"Zamek Gardłorzeziec" - recenzja

 

                                   Zamek Gardłorzeziec | Recenzja

W historii istnieją pewne pojęcia, które niezależnie od epoki, w jakiej padają, budzą grozę i dreszcze. Jednym z takich pojęć jest jasyr – tatarska lub turecka niewola, do której trafiała ludność południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej. Czas spędzony w jasyrze był naznaczony ciężką pracą, znęcaniem się nad więźniami, a w przypadku kobiet często oznaczał pobyt w haremie arabskiego dostojnika. Niewielu z tych, którzy znaleźli się w muzułmańskich więzach, powróciło do ojczyzny. Stworzenie ciekawej fabuły na podstawie tego rodzaju zdarzeń nie jest łatwe, ale powieść Stanisława Kluczka z 1930 roku wciąż potrafi wzbudzić w czytelniku pełną gamę różnych emocji – od złości, po radość i zaskoczenie.

Wydawnictwo Replika kontynuuje niezwykle udaną serię Szabla i miecz. To już trzecia książka w tym cyklu. Tym razem przenosimy się w XVI wiek. Do tej pory odwiedziliśmy już XIV i XVII stulecie. Każda z tych powieści skupia się na innym fragmencie historii naszego kraju. Podobnie jak wcześniej, powieść pochodzi z okresu przedwojennego, co dodaje jej – przynajmniej dla mnie – dodatkowego smaczku. Dlaczego? Otóż, epoka międzywojenna XX wieku jest tą, która najbardziej mnie interesuje w historii Polski, i to do niej mam największy sentyment. Dzięki Replice mam okazję poznać ją od strony literackiej, a może nawet szerzej – kulturowej, czego zwykle nie porusza się w dyskursie naukowym. To dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie, pozwalające na pracę wyobraźni zarówno w sferze czasu, jak i miejsca akcji, ale również na dokładne oddanie realiów czasoprzestrzeni, w której razem z bohaterami się poruszamy.

Warto podkreślić, że doskonale narysowane opisy przyrody w powieści stanowią nie tylko wspaniałe tło dla akcji, ale także wyrazisty element charakterystyczny. Autor skupia się zarówno na okolicach pogranicza Polski z ziemiami ukraińskimi i tatarskimi, jak i na krajobrazach krajów muzułmańskich – w tym Stambułu, jego okolic oraz pałacu padyszacha. To świetnie przygotowane tło, oddane w najdrobniejszych szczegółach, które wciąga czytelnika w świat powieści. Warto zaznaczyć, że w okresie przedwojennym podróże zagraniczne nie były tak powszechne jak teraz, dlatego takie fragmenty były dla czytelników niezwykłe cenną wiedzą. Ponadto, styl literacki jest już bardziej zbliżony do tego, który używamy współcześnie, co ułatwia odbiór treści. Wyraźnie widać, że powieści historyczne cieszyły się niegasnącą popularnością, a obecnie obserwujemy powrót do tej tendencji – co mnie osobiście bardzo cieszy.

Zawiązanie i rozwiązanie akcji w tej historii są niezwykle wiarygodne. Głównym bohaterem jest Zbyszko herbu Śreniawa, który po śmierci matki zostaje znaleziony w stepie przez rotmistrza Tworowskiego. Ten oddaje go na wychowanie swojemu przyjacielowi. Wszystko wydaje się pozytywnie układać, aż do chwili, gdy chłopiec zakochuje się, i to z wzajemnością, w córce swoich przybranych rodziców. Wówczas los odwraca się od niego. Po jednej z bitew zostaje schwytany i sprzedany w niewolę. W tym czasie podobny los spotyka jego ukochaną oraz najbliższą przyjaciółkę. Druga część powieści skupia się na losach tych młodych osób, a przede wszystkim na szaleńczych próbach odszukania przez Zbyszka tych, na których mu tak bardzo zależy. Aby tego dokonać, musi pokonać przeciwności losu, rozpoznawać, kto jest jego przyjacielem, a kto wrogiem. Dodatkowo przydaje mu się spryt, siła, zręczność, zdolności przywódcze i wiele, wiele więcej. Akcja toczy się wartko i sprawnie. Nie pozwala to czytelnikowi chociaż na chwilę oderwać się od tego, co się dzieje, a chęć czytania staje się istotniejsza niż potrzeba snu czy jedzenia.

Zwłaszcza w części przedstawiającej społeczeństwo, kulturę i religijność krajów islamskich, a przede wszystkim tam, gdzie Zbyszko dokonuje nadzwyczajnych czynów w pałacu szejka, czułem się jak ponad 20 lat temu, kiedy na komputerze wujka grałem w Prince of Persia. Niektóre z sytuacji niemalże całkowicie pokrywały się z tym, co kiedyś widziałem na ekranie monitora. Moja wyobraźnia poruszała się na dwóch płaszczyznach – to, co przeczytałem, automatycznie przenosiłem do świata gry. To było coś niesamowitego! A przecież piszący prawie 100 lat temu autor nie mógł wiedzieć, że taka gra powstanie. Niezbadane są zatem innowacyjne zastosowania książek historycznych. Z kolei wnętrza posiadłości Sulejmana Wspaniałego wywoływały natychmiastowe skojarzenia z pewnym tureckim serialem, który nadal cieszy się zainteresowaniem widzów. Zauważyłem również pewne podobieństwo wątku miłosnego skonstruowanego w „Zamku…” z tym, co Sienkiewicz zarysował w Ogniem i mieczem. To niezwykle intrygujące.

Podsumowując, jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści. Moim zdaniem jest najlepsza spośród wznowionych do tej pory, ponieważ zawiera najwięcej wątków, a jej tematyka pozwala na niekończące się rozmowy, analizy i dociekania. Na przykładzie takich książek doskonale widać, ile w polskiej historii pozostaje jeszcze do odkrycia i przelania na papier.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja