"W sidłach diabła" - recenzja

 

                                                                           „W sidłach diabła” | Recenzja


Odkrywanie legend i podań ludowych to niewątpliwie jedno z najbardziej fascynujących i efektywnych sposobów zgłębiania historii. Co więcej, Polska, ze swoją różnorodnością regionalną, oferuje niezliczoną ilość takich opowieści. Każdy region ma swoje unikalne legendy, które, mimo podobnej tematyki, znacznie się różniące. Kraków jest domem dla legend o Krakusie, smoku i Wandzie. Warszawa ma swoją syrenkę, Bazyliszka i złotą kaczkę. A co z Podkarpaciem? Tutaj postrach siał „Diabeł łańcucki” - Stanisław Stadnicki ze Żmigrodu, znany awanturnik i buntownik, który lekceważył wszelkie prawo, relacje międzyludzkie i zasady przyzwoitości. Powieść W. Sulimy Popiela przenosi nas w czasie i przestrzeni, wprowadzając do tamtych okolic i wydarzeń. To podróż, która pozwala nam lepiej zrozumieć i docenić bogactwo naszej kultury i historii.

Wydana publikacja jest częścią nowej serii wydawnictwa Replika, zatytułowanej “Szabla i Miecz”. Muszę przyznać, że sama nazwa serii skłania do sięgnięcia po książkę. W ramach tego projektu wydawnictwo przygotowuje do druku powieści historyczne sprzed lat, pisane nieco innym, dawnym stylem literackim. Takie powieści były niezwykle popularne m.in. w przedwojennej Polsce, ale obecnie mogły ulec zapomnieniu lub stać się mniej czytane. Sam pomysł zasługuje na aplauz. W końcu gusta czytelników ewoluują z roku na rok, a literatura oparta na historii ma raczej ograniczone grono odbiorców, składające się głównie z pasjonatów przeszłości. Powieść W sidłach diabła została wydana po raz pierwszy w 1936 roku, co oznacza, że ma już prawie 90 lat. Dodatkowe zainteresowanie wznowionym wydaniem budzi doskonale zaprojektowana okładka, która przyciąga wzrok i pobudza wyobraźnię już od pierwszego spojrzenia na nią. W końcu dobra zachęta to połowa sukcesu.


Warto podkreślić tutaj dodatkowe atuty edytorskie. Niewątpliwie jednym z nich jest odpowiednio duża i czytelna czcionka, dostosowana do potrzeb osób w każdym wieku. Mimo swojej wielkości publikacja nie jest obszerna - liczy zaledwie 250 stron standardowego druku. Bez problemu zmieści się w torbie, plecaku czy teczce, nie zajmując zbyt wiele miejsca. Książka jest lekka, co sprawia, że długotrwała lektura nie stanowi problemu. W kontekście treści ogromnym atutem jest fakt, że pierwotny tekst opowiadania nie został znacząco zmieniony. Zachowano również przypisy wyjaśniające niektóre wyrażenia lub pojęcia. Mimo to, od pierwszego do ostatniego rozdziału, książka jest w pełni zrozumiała dla współczesnego czytelnika, który jest już przyzwyczajony do nieco innego stylu pisania.

Rozważając aspekt literacki, na wstępie zaznaczam, że ocena literatury minionych lat, przy użyciu tych samych kryteriów co obecnie, jest niezmiernie trudna. Mimo to moim zdaniem, W sidłach diabła została napisana z literackim kunsztem, w sposób, który potrafi przyciągnąć uwagę czytelnika, sprawiając, że niemal nieświadomie będzie on pragnął czytać dalej. Samo zapoznanie się z książką zajęło mi nieco mniej niż półtora dnia. Za okładką kryje się przekonujący obraz życia w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej, ukazany z różnych perspektyw – magnaterii, szlachty, mieszczaństwa oraz ludzi niższego stanu. Złota wolność szlachecka zaczyna się rozrastać, a przedstawiciele potężnych rodów, właściciele fortun i dygnitarze, drwią z króla oraz społeczeństwa, kryjąc się za własnymi zasługami, ale przede wszystkim przywilejami. Wydaje się, że nie da się powstrzymać takiego stanu rzeczy. Dodatkowo, w powieści znajdziemy także wątki miłosne, społeczne oraz legendarne. Wszystko to zostało przedstawione z dbałością o szczegóły oraz realia życia w tamtym okresie.

Postać „Diabła łańcuckiego” w tej historii symbolizuje negatywne cechy charakteru tych, którzy w tamtych czasach dążyli do zdobycia najważniejszych urzędów i stanowisk w państwie. Ich cechowała arogancja, przekonanie o własnej potędze oraz wiara, że szabla i bat są rozwiązaniem wszystkich problemów. Ludowe powiedzenie szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie zyskało na znaczeniu, co pokazuje, że nie pojawiło się bez powodu. Stanisław Stadnicki, budzący strach w okolicach Giedlarowej, Przemyśla i Rzeszowa, był znany z brutalności wobec przeciwników, którymi mógł być każdy. Jednak w końcu los odwrócił się od niego i zginął w bitwie pod Tarnawą, pokonany przez starostę leżajskiego, Łukasza Opalińskiego. Ten konflikt jest głównym wątkiem większości fabuły. Polska tamtych czasów była na łasce lub niełasce kilku potężnych rodzin, które kontrolowały cały kraj. To były niezwykle trudne czasy, ale z drugiej strony niezwykle barwne.


Książka autorstwa Włodzimierza Sulimy Popiela nie aspiruje do roli podręcznika historii. Autor zręcznie wykorzystuje różne postaci, miejsca i wydarzenia, tworząc fascynującą panoramę, wielowątkową fabułę oraz źródło wiedzy o przeszłości. Ta wiedza jest jednak prezentowana w nieco inny sposób - przez ciekawą opowieść, która ma coś do zaoferowania dla każdego czytelnika. Można by pomyśleć, że zarówno dziś, jak i prawie 100 lat temu, był to jeden z najskuteczniejszych sposobów na zainteresowanie młodszych pokoleń historią swojego kraju. Wyrazistość bohaterów dodaje kolorytu tej opowieści, sprawiając, że staje się bardziej barwna i łatwiej trafia do wyobraźni czytelnika.

Z całego serca polecam Państwu tę książkę jako przygotowaną podróż w czasie do dawnych epok.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja