nie ma szans na znużenie.

Motyw zbrodni w Ludwikowie z pewnością może szokować i prowokować dyskusję o braku sprawiedliwości. Warto jednak pamiętać, że małomiasteczkowe społeczności – czy tego chcemy, czy nie – rządzą się swoimi prawami. Często pojawia się w nich, czasem fałszywie pojęta, potrzeba zatuszowania wszystkiego, co mogłoby prowadzić do nieprzyjemnych skojarzeń, wywołać plotki, społeczne wytykanie palcami czy ostracyzm. Nigdy nie jest to jednak dobre rozwiązanie. Niewymierzona sprawiedliwość pozostawia po sobie poczucie krzywdy, ból i niezrozumienie. Tak było i tym razem. Na szczęście coraz częściej takie postawy odchodzą w przeszłość, a ludzie stają się bardziej świadomi.

Kazalnica to doskonała propozycja na krótki, wieczorny relaks. Dla własnego spokoju warto czytać ją jeszcze przed zapadnięciem zmroku, ponieważ niektóre opisy zawarte w powieści są wyjątkowo sugestywne. Ich intensywność łagodzą jednak pięknie przedstawione górskie krajobrazy, które tworzą doskonałe tło dla fabuły. Gorąco zachęcam do lektury!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja