„Bonjour Baguette” - recenzja


 

                                    „Bonjour Baguette” | Recenzja

Napoleon Bonaparte bez wątpienia należy do najbardziej znanych postaci w historii. Moim zdaniem zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce najsłynniejszych bohaterów. Ocena jego dokonań jest jednak zróżnicowana — ilu badaczy, tyle opinii. Jak to często bywa, istnieją zarówno zdeklarowani zwolennicy jego działań, jak i zagorzali krytycy. To właśnie ta rozbieżność sprawia, że postać Cesarza Francuzów wzbudza tak duże zainteresowanie i chęć bliższego poznania. Nie dziwi więc, że w ostatnim czasie wzrosła liczba powieści, w których Korsykańczyk jest głównym lub jednym z głównych bohaterów. Książka Szymona Supierza doskonale wpisuje się w ten trend, dodając kolejną warstwę fabularnej narracji do fenomenu zwanego bonapartyzmem.

Stworzenie dobrej powieści historycznej to trudne zadanie, szczególnie gdy planuje się pisać o postaci bardzo znanej, a księgarskie półki uginają się od jej biografii w różnych wariantach. Życie tej postaci jest tak bogate w wątki, że trudno zdecydować się na jeden, który stanie się motorem napędowym całości. Kolejnym problemem jest wybór pomiędzy jej życiem cywilnym a dokonaniami wojskowymi, których przecież nikt Napoleonowi nie odmawia. Na koniec trzeba zdecydować, jak przedstawić bohatera – pozytywnie, negatywnie, obiektywnie, a może jako tło lub narratora? Dopiero po tych rozważaniach można przystąpić do tworzenia, a i tak zapewne wielokrotnie będzie trzeba walczyć z wyobraźnią, podpowiadającą inne rozwiązania pewnych wątków, niekoniecznie zgodne z historią. Historia musi być tu obecna – nie ma innej możliwości; znajomość choćby podstaw realiów epoki jest niezbędna. Na szczęście powieści piszą ci, którzy wiedzą, co chcą osiągnąć, a efekt końcowy przekracza najśmielsze oczekiwania.

Od razu uspokajam wszystkich — pan Szymon odpowiedział na wszystkie powyższe pytania i zgodnie z nimi poprowadził całą narrację. Jego powieściowy świat przedstawiony zawiera wszystkie niezbędne elementy, o których nie będę się rozpisywać, ale bez których trudno w ogóle mówić o fabule. Świetnym pomysłem było wybranie na tytuł stosowanego przez Brytyjczyków pogardliwego określenia dla Napoleona — „Bagietka”. Dobrze się domyślamy: bagietka jest długa, a dla koalicjantów cesarz był liliputem (choć według współczesnych standardów wcale nie był niski). Ten humorystyczny zabieg, choć z początku może wydawać się nieco niezrozumiały, a nawet niepotrzebny, wprowadza atmosferę spokoju, humoru i swobody w interpretacji pewnych wątków.

Przejdźmy dalej – czas poznać głównego bohatera lub bohaterów tej opowieści. Oto Otto Ebner i jego syn Walter. Ojciec i syn, różniący się od siebie pod niemal każdym względem, a jednak czasem tworzący zaskakująco spójną całość. Otto, starszy z nich, nie wykazuje entuzjazmu wobec otaczającej go rzeczywistości – a przecież jest rok 1805, i Cesarz nie zwalnia tempa ani na chwilę. Walter, młodszy, wprost przeciwnie: pełen zapału, marzy o walce pod cesarskimi sztandarami. Jednak życie szybko weryfikuje młodzieńcze wyobrażenia. Walterowi trudno sprostać rygorowi wojskowej dyscypliny – jego temperament, pragnienie sławy, pogarda dla niebezpieczeństwa i przekonanie o własnej nieomylności prowadzą go do konfliktów z przełożonymi. Kłopoty piętrzą się i wydają się nie mieć końca. Mimo to Walter budzi sympatię — jest postacią pełną uroku, choć owianą pewną tajemnicą, w której odbija się kalejdoskop skrajnych cech. Co jednak najważniejsze, gdy przychodzi czas próby, wie, co należy zrobić. Losy jego ojca to osobny, nie mniej fascynujący wątek tej historii.

Bonjour Baguette może nie wygląda imponująco, ale jest prawdziwą perełką. Epoka napoleońska została w niej ukazana niemal z dokumentalną dokładnością. Opisy, charakterystyki i realia historyczne wiernie oddają świat sprzed ponad 200 lat. Bogactwo środków stylistycznych sprawia, że wszystko tętni intensywnymi barwami, emocjami i siłą, która trafia zarówno do świadomości, jak i podświadomości czytelnika. Dzięki temu trudno pozostać obojętnym wobec wydarzeń, których – chcąc nie chcąc – stajemy się świadkami. Umiejętnie prowadzona narracja natychmiast wciąga, przenosząc czytelnika w sam środek bitewnego kurzu, szczęku oręża, krzyków rozkazów i jęków rannych. Nie jest to jednak bierne podglądanie – to pełne doświadczenie wszystkimi zmysłami, jakbyśmy naprawdę tam byli. Staranna fuzja fikcji literackiej z historyczną prawdą wypełnia wszelkie luki, tworząc opowieść, która jest równie żywa, co przejmująca.

Trzeba jednak przyznać, że dla pełniejszego odbioru warto mieć, choć podstawowe, rozeznanie w realiach tamtych czasów. Dzięki zastosowaniu współczesnego języka tekst jest jednak przystępny i nie sprawia trudności w zrozumieniu. Miejscami aż chciałoby się, by pojawiły się starsze wyrażenia lub wojskowe terminy, które nadałyby dodatkowego klimatu. Brakuje mi także ilustracji – mogłyby one lepiej współgrać z treścią i dodatkowo cieszyć oko. 

Chciałbym również zwrócić uwagę na wyjątkowo starannie zaprojektowaną, barwną okładkę, która od razu przyciąga wzrok. Z pełnym przekonaniem polecam Państwu powieść Szymona Supierza – na pewno się nie zawiedziecie. To doskonała okazja, by odświeżyć przygodę z historią w jej najlepszym wydaniu.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja