"Zegarki Pana Słowackiego"-recenzja
„Zegarki Pana Słowackiego”
| Recenzja
Jak zachęcić młodzież do nauki historii? To pytanie od lat pojawia się w przestrzeni publicznej – nie bez powodu. Liczba godzin przeznaczonych na historię jest niewielka, a sam przedmiot często wydaje się uczniom mało interesujący. Przyczyn tego stanu rzeczy można wskazać wiele, ale jedno jest pewne: nauka historii musi być ważna, celowa i ukierunkowana. Osiągnięcie tego wymaga lat systematycznej pracy z młodzieżą, ukazującej największe atuty tego przedmiotu: rozwijanie ciekawości, zdolność formułowania wniosków, poznawanie przeszłości oraz analizę przyczyn i skutków wydarzeń. Od czego zacząć? Najlepiej od zainteresowania młodzieży historią ich małej ojczyzny. W bardzo ciekawy sposób opowiada o tym Aneta Cierechowicz w swojej książce Zegarki. Warto sięgnąć po tę pozycję.
Po raz kolejny zupełnym przypadkiem sięgnąłem po serię powieści i zacząłem ją czytać w odwrotnej kolejności. Na początku trochę mnie to irytowało, ale teraz wywołuje już tylko uśmiech. Znów nieco się rozpędziłem, a teraz będę musiał cofnąć się do początku. Co ciekawe, czytanie o wydarzeniach w odwróconym porządku okazuje się niezwykle intrygujące. Wymaga niemal podwójnego skupienia, wolniejszego tempa, dokładniejszej analizy i, przede wszystkim, zastosowania zupełnie innego klucza interpretacyjnego. Wydarzenia fabularne, a co za tym idzie cały świat przedstawiony, układają się w nietypowej konfiguracji, zmuszając czytelnika do samodzielnego scalania ich w spójną całość. Wisława Szymborska miała rację, mówiąc, że „czytanie to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. Ten przykład doskonale to potwierdza. Bez książkowego uniwersum życie byłoby znacznie bardziej monotonne, a tak – zawsze coś się dzieje.
Już sam tytuł powieści sugeruje, że będziemy poruszać się w dwóch równoległych rzeczywistościach – i tak właśnie jest. Dodatkowy punkt należy się za umiejętne połączenie ideałów dwóch szkolnych przedmiotów humanistycznych, które mają ze sobą wiele wspólnego. Juliusz Słowacki – odwieczny rywal Mickiewicza, jeden z trójki wielkich romantycznych poetów – przebywając w Poznaniu, zostawia pewnej damie złoty zegarek. Nie wiadomo jednak, czy robi to celowo, czy przez przypadek. Ten niezwykle cenny przedmiot, wskutek dziejowych zawirowań, ginie. Jego odnalezienie może przynieść nie tylko sławę, ale i duże pieniądze. Nietrudno więc zgadnąć, że ustawia się cała kolejka chętnych, by ten łakomy kąsek trafił właśnie w ich ręce. Interesujące? Dla mnie – jak najbardziej!
Dlatego nic więcej o fabule nie napiszę – w przeciwnym razie mogliby Państwo uznać mnie za barbarzyńcę, który nie ma elementarnego szacunku dla swoich czytelników. Skupmy się więc na grupie szkolnych przyjaciół, którzy, zafascynowani opowieścią pana Atanazego (dziadka Adasia – jednego z głównych bohaterów), postanawiają odnaleźć wspomniany bibelot. Przy okazji wplątują się w całą serię nieprzewidzianych zdarzeń. Ich największym przeciwnikiem okazuje się pewien mało urodziwy Francuz w garniturze i kapeluszu. Dlaczego to dla mnie tak istotne? Naturalne przenikanie się wątków kryminalnych i historycznych sprawia, że każdy czytelnik znajdzie w tej powieści coś dla siebie. Jedni skupią się na losach pamiątki po twórcy Kordiana, inni chętniej zgłębią to, co dzieje się w myślach młodych poszukiwaczy. Ta podwójność jest wielką zaletą książki, pozwalając czytać ją na dwa sposoby – każdy równie satysfakcjonujący.
Warto także zwrócić uwagę na wyraźnie zaznaczoną w Zegarkach rolę młodzieży. Przykład ten pokazuje, że młodzi ludzie, jeśli coś ich zainteresuje, potrafią zrobić naprawdę wiele, żeby osiągnąć jak najlepszy efekt. To mit, że licealiści czy młodsi uczniowie niczym się nie interesują. Wręcz przeciwnie – wystarczy dać im odrobinę samodzielności, wskazać kierunek, pozwolić wybrać metody pracy, a wszystko zacznie funkcjonować, jak należy. Jak to zrobić? Warto wykorzystać współczesne osiągnięcia nauki i techniki, w których młodzież czuje się jak ryba w wodzie. Co ważne, powinny być one traktowane jako atut, a nie coś, za co młodych ludzi stale się krytykuje. W takich warunkach ujawni się ich naturalny talent do współpracy, wzbogacony odrobiną zdrowego współzawodnictwa. Ta książka świetnie to obrazuje.
Powieść jest także doskonałym przewodnikiem po Poznaniu. Nigdy wcześniej tam nie byłem, dlatego podczas czytania niektórych rozdziałów korzystałem z mapy miasta rozłożonej na stoliku. Być może wyglądało to zabawnie, ale radość z odkrywania miejsc opisywanych w książce była tym większa. Dziadkowie młodego Adasia to prawdziwa skarbnica wiedzy o Poznaniu. Informacje o mieście przekazują w nieco zawoalowany sposób, co sprawia, że odkrywanie jego tajemnic staje się jeszcze bardziej interesujące. Nie narzucają się, ale zawsze oferują pomoc i wsparcie. Ciekawym elementem jest wzajemne niezrozumienie pewnych sformułowań przez przedstawicieli różnych pokoleń. Mimo to książka emanuje wzajemnym szacunkiem, dobrym słowem (podobnie jak tom II) oraz rodzinną atmosferą. Zastosowanie współczesnego języka sprawia, że Zegarki są bardzo przystępne w odbiorze. Fabuła jednak toczy się nieco wolniej niż w Bractwie kruków, co nadaje jej bardziej refleksyjny charakter.
Serdecznie polecam tę książkę na długie
jesienno-zimowe wieczory i jednocześnie dziękuję Autorce za włożoną w nią
pracę. Właśnie w taki sposób powinno się ukazywać przeszłość – jasno i
zajmująco.

Komentarze
Prześlij komentarz