"Rowerem przez Polskę w ruinie" - recenzja
„Rowerem przez Polskę w ruinie” | Recenzja
Powrót brytyjskiego obieżyświata nad Wisłę po 11 latach nieobecności musiał być dla niego prawdziwym zaskoczeniem, szczególnie biorąc pod uwagę skutki wydarzeń, które miały miejsce w naszym kraju w tym czasie. Bernard Newman nie ukrywał swojego zdumienia, ale równocześnie starał się zrozumieć procesy społeczno-polityczne, jakie zachodziły nad Wisłą. Polska w 1945 roku prezentowała się zupełnie odmiennie - była pełna gruzów, bombowych lejów, ruin miast oraz wszechobecnej biedy i niepewności. Niemniej jednak dziennikarz dostrzegał w tych wszystkich trudnych realiach światełko w tunelu i malował wizję lepszej przyszłości. Nie przypuszczał, jak bardzo się mylił.
Druga
część rowerowej trylogii okazała się wymagająca dla czytelnika. Możliwe, że
celowo lub przypadkowo, zabrakło w niej dawki humoru, która była tak wyrazista
w poprzedniej części. Choć to nieco szkoda, trudno się dziwić, biorąc pod uwagę
wojenną traumę polskiego społeczeństwa. Tekst wyraźnie oddaje poważny,
literacki styl, który obrazuje surową rzeczywistość, nie pozostawiając miejsca
na kolorowe opisy. Kilka miesięcy po kapitulacji nazistowskich Niemiec,
społeczeństwo powoli otrząsało się z szoku, starając się powrócić do
normalności. Prawdopodobnie z tego powodu pierwsze rozdziały książki stanowiły
solidną charakterystykę kraju przed i po wojnie, pokazując wpływ wojennej
machiny na codzienne życie.
Bernard Newman, z pewnością nie był naiwny, lecz dobrze zdawał sobie sprawę z potencjalnych zniszczeń w Warszawie po wojnie, które mógł tu zastać. Choć przyznawał się do przytłoczenia widokiem zrujnowanej, niemalże zmiecionej z ziemi, stolicy, zauważał istotny dysonans: pomimo tragedii, społeczeństwo pragnęło odbudować kraj i pokonać trudności. To dowodziło, że duch ludzi nie był złamany, lecz silny i gotowy do pracy. Mimo świadomości trudnego położenia, dla Polaków priorytetem było odbudowanie kraju.
Najważniejsze, że Niemcy zostali
pokonani. Nawet w trudnych czasach wojny Polacy nie stracili swoich
narodowych cech, takich jak gościnność, chęć pomocy, ambicja oraz wartości
rodzinne i religijne. Warto zauważyć, że dziennikarz wskazywał również na
nasze wady, takie jak małostkowość i zazdrość, które również nie zniknęły.
Warto kontynuować ten temat, gdyż dziennikarz wielokrotnie zauważał zawiść
Polaków wobec ich zachodnich sąsiadów, szczególnie widoczną w kontekście
przymusowych wysiedleń niemieckich rodzin z terenów nad Odrą i Nysą Łużycką.
Autor nie tylko wyrażał emocjonalne przywiązanie do Kresów, w szczególności Wilna i Lwowa, ale także analizował tę kwestię z perspektywy ekonomicznej, ukazując gospodarcze znaczenie Ziem Odzyskanych. Uważał, że nowe nabytki terytorialne pomogą Polsce i jej obywatelom odbudować potencjał gospodarczy. Choć słusznie argumentował w tej kwestii, nie można ignorować faktu, że utrata tych dwóch miast, które miały tak silne powiązania z polską historią i kulturą, musiała być bolesna i trudna do zrozumienia.
Po przeczytaniu tekstu nie mogę ukryć swojego zdziwienia faktem, że Autor stosunkowo łatwo zaakceptował pojałtański porządek. Co więcej, wzywał do zgodnej współpracy pomiędzy Rosjanami a Polakami, a żołnierzy podziemia niepodległościowego nazwał bandytami. Nie do końca rozumiał sens powstania warszawskiego i przekonywał do jak najszybszych wyborów, nawet gdyby mieli zwyciężyć w nich komuniści. Chwalił pewne posunięcia Wielkiej Trójki oraz PKWN, zwłaszcza w zakresie gospodarki, planowania i kultury. Jednocześnie pisarz rozumie jednak działalność rządu na emigracji i niechęć Polaków do socjalizmu, zwłaszcza narzucanego siłą.
Newman, jako doświadczony podróżnik i obserwator, przemierza na rowerze tereny Pomorza, Warmii, Dolnego Śląska i Opolszczyzny, gromadząc cenne spostrzeżenia nie tylko o charakterze geograficznym czy społecznym. Jego wiedza o historii odwiedzanych ziem, ich związkach z Rzeczpospolitą, kulturze mieszkańców oraz wielowiekowych zaszłościach jest imponująca. Tym razem, jego podróż na dwóch kołach ma charakter nieco przypadkowy, zależny od okoliczności, co nadaje jej unikalności i wzbudza ciekawość.
Konkludując, jak można
zauważyć, po raz kolejny dla Brytyjczyka Polska jest bardzo ważnym miejscem na
ziemi. W każdej z części widać jak na dłoni, że rozumie on „narodowego ducha”,
ale też za każdym razem jest czymś bardzo zaskoczony. Daje się Polsce wciągnąć w pewnego rodzaju grę, dzięki której wie o nas
coraz więcej i darzy Polaków sentymentem. Faktem jest jednak, że kraj po
klęsce Hitlera zmienił się nie do poznania, a konsekwencje tego widać aż do
dziś.

Komentarze
Prześlij komentarz