"Żądza mordu" - recenzja

 

                                                                      „Żądza mordu” | Recenzja

Od dawna naukowcy i eksperci z dziedziny prawa oraz kryminalistyki zastanawiają się, czy istnieje zbrodnia doskonała. Mimo cywilizacyjnego postępu i coraz bardziej pomysłowych przestępców, odpowiedź na to pytanie nadal pozostaje nieuchwytna. Co pewien czas, sprawy z tajemniczego archiwum X znajdują swoje rozwiązanie po latach. Zrozumienie motywacji do popełniania przestępstw staje się jednak coraz bardziej dostępne. W gruncie rzeczy, człowiek jest istotą złożoną, kierującą się wieloma motywami. Zbrodnia może okazać się wynikiem równania z licznymi niewiadomymi, często będącym efektem niezamierzonych działań, od których nie ma już odwrotu.

Podobno przypadek rządzi światem, choć to powiedzenie nie zawsze znajduje potwierdzenie. Mimo tysięcy lat ewolucji cywilizacyjnej, wiele zdarzeń wciąż pozostaje poza naszą kontrolą. Współczesny człowiek powinien umieć panować nad emocjami i zachowaniem, aby skutecznie współistnieć w społeczeństwie. Wielu z nas ukrywa swoje emocje, ujawniając prawdziwe ja tylko w bezpiecznym otoczeniu. Taki stan rzeczy może mieć różne przyczyny, które lepiej wyjaśnią psychologowie. W dobie cyfrowej, okazywanie emocji często postrzegane jest jako słabość. Badania wskazują, że długotrwałe ukrywanie emocji może być szkodliwe i wpływać na to, co dla nas ważne. Podobnie jest w przypadku omawianej powieści.

Powyższy wstęp jest istotny, ponieważ główny bohater Żądzy mordu łączy w sobie dwie osobowości: statecznego inwestora cieszącego się życiem oraz cynicznego zbrodniarza, który skrzętnie ukrywa swoje czyny. Jego działania, podyktowane przez niewidzialną siłę, przynoszą mu ulgę i spokój. Jestem przekonany, że badania psychologiczne uznałyby go za niepoczytalnego. Kreacja osobowości Nikodema Wiśniewskiego zasługuje na uznanie. Złożona jest z wielu detali, które razem tworzą spójny obraz. Autor prawdopodobnie czerpał inspirację z charakterystyk znanych polskich przestępców i akt sądowych, co zainteresowani prawnicy z łatwością zauważą.

Muszę wyrazić uznanie dla metody kreowania portretu osobowościowego Nikodema Wiśniewskiego. Postać jest zbudowana z licznych subtelnych detali, które razem składają się na koherentną, aczkolwiek nie całkowicie homogeniczną całość przedstawioną czytelnikowi. Jestem przekonany, że w procesie tworzenia fabuły powieści, Autor zsyntetyzował wiele charakterystycznych cech typowych dla najbardziej znanych polskich mafiozów i przestępców, a także informacji z akt sądowych dotyczących najbardziej elektryzujących opinię publiczną spraw ostatnich lat. Dla osób nawet minimalnie zainteresowanych prawem, takie odniesienia nie umkną uwadze.

W miarę rozwoju fabuły, działania Nikodema oraz jego alter ego stają się bardziej przewidywalne. Wydaje się, że to świadomy zabieg mający na celu utrzymanie spójności metody działania antagonisty. Żądza mordu to powieść o znacznej objętości, jednakże akcja toczy się w niej dynamicznie i płynnie, co jest charakterystyczne dla wiecznej walki między zbrodniarzem a tymi, którzy dążą do jego schwytania. Z zadowoleniem odnotowuję, że niemal wszystkie procedury policyjne przedstawione w książce zostały opisane z dużą dokładnością, mimo że z konieczności, uległy uproszczeniu lub przyspieszeniu. Jedynym mankamentem jest to, że mniej więcej od połowy książki miałem wrażenie, że znam już rozwiązanie zagadki, lecz musiałem oczekiwać na finał, w którym skumulowane napięcie wreszcie się rozładowuje.

Niestety, nie mogę nie zauważyć, że brutalność i wulgarność języka, który pojawia się na kolejnych stronach dzieła, są niepokojące. Większość wyrażeń używanych w dialogach oraz potocznej mowie jest nieodpowiednia do cytowania, a nawet kodeks karny klasyfikuje je jako powszechnie uznawane za obelżywe. Jestem świadomy, że natura tej publikacji może tego wymagać. Jednakże, ze względu na język, książka nie jest odpowiednia dla młodszego pokolenia ani osób o szczególnej wrażliwości na słowa. Jasne jest, że nie każda powieść jest przeznaczona dla wszystkich, lecz w tym przypadku obfitość wulgaryzmów jest nadmierna i może być nieprzyjemna dla czytelnika.

Książka autorstwa pana Tomasza Tomaszewskiego jest dziełem ambiwalentnym – posiada zarówno swoje mocne, jak i słabe strony. Ostateczny osąd należy do czytelnika, który zdecyduje, co przeważa. Osobiście dostrzegam w niej znaczny potencjał, szczególnie w kontekście głównego bohatera. Gdybym miał wpływ na kształtowanie narracji, rozłożyłbym akcenty nieco inaczej, aby złagodzić ogólne wrażenie. Mimo to, uważam książkę za udaną, choć momentami zbyt śmiałą. Nie jest to krytyka, lecz subtelna sugestia, którą warto mieć na uwadze w przyszłości. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z tą lekturą.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja