"Nadchodzi nic" - recenzja


 

                                      „Nadchodzi nic” | Recenzja

Edward Stachura w jednym ze swoich najsłynniejszych utworów napisał, że „życie jest wędrówką człowieka”. Podobny temat podejmuje Paul Gauguin w alegorycznym obrazie zatytułowanym Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Motyw wędrówki przewija się przez literaturę od zarania dziejów, oferując wiele możliwości interpretacyjnych. Każde z tych podejść może stać się kluczem do głębszego zrozumienia tekstu. To dowód na to, że mimo upływu czasu związek człowieka ze słowem pozostaje nierozerwalny. Poszukiwanie sensu istnienia, miejsca w świecie oraz pragnienie pozostawienia po sobie śladu to wciąż fundamentalne potrzeby nas wszystkich. Powieść Nadchodzi nic ukazuje nowe perspektywy tego archetypu, zachęcając do refleksji zarówno nad samą książką, jak i nad własnym wnętrzem.

Recenzowanie książki napisanej przez osobę, którą nawet pobieżnie się poznało i polubiło, to niełatwe zadanie. Każdy recenzent musi kierować się obiektywizmem i szczerością, przekazując swoje opinie. Uważam, że udało mi się to osiągnąć, a przy tym mam nadzieję, że Rafał nadal będzie darzył mnie sympatią. Bardzo cenię jego warsztat dziennikarski, znajomość literatury oraz jego bezkompromisowe, a zarazem trafne opinie na różnorodne tematy. Rafał z szacunkiem podchodzi do swojej pracy, która przynosi mu ogromną satysfakcję. Tym razem postanowił zmienić perspektywę – z dziennikarza przeistoczył się w twórcę, autora, pisarza. I muszę przyznać, że zrobił to znakomicie. Pisarstwo nie ma przed nim tajemnic, a on sam doskonale opanował zasady, które rządzą dobrym tekstem. Co więcej, recenzowana książka, choć niewielka (niecałe 200 stron w poręcznym formacie), wyróżnia się swoją atrakcyjnością.

Wiele książek, zwłaszcza powieści i tomików poezji, zawiera motto, które sugeruje, jak interpretować emocje, wątpliwości czy pytania pojawiające się podczas lektury. W powieści Nadchodzi nic na początku umieszczono kilka strof wiersza Rainera Marii Rilkego, urodzonego w Pradze przedstawiciela symbolizmu. Przyznaję, że początkowo nie dostrzegałem związku między mottem a fabułą, ale z każdą stroną odkrywałem nowe powiązania, by na końcu stwierdzić: „Tak, wszystko się zgadza”. To właśnie wstęp nadaje ton całej, pięciorozdziałowej książce, pełnej ukrytych znaczeń i aluzji. Bez niego całość nie miałaby spójności, stając się zbiorem luźnych refleksji.

Uważam, że najważniejsze pytanie, jakie nasuwa się podczas lektury, jest zarówno proste, jak i złożone: czym lub kim jest owo „nic”, które się pojawia? Jakie może mieć znaczenie i jakie konsekwencje za sobą niesie? Interpretacyjna swoboda w tej kwestii pozwala czytelnikowi samodzielnie odkrywać, co lub kto za tym stoi. Dzięki temu powieść staje się bliższa, dotyka osobistych przeżyć, skłania do refleksji, a może nawet do medytacji. Choć książka pozornie należy do gatunku fantasy, i rzeczywiście posiada wiele jego cech, łączy w sobie elementy kilku kategorii, takich jak powieść psychologiczna, sentymentalna, filozoficzna, i być może jeszcze innych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie! Świadczy to o tym, że Autor nie trzymał się schematów, lecz pozwolił, aby jej sens rozwijał się wraz z lekturą. To bardzo oryginalne podejście.

Główny bohater – Nebro – choć na początku wydaje się nam odległy, z każdą kolejną stroną staje się coraz bardziej bliski. Zauważamy w nim cechy, które obecne są w każdym z nas. Nic w tym dziwnego – niezależnie od tego, czy patrzymy w przeszłość, czy przyszłość, ludźmi zawsze kierują te same instynkty: władzy, posiadania, przetrwania, rodzicielstwa, autorytetu, i tak dalej. Ten uniwersalizm jest z jednej strony uspokajający, ale z drugiej również niepokojący – pokazuje, że mimo tysięcy lat ewolucji, niewiele zmieniło się w naszej zbiorowej świadomości. Z dystansu można jednak dojść do wniosku, że to dobrze – skoro wszyscy mierzymy się z podobnymi problemami, smutkami i radościami, istnieje pewna podstawowa sprawiedliwość, a nawet równość – przynajmniej w kontekście ludzkiego losu na ziemi. W gruncie rzeczy, ludzie nie różnią się aż tak bardzo od siebie. Łączy ich wiele, mimo że wiele ich też dzieli. To refleksja, która z pewnością zasługuje na dalszą analizę, choć nie jest to już miejsce na taką dyskusję.

Literatura uniwersalna to prawdziwa skarbnica, pełna niewydobytych klejnotów. Większość powieści, wierszy i dramatów nie starzeje się, lecz zyskuje głębię z biegiem lat. Śmiem twierdzić, że podobnie będzie z książką Rafała Pastwy. Trudno bowiem traktować ją jak jedną z wielu powieści o prostym schemacie fabularnym – z wyraźnym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Wręcz przeciwnie, uważam, że warto postawić na jakość zamiast ilości. To podejście przynosi więcej refleksji, bardziej wnikliwe oceny i głębsze odczucia. Tak właśnie dzieje się w przypadku „Nadchodzi nic”.

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja