"Panny na wydaniu" - recenzja


                                              Panny na wydaniu | Recenzja

 

XIX wiek to okres ogromnych przemian politycznych, społecznych i gospodarczych. Przez kilka lat na scenie politycznej dominował Napoleon, ale po jego upadku do gry wkroczyła Rosja, współpracując z innymi mocarstwami. Wydawało się, że dawny „Traktat trzech czarnych orłów” wchodzi w nową fazę. W tych niezwykle interesujących, choć wciąż mało znanych czasach, kobiety zaczęły powoli dochodzić do głosu, nie chcąc być już tylko obiektem posagowym. Dzieci również pragnęły decydować o swoim losie, rozwijać swoje zainteresowania i współuczestniczyć, razem z matkami, w zarządzaniu majątkiem. Na to wszystko nakładał się pejzaż ciągłych niepokojów na mapie Europy, tak silnych, że nie wiadomo było, co może wydarzyć się za kilka miesięcy. Zapraszam na niezwykłą podróż w czasie.

Niemal od pierwszych chwil utraty niepodległości, Polacy pragnęli ją odzyskać. Dlatego co jakiś czas wiązali swoje nadzieje z osobami, które mogły zmienić skostniały układ i urzeczywistnić sprawę polską. Sojusze zmieniały się w zależności od okoliczności. Najwięcej nadziei pokładano w małym kapralu, który miał tyle samo zwolenników, co przeciwników. Dla tych, którzy widzieli w nim wskrzesiciela ojczyzny, był wielkim politykiem, strategiem i wodzem, którego armia nie miała sobie równych. Niestety, wyprawa na Moskwę ujawniła rysy na tym wyidealizowanym obrazie. Wszystko, co wydarzyło się później, dla zwolenników Bonapartego było ziszczeniem się najgorszego koszmaru, z którego chcieli się jak najszybciej obudzić. Ci, którzy obserwowali polityczną układankę z daleka, musieli nauczyć się żyć w nowej, trudnej rzeczywistości. Świat wkraczał w nieznaną fazę, budzącą zdziwienie, szok, ale także ciekawość.

Wydawać się może, że tak zarysowane tło stanie się podstawą powieści o wyraźnie określonych założeniach programowych, na przykład w stylu political fiction. Tym bardziej zaskoczyła mnie ciepła, wręcz rodzinna fabuła, niezwykle bliska czytelnikowi, pełna wątków obyczajowych, romantycznych, kulinarnych, a nawet odzieżowych. Są one bliskie niemal każdemu, kto choć trochę orientuje się, jak ponad 200 lat temu tętniło życie na dworach lub niewielkich majątkach i na jakie trudności byli narażeni ich właściciele. Ciekawym rozwiązaniem było osadzenie akcji w okresie krótko po upadku Napoleona, który z fabularnego punktu widzenia nie należy do najciekawszych, może dlatego, że wciąż jest mało znany przeciętnemu odbiorcy. Wielkie brawa dla autorki, że udało jej się wycisnąć z tego okresu dużo więcej, niż mnie, zawodowemu historykowi, przyszłoby do głowy.

Panny na wydaniu to powieść podkreślająca silną rolę kobiet. Dwie główne bohaterki, panna Florentyna Glinicka i dorastająca Helenka, są niezłomnymi kobietami, które pragną zaznaczyć swoją pozycję i zdobyć niezależność, jednocześnie pozostając osobami, o które mężczyźni powinni się troszczyć i zabiegać. Zdradzę Państwu pewien szczegół – to właśnie one, dzięki swojemu sprytowi, nieszablonowemu myśleniu oraz asertywności, wielokrotnie wyciągały panów z kłopotów. Ich portrety psychologiczne są zręcznym, niezwykle udanym połączeniem współczesnych feministek z dopiero raczkującymi sufrażystkami. Choć takie zestawienie może wydawać się nieco dziwne, w kontekście całej akcji spełnia swoje zadanie, pokazując, że kobiety mają w sobie znacznie więcej siły woli, niż mogłoby się wydawać. Ta siła wynika z czynników, które są znane właściwie tylko im. Szczerze przyznaję, że obie bohaterki zrobiły na mnie ogromne wrażenie, walcząc z wielowiekowymi naleciałościami utrwalonego porządku świata. Nie narzucały swojej woli, ale kiedy trzeba było, potrafiły stanowczo postawić na swoim.

Seria Saga warszawska, jak sama nazwa wskazuje, ma silne związki ze stolicą, która w tamtym czasie wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. Możemy to dostrzec już na okładce – nieistniejące pałace, stary układ ulic, parady wojskowe organizowane przez Wielkiego Księcia Konstantego Pawłowicza, szpiegowską siatkę Nowosilcowa oraz dyskretnie dojrzewające działania zmierzające do nocy listopadowej. W powieści pojawiają się, choćby na chwilę, wszyscy ci, których wymieniają podręczniki czy encyklopedie. To, że książka stara się zachować realia epoki, jest jej niezwykłym atutem – świadectwem tego, że siła tkwi w prostocie formy wyrazu. Dzięki temu Panny na wydaniu mogą być dobrą lekturą dla czytelników i czytelniczek w każdym wieku. Nie ma tam trudnych sformułowań ani historycznych zawiłości. Wystarczy krok po kroku odkrywać świat, który odszedł wraz z tamtą epoką. Do jej poznania zachęcam również panów.

Czytając kolejne historie osadzone w przeszłości, coraz bardziej przekonuję się, że ograniczenia istnieją tylko w naszych głowach. Jak się okazuje, dobrą powieść można umieścić niemal w każdej czasoprzestrzeni, a jeśli jest dobrze skonstruowana, obroni się sama. Cieszę się, że na rynku pojawiają się książki, które po prostu pozwalają się odprężyć i zrelaksować. Przecież czytanie ma być przede wszystkim ogromną przyjemnością.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja