"Wańko Srogi" - recenzja

                                                                   „Wańko Srogi” | Recenzja

W okresie rozbicia dzielnicowego ziem polskich na pierwszy plan wysunęło się wielu lokalnych możnowładców, którzy rościli sobie prawa znacznie większe, niż faktycznie posiadali. Jednym z takich regionów było Mazowsze, leżące niemal w samym sercu piastowskiej Polski. Lokalni przywódcy, świadomi niepewności swoich rządów, często uciekali się do skrajnej brutalności, nie zważając na nic poza utrzymaniem władzy za wszelką cenę. Z biegiem lat wielu z nich stało się bohaterami legend, opowieści i powieści – podobnie jak postaci z tej książki. Zapraszam do otwarcia okładki i zanurzenia się w świecie pełnym historii i wyobraźni.

Wydawnictwo „Replika” z sukcesem kontynuuje serię Szabla i miecz. Dla tych z Państwa, którzy słyszą o wydawnictwie po raz pierwszy, warto wspomnieć, że jego głównym celem jest publikowanie dawnych powieści historycznych, głównie sprzed I wojny światowej i późniejszych okresów. W ten sposób wypełnia dużą lukę na krajowym rynku wydawniczym, skutecznie sięgając w przeszłość i wydobywając z niej najcenniejsze skarby literatury. Książki, wbrew pozorom, właściwie się nie starzeją – wręcz przeciwnie, im starsze, tym więcej radości mogą dostarczyć współczesnym czytelnikom, gdy zostaną odczytane w nowych kontekstach. Analiza ich wartości nabiera zupełnie nowego wymiaru, a sama lektura staje się jak odkrywanie pokrytej kurzem piwnicy lub strychu, pełnego ciekawych pamiątek.

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych lektur z tej serii, wspólnie z bohaterami przenosimy się do nowej epoki w dziejach Polski. Tym razem odkrywamy początki XIV stulecia, czas pełen niebezpieczeństw, wszechobecnej zdrady i niepewności. Kraj znajdował się w oblężeniu ze wszystkich stron, a w jego wnętrzu szalała wojna domowa pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami księcia Władysława Łokietka. Krzyżacy i Czesi tylko czekali na odpowiedni moment, aby zająć ziemie, na które od dawna ostrzyli sobie zęby. Sytuacja wydawała się patowa, a jej rozwiązanie nie satysfakcjonowało żadnej ze stron; kompromis także nie miał racji bytu. Społeczeństwo było zdezorientowane, skupione przede wszystkim na przetrwaniu i unikaniu głodu.

W takim otoczeniu czytelnik poznaje mazowieckiego księcia Wańka, zwanego Srogim, który kieruje się dwoma nadrzędnymi celami. Pierwszy z nich to pokonanie Łokcia, a drugi – nierozerwalnie związany z pierwszym – zdobycie tronu krakowskiego, a może w przyszłości nawet praskiego. Dla osiągnięcia swoich ambicji nie cofnie się przed żadnym niegodziwym czynem, choć czasami powracają do niego wspomnienia, pragnienie czynienia dobra, a nawet wyrzuty sumienia. Jednak pod wpływem swoich przebiegłych doradców szybko odsuwa te myśli na bok. Jego jedyną słabością jest grzeszna miłość do kobiety, która dla niego porzuciła męża i małe dziecko. Ona stanowi jego siłę i natchnienie, choć Wańko nie wie, że kobieta zamierza go opuścić, nie mogąc uporać się z demonami przeszłości.

W odróżnieniu od Wańka, na kartach powieści spotykamy rycerza Jaszkę – syna wojewody, który przypadkowo wikła się w miłosny trójkąt. Wychowany w ciepłej atmosferze rodzinnego domu, co wówczas nie było normą, Jaszka wierzy, że w sferze uczuć należy kierować się przede wszystkim sercem, a nie rozumem. Dlatego nie może poślubić kobiety wybranej dla niego przez ojca. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, jak wielką tragedią zakończy się niespełniona miłość tej, która była przekonana, że zostanie wojewodziną. Ostatecznie los zadrwi ze wszystkich bohaterów – każde  z nich nie zazna szczęścia, choć z różnych przyczyn. Emocje przeważą nad logiką, zawiedzione uczucia nad realizmem, a urażona duma nad wrażliwością – jakże to aktualne.

W tamtych czasach ludzie wciąż wierzyli w czary i uroki, uznając je za skuteczniejsze niż szczerość. Okazuje się, że ludzka natura nie zmieniła się znacząco przez wieki – człowiek pozostaje istotą złożoną, kierującą się instynktami, a zaślepiony krzywdą potrafi działać wbrew sobie. Na tle fabuły rozgrywa się nie tylko opowieść o wydarzeniach, ale także zachwycająco opisane krajobrazy, które wciąż były dzikie i nieujarzmione, skrywające liczne tajemnice. Mimo swej dzikości przyroda zdaje się bardziej przyjazna niż najbliżsi ludzie. Stuletnie dęby i leśne ostępy widziały więcej, niż moglibyśmy sobie wyobrazić. To właśnie puszcza może podarować miłość lub odebrać życie.

Z perspektywy współczesnych standardów, konstrukcja fabuły wydaje się niezwykle prosta, wręcz przewidywalna niemal od samego początku. Nie należy jednak dokonywać tak prostych porównań, biorąc pod uwagę, że Wańko Srogi powstał ponad 100 lat temu – wówczas powieści tworzono inaczej, z odmiennymi priorytetami narracyjnymi i akcentami. Mimo nieco archaicznej struktury zdań czytelnik w 2024 roku nie powinien mieć trudności z jej zrozumieniem ani analizą. Zachęcam serdecznie do sięgnięcia po tę książkę – pokazuje, że zło i zemsta nigdy nie przynoszą korzyści, a konsekwencje naszych działań dosięgną nas szybciej, niż mogłoby się wydawać.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja