"Dwór koszmarów" - recenzja
„Dwór koszmarów” | Recenzja
Szczerze wyznam, że nie pałam
szczególną sympatią do książek z kategorii science-fiction. Parę razy
próbowałem się przełamać, ale bez szczególnego rezultatu. Tym razem również
myślałem, że skończę czytać po kilkunastu stronach. Jakież było moje
zdziwienie, kiedy strona po stronie, akapit za akapitem, rozdział po rozdziale
czułem, że fabuła mnie wciąga, nie zważając na żadne inne okoliczności. Kolejne
części są raczej krótkie, nie przekraczają 20 stron, a całość zamyka się w
nieco ponad trzystu. Bohaterowie są znakomicie skrojeni, pełni różnorodnych
emocji, nakreśleni niekoniecznie w kontrze do siebie, ale bardzo podobni do
większości społeczeństwa na świecie. Wskazane zabiegi redaktorskie, razem z
niezwykle przemawiającą do wyobraźni okładką, sprawiają, że Dwór koszmarów
czyta się niemal błyskawicznie, prawie za jednym podejściem. Pozycja może być stanowić
znakomitym pomysłem na czas pełen relaksu.
Fabuła skupia się na walce dwóch królestw, splecionych
ze sobą w teraźniejszości, przeszłości i przyszłości – oczywiście w charakterystycznym
dla literatury tego rodzaju. Akcja rozgrywa się w przesyconym wszechobecnym,
różnorodnym i niepokojącym Królestwie Mroku. W tym miejscu żyją wampie,
strzygi, sukuby i wiele innych nieciekawych bestii. Większość z nich żywi się
krwią swoich ludzkich ofiar. W takim świecie znajduje się Kira, sprzedana
tam przez ciotkę, która nie żywiła do niej żadnych uczuć. Od tego momentu musi
walczyć nie tylko o swoje życie, ale przede wszystkim o to, aby nie stać się
taką samą jak wszyscy ci, dla których jest kimś w rodzaju niewolnika, a może
nawet mniej. Otaczająca ją rzeczywistość nie pozwala na chwilę zapomnienia,
kosztuje zbyt wiele i niesie za sobą tragiczne skutki. Nie wiadomo również, czy
Ronan, pierwszy oficer złowrogiego króla Oriona – ktoś, kto jest jej najbliższy
w tym mrocznym świecie – jest jej przyjacielem czy wrogiem.
Podczas czytania książki, warto zwracać uwagę na niemal każdy szczegół. Szczególną rolę odgrywają tutaj sztylety, komnaty oraz korona. Nie zdradzę jednak więcej, aby nie pozbawić nikogo przyjemności z odkrywania kolejnych elementów tej układanki. Choć może to brzmieć nieoryginalnie, wszystko rozwiąże się w ostatniej chwili i to w bardzo interesujący sposób. Sposób, w jaki młoda Autorka poprowadziła całość akcji, konstrukcję poszczególnych jej etapów oraz jej przenikliwość, świadczy o jej wielkim talencie. Widać, że wszystkie elementy świata przedstawionego są bardzo dokładnie przemyślane, a jednocześnie niepozbawione odrobiny swobody i pozostawione swojemu biegowi. Warto również zwrócić uwagę na zrozumiały, prosty język, który w literaturze tego typu nie zawsze jest łatwy do znalezienia, a który znacznie ułatwia zrozumienie tekstu. Po przeczytaniu całości, można zauważyć, że pomimo średnich rozmiarów publikacji, Pani Adrianna w warstwie fabularnej „nie hamowała ręki”, co przyniosło świetne rezultaty. Zakładam, że miała o wiele więcej pomysłów na rozwój akcji. Myślę, że w utworach z dziedziny fantastyki, utrzymanie wyobraźni w ryzach to prawdziwe wyzwanie. Wobec tego, pisarka otrzymuje ode mnie złoty medal za jej osiągnięcie.
Książka ma niewielki minus, a bardziej może wskazanie przed kolejnym wydaniem. Dobrze było by spróbować dołożyć do tekstu chociaż kilka ilustracji. Niektóre z wątków lub opisów są tak barwne, że wyobraźnia czytelnika pracuje na najwyższych obrotach. Aż proszą przez to o wizualizację. Lektura zyskałaby na tym jeszcze bardziej. Każdy przecież imaginuje sobie poszczególne postacie nieco inaczej, wyostrzając lub łagodząc pewne cechy. Dzięki temu Winicjusz ma dla wielu twarz Pawła Deląga, Skrzetuski Michała Żebrowskiego, a Telimena Grażyny Szapołowskiej.
W moim przekonaniu, opowieść skrywa w sobie drugie dno
– bardziej zrozumiałe dla współczesnego człowieka. W istocie to refleksja nad
nami, naszymi ukrytymi pragnieniami, niespełnionymi ambicjami, popełnionymi
błędami, konsekwencjami nieprzepracowanych traum i niezdolnością do uporania
się z trudną przeszłością. Powieść dostarcza również cennej lekcji na temat
sposobu, w jaki można stawić czoła złu. Remedium na to jest ciężka praca nad
istotnym celem. W przypadku głównej bohaterki była to samoobrona, podczas
której intensywnie trenowała, jednocześnie hartując swój charakter i postawę
wobec zła. Powieść ma wyraźny dydaktyczny charakter, choć wartości, które
przekazuje, są subtelnie wplecione w fabułę.
Na pierwszy rzut oka, świat
fantastyki i nasza codzienność wydają się być zupełnie różne. Jednakże, zarówno
w jednym, jak i drugim, człowiek jest zmuszony do nieustannego podejmowania
decyzji, których konsekwencje ujawniają się często w najmniej oczekiwanym
momencie. W obu tych światach pojawiają się również sytuacje moralnie
niejednoznaczne, które rodzą wiele pytań. Nawet gdy wydaje się to niemożliwe,
należy dążyć do bycia przyzwoitym, wartościowym człowiekiem. Dobro, mimo
wszystko, zazwyczaj zwycięża - co jest również widoczne w omawianej lekturze.
Podsumowując, Autorka zasługuje na ogromne brawa za
swój debiut wydawniczy. Daje się wyczuć, że pisanie sprawia jej ogromną
radość. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód rudowłosej królewny,
nazywanej wiewióreczką. Jestem prawie pewien, że głowa twórczyni jest już pełna
pomysłów.

Komentarze
Prześlij komentarz