"Dom trzech wdów" - recenzja
„Dom trzech wdów” | Recenzja
Podstawą badań historycznych jest analiza wydarzeń w kontekście przyczynowo-skutkowym. Taki sposób pozwala lepiej zrozumieć pozostałe elementy, które tworzą chronologię – ugruntowany w nauce układ czasowo-przestrzenny. Usunięcie jednego z tych elementów mogłoby zaburzyć całą dotychczasową konstrukcję, na której opiera się nasze postrzeganie przeszłości. Podobna zasada obowiązuje w literaturze, zwłaszcza w powieściach kontynuacyjnych, gdzie kluczowe jest pilnowanie ciągłości wydarzeń i losów bohaterów. W przeciwnym razie powstaje chaos. Katarzyna Maludy doskonale panuje nad tą strukturą i z konsekwencją prowadzi swoją sagę, zapewniając czytelnikom spójną, przyjemną lekturę we wszystkich trzech tomach.
Powróćmy na chwilę do zakończenia Podwójnych zaręczyn. Jedną z ostatnich, a zarazem najbardziej poruszających scen, był powolny upadek listopadowego powstania, po którym rozpoczęła się syberyjska tułaczka Juliana Sucheckiego. Jego ostatnie słowa, wypowiedziane na schodach carskiej kibitki – „ja wrócę” – odbijają się echem w kolejnej części, stanowiąc jej fabularny refren, choć wcale nie musiało to być takie oczywiste. Z literackiego punktu widzenia można traktować te słowa jako fundament, na którym oparto dalszą narrację – zarówno jako wstęp do trzeciego tomu, jak i otwarte zakończenie drugiej części. Dla mnie, jako historyka, który docenia współczesne wykorzystanie tej nauki, ta seria ma ogromną wartość edukacyjną. Już teraz pragnę podziękować Autorce za świetny pomysł i doskonałe wykonanie całości.
W Domu trzech wdów szczególnie urzeka doskonałe połączenie fabuły z historycznymi wydarzeniami. Oba elementy niemal się równoważą, choć z delikatnym akcentem na aspekt historyczny, co przywodzi na myśl styl Herodota. Pisarka mistrzowsko wydobywa z przeszłości istotne wydarzenia i zręcznie wplata je w akcję powieści, np. budowa warszawskiej cytadeli, początki kolei warszawsko-wiedeńskiej, ponowne otwarcie Teatru Narodowego, wprowadzenie stanu wojennego i carskie represje po powstaniach. Te wydarzenia nie są jedynie tłem – ich wpływ intensywnie oddziałuje na bohaterów, sprawiając, że historia staje się niejako drugim narratorem, który zna losy postaci wcześniej niż trzecioosobowy narrator. Proces twórczy można porównać do przyprawiania potrawy – historia jest tutaj idealnie wyważona, dodając smaku i głębi.
W snutej przez autorkę opowieści rozwija się wielowątkowa fabuła, której akcja rozgrywa się na trzech płaszczyznach. Śledzimy losy Ewy Konieczkówny (Majewskiej), Magdy Sucheckiej i Hani Boratyńskiej – kobiet żyjących w Warszawie, świecie pełnym konwenansów i dominacji mężczyzn. Aby ułatwić sobie życie, często muszą przyjmować role typowe dla płci przeciwnej. Równolegle poznajemy losy Juliana, zesłańca zmagającego się z licznymi niebezpieczeństwami na dalekich rosyjskich bezkresach. Trzeci wątek to dzieje Tadeusza Majewskiego i jego najbliższych, których celowo nie zdradzam, by nie psuć przyjemności z lektury. Mogę jedynie zasugerować, że zmiana nazwiska panny Konieczkówny może pomóc w szybkim połączeniu faktów. Taka kompozycja sprawia, że powieść nie ogranicza się do jednego wątku, a każdy z nich jest na swój sposób wartościowy, niosąc uniwersalne prawdy i refleksje, aktualne również współcześnie.
Nie mogę pominąć dwóch istotnych aspektów tej książki. Po pierwsze, autorka wspaniale uchwyciła zmiany, które zachodziły w połowie XIX wieku, zarówno w rzeczywistości zewnętrznej, jak i w ludzkiej psychice, świadomości, dążeniach, planach oraz relacjach. Przemiany będą postępować, ale to właśnie wtedy zapłonęła ta inicjująca iskra. Wszystkie te elementy straciłyby jednak na znaczeniu, gdyby nie niezwykle klarowny, prosty i komunikatywny język, w którym został napisany ten tom. Autorka nie próbowała na siłę stylizować tekstu na tamte czasy – wręcz przeciwnie, posługuje się współczesnym językiem, z minimalnym udziałem rusycyzmów, co w tym kontekście jest w pełni zrozumiałe. Dzięki temu czytelnik z łatwością zrozumie wydarzenia i treść. Z pełnym przekonaniem polecam całą sagę osobom w każdym wieku.
Dom trzech wdów
niesie chyba największy z dotychczasowych ładunek emocjonalny. Wydaje się
najbardziej poruszającą książką w całej serii, stanowiąc jakby pokoleniową
klamrę, pieczęć spajającą całość. Nie czytałem jej z pozycji kogoś, kto
wie, co się wydarzy. Byłem równie ciekawy, jak rozwiążą się poszczególne wątki,
także te miłosne. Tęsknota, patriotyzm, bezsilność, niecierpliwość, strata,
oczekiwanie – te emocje wybrzmiewały niemal z każdej strony. Każdy z bohaterów
i każda z bohaterek oferowała coś, z czym mogłem się utożsamić. Więź zbudowana
między książką a czytelnikiem ma w sobie coś magicznego i niezwykle cennego.

Komentarze
Prześlij komentarz