„Dziennik ankarski. Wybór z lat 1939-1945” - recenzja

 

          „Dziennik ankarski. Wybór z lat 1939-1945” | Recenzja

1 września 1939 roku, ostatni dzień, kiedy Polska funkcjonowała w starych granicach, stanowi graniczną datę istnienia II Rzeczypospolitej. To był również ostatni moment, kiedy władza, niebędąca na emigracji, pełniła swoje zadania bez konieczności działania w trybie awaryjnym. Sześć lat wojny zainicjowało znaczące przemiany na arenie politycznej, w stosunkach międzypaństwowych, relacjach gospodarczych oraz samostanowieniu niektórych państw europejskich. Te zmiany nie ominęły naszego kraju. Na nasze szczęście, konstytucja kwietniowa umożliwiła swobodne, i przede wszystkim legalne, utworzenie rządu na uchodźstwie, który do 1945 roku cieszył się międzynarodowym uznaniem. Dzięki temu nikt nie podważał legalności funkcjonowania polskich placówek dyplomatycznych.

Michał Sokolnicki, ambasador RP w Turcji, którego postać niedawno miałem okazję przedstawić Państwu, podczas analizy jego wspomnień, sprawował swoją funkcję właśnie na tej podstawie. Przez dziewięć lat reprezentował polskie władze w Ankarze, działając m.in. na rzecz zachowania jedności polskiej mniejszości w tym kraju. Ciekawostką jest fakt, że większość członków Polonii zamieszkiwała obszary znanego jako Adampol. Tak, zgadza się - nazwa pochodzi od imienia wielkiego poety doby romantyzmu, autora Sonetów krymskich. Turcja, jako miejsce polskiej emigracji, rzadko nasuwa się na myśl. Dlatego cieszy fakt, że dzięki takim wydawnictwom jak to, możemy obalić utarte schematy i odkrywać nieznane momenty z historii naszego kraju. To niewątpliwie ogromna zaleta.

„Dziennik ankarski” to kronika całego okresu II wojny światowej. Dla polityków czas wojny był etapem niezwykle intensywnym, wymagającym pełnego zaangażowania i niezmierzonego wysiłku. Choć taka działalność mogła nie cieszyć się taką rozpoznawalnością jak prace gabinetów w Londynie czy Paryżu, okazała się niezwykle potrzebna i przede wszystkim efektywna. Niemiecka agresja na Polskę, o której już wspomniałem, stworzyła zupełnie nowe i dotąd nieznane okoliczności prawne i faktyczne. Czasem zmuszała do wyboru mniejszego zła, tylko po to, a może przede wszystkim, aby uratować jak najwięcej ludzi lub umożliwić działanie instytucji i urzędów. O tym warto pamiętać. Również koniec wojny, mimo pozornego zwycięstwa, okazał się niezwykle gorzki.

Recenzowana pozycja spełnia wszystkie kryteria, aby zasłużyć na miano dziennika. Zawiera bowiem niemal codzienne relacje z okresu, o którym wcześniej wspominałem. Czasem są to obszerne zapiski, pełne opisów i relacji, innym razem zaledwie kilka zwięzłych zdań. Niemal wszystkie są silnie nacechowane emocjonalnie, co szczególnie jest widoczne w części opisującej wrzesień 1939 roku. Wybuch wojny nie pozostawił nikogo obojętnym. Emocjonalnie reagował na zbrodnię katyńską, atak Niemiec na ZSRR, powstanie warszawskie. Podobnie było w 1945 roku. Sokolnicki - demokrata i zwolennik sanacji, nie mógł pogodzić się z faktem, że Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów, co oznaczało nieuchronną utratę suwerenności. „Dziennik” jest świadectwem życia skupisk Polek i Polaków, działalności polskich placówek, relacji z premierem i ministrami, a także przedstawicielami innych państw. W książce przedstawiono obraz całego międzynarodowego układu, bez którego dzisiaj trudno wyobrazić sobie politykę.

Całość publikacji ukazuje niezwykły zmysł polityczny Michała Sokolnickiego. Już na samym początku tworzenia tego diariusza, z niewielkimi odchyleniami, przewidział nie tylko wynik, ale i skutki światowego konfliktu. Starał się o tym rozmawiać z polskimi władzami na uchodźstwie, ale jak wynika z jego zapisków, często ignorowano jego analizy. Mimo oczywistego konfliktu pomiędzy ambasadorem a jego zwierzchnikami – wynikającego z różnic politycznych, gdyż rząd emigracyjny był na wskroś antysanacyjny – Sokolnicki przez cały ten czas pozostawał lojalny wobec gabinetu generała Sikorskiego i kolejnych premierów. Reprezentował bowiem klasę polityczną, która ukształtowała się w pierwszych latach niepodległości

Nie mam najmniejszych zastrzeżeń do strony warsztatowej, edytorskiej i wydawniczej tej publikacji. Lektura, choć nie należy do najłatwiejszych, nie sprawia trudności w odbiorze. Jedynym drobnym mankamentem jest brak fotografii w głównym biegu tekstu, co mogłoby uczynić książkę nieco przyjemniejszą dla oka. Praca taka jak ta pozwala na nowo spojrzeć na losy Polski w czasie II wojny światowej - nie tylko przez pryzmat militarny czy społeczny, ale również polityczny, a może nawet politologiczny. Warto zatem otwierać nowe perspektywy, które pozwalają na głębsze zrozumienie tak szerokiego zagadnienia.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja