„Gladiator. Those about to die” - recenzja
„Gladiator. Those about to die” | Recenzja
Ab urbe condita – to łacińskie wyrażenie oznacza „od założenia miasta”. Data założenia Rzymu przez Romulusa i Remusa, choć na wpół legendarna, była niezwykle istotna dla jego przyszłych mieszkańców. Można ją porównać do współczesnego liczenia lat od narodzenia Chrystusa, choć i ta data jest umowna. Nie trzeba długo się zastanawiać, aby wymienić kilka skojarzeń z rzymską potęgą: Koloseum, akwedukty, legiony, Cezar, prowincje, Cyceron, mozaiki, Pompeje i wiele innych. Tymczasem książka, którą chcę Państwu przedstawić, opowiada o Imperium Romanum z nieco innej perspektywy – prosto, obrazowo, dobitnie i literacko. Oczy wyobraźni same wędrują nad Tybr. Zapraszam do lektury.
Polski przekład tytułu można wyjaśnić poprzez wyrażenie „ci, którzy mają umrzeć”. Odnosi się to do losu walczących na arenie zawodników, takich jak Spartakus. Ich jedynym zadaniem było dostarczenie rozrywki zgromadzonej i żądnej krwi publiczności w amfiteatrze. Nic poza tym – czasem mogli jedynie liczyć na łaskę tłumu i zachować życie, które tak naprawdę do nich nie należało. Cóż za ironia losu. Niestety, Rzym pełen był takich sprzeczności, co do dziś budzi naszą ciekawość. Żadna inna cywilizacja nie wzbudza takiego zainteresowania. Świadczą o tym książki, wycieczki, programy telewizyjne, prace dyplomowe i komiksy. Książka Daniela Mannixa jest kolejnym elementem tej układanki. Moim zdaniem nie jest to jednak powieść, lecz bardziej przewodnik, atlas, wprowadzenie do większej całości – i w tym tkwi jej sekret.
Możecie Państwo zapytać, dlaczego rozpocząłem swoje wywody od kwestii tłumaczenia. Otóż w przypadku tej publikacji wiele od niego zależy. Przekład ma nie tylko funkcję literacką, ale przede wszystkim jest wyrazem wrażliwości tłumacza. W przypadku pana Pawła Szadkowskiego nie można mieć żadnych zarzutów. Jego praca to opowieść pełna prostego, ale fabularnego języka, przesycona obrazami, które niezwykle sugestywnie przenikają do umysłu czytelnika. Każdy opis, każde spostrzeżenie, każda uwaga nie jest po prostu opisem – staje się elementem składowym historii, którą można czytać wielowymiarowo lub wybiórczo. Niezależnie od sposobu, praca na pewno nie pozostawi nas obojętnymi. Rzym jest przecież po trochu w każdym z nas, czy tego chcemy, czy nie. W tym tkwi jego ponadpokoleniowa siła oraz piękno. Już w pierwszym rozdziale stajemy się widzami i analitykami najsłynniejszego sportu tamtego czasu – wyścigu rydwanów. Świadczy to o tym, że autor doskonale zdaje sobie sprawę z potrzeb czytelnika.
Z żelazną konsekwencją turystycznego przewodnika i świetnego gawędziarza, autor oprowadza czytelników po wszystkich aspektach rzymskiego życia i funkcjonowania. Nie byłoby to możliwe bez doskonałego merytorycznego przygotowania piszącego. Książka ma właściwie bohatera zbiorowego – jest nim wszystko, co Rzym stanowi, a co może być różnie interpretowane. Historię jako naukę tworzą postaci, wydarzenia, przyczyny i skutki. W taki właśnie sposób poruszamy się po fabule Gladiatora – każda kolejna część jest spiętą klamrą, która po przeczytaniu całości układa się w logiczny, ale przede wszystkim spójny horyzont. Każdy może wyciągnąć z niego i przeanalizować ten fragment, który będzie dla niego najciekawszy. À propos ciekawości – tutaj w ogóle nie wieje tutaj nudą. Akcja toczy się sprawnym, żwawym tempem, co ułatwia odbiór.
Gladiator to powieść, która może zainteresować każdego – od historyka wojskowości, przez historyka idei, socjologa, miłośnika cesarstwa, historyka sportu, po entuzjastę architektury i wielu innych dziedzin. Mimo oczywistych zmian, takich jak zniesienie niewolnictwa, wiele z aspektów życia w starożytnym Rzymie można odnieść do współczesności. Rzym pozostaje cywilizacyjnym punktem odniesienia, którego nie sposób pominąć. Im więcej książek przypomina o jego znaczeniu, tym lepiej. Ważne jest jednak, aby temat nie spowszedniał. Na szczęście, każde nowe ujęcie tematu wnosi coś innego, co pozwala zobrazować ogrom tej tematyki. Naturalną konsekwencją popularności książki jest powstanie na jej podstawie scenariusza serialu, który zbiera bardzo dobre recenzje. Przyznam, że jeszcze go nie oglądałem, ale obiecuję nadrobić zaległości.
Sam fakt przeniesienia historii na ekran
wcale mnie nie dziwi. Wiele z dziejów Wiecznego Miasta to gotowe scenariusze
filmowe. Są tam ludzie, emocje, krew, pot, łzy, błagania o litość, walka o
władzę, romanse i nieprzezwyciężone przeszkody. Doskonale to obrazuje okładka
w ognistych kolorach – pełna grozy, zaskoczenia i niepewności. Tylko
rzymski żołnierz stoi spokojnie, czekając na rozwój wydarzeń. On wie, że
zachowanie spokoju w obliczu nadchodzących, nieprzewidywalnych zdarzeń to klucz
do utrzymania równowagi w świecie, który na jego oczach zmienia się nie do
poznania.

Komentarze
Prześlij komentarz