"Amantes" - recenzja
„Amantes”
| Recenzja
Zrównoważenie sfery zawodowej i prywatnej w niektórych profesjach, takich jak medycyna, prawo czy służby policyjne, może być niezwykle ryzykowne. Utrzymanie odpowiedniej równowagi nie tylko dodaje świeżości relacji, ale również działa jak “bezpiecznik”, który chroni bezpieczeństwo naszych bliskich. Jednak czasami stajemy przed dylematem: czy pozostać lojalnym wobec zasad naszego zawodu, czy też poświęcić wszystko dla osoby, którą kochamy. Bez względu na naszą decyzję, wystarczy jeden nierozważny krok, aby nie było już drogi powrotnej. Ta książka jest właśnie o tym, co może się wydarzyć, gdy praca, choćby na chwilę, przenika do naszego życia prywatnego.
Od dawna nie natknąłem się na książkę, której tytuł tak perfekcyjnie harmonizowałby z treścią. „Amantes” to łacińskie określenie na osoby zakochane, szaleńczo oddane sobie, czy też kochanków. To idealne określenie dla głównych bohaterów powieści Franka Staniszewskiego: oficera wydziału dochodzeniowo-śledczego oraz jego nowo poślubionej żony, aplikantki adwokackiej - Agnieszki. Na wstępie opowieści, w stanie błogiego szczęścia, spędzają czas na podróży poślubnej, nie mając najmniejszego pojęcia o tym, co ma nadejść. Miasto bowiem wkrótce wstrząśnie seria brutalnych morderstw o nieznanej motywacji. Jedynym wspólnym elementem dla wszystkich zbrodni będzie modus operandi sprawcy. Dodatkowej pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że pierwszymi ofiarami padają członkowie rodziny osoby, która kiedyś była związana ze światem przestępczym. Poza tym, sprawy nie będą miały prawie żadnych wspólnych punktów, nie będzie właściwie żadnych wątków, które można by ze sobą powiązać. Jedno jest pewne - sprawca doskonale wiedział, co robi i miał w tym swój cel.
Dla „Młodego”, jak nazywany jest Staniszewski, ta sytuacja
przybierze nieprzewidywalny obrót, który wpłynie na niego, ale przede wszystkim
na jego małżeńską harmonię z kobietą, którą bezgranicznie kocha.
Człowiek ogarnięty uczuciem, jest zdolny do wielu poświęceń, a właściwie do
wszystkiego, aby tylko ochronić to, co dla niego najcenniejsze. Policjant,
zmuszony przez okoliczności, stanie przed moralnym dylematem, z którego nie ma
dobrego wyjścia, a ryzyko niepowodzenia jest niemal pewne. Nie trzeba dodawać,
że sukces tej skomplikowanej operacji zależy od wielu czynników, w tym od
umiejętności śledczego, aby odnaleźć się w labiryncie miejsc, osób i wydarzeń,
ale także od umiejętności utrzymania nerwów na wodzy. Jak się okaże, nic nie
jest takie, jakie mogło się wydawać na początku. „Dramat” to najdelikatniejsze
określenie wszystkiego, na co musi być przygotowany.
Mimo że fabuła kryminału jest niemalże klasyczna, zgodna
z wszelkimi kanonami literatury tego gatunku, nie sposób odmówić autorce
umiejętności oddziaływania na wyobraźnię czytelnika. Zwroty akcji są częste
i niekiedy trudne do przewidzenia. Niejednokrotnie zastanawiałem się, czy
akcja potoczy się w zupełnie innym kierunku. Wszystkie postaci, które pojawiają
się na pierwszym planie, są wyraziste i mają cechy charakteru i osobowości,
których od nich oczekujemy. Bandyci są bezwzględni, nie liczą się z nikim i
niczym, a ich brutalność jest wręcz namacalna. Policjanci, stosując wszelkie
procedury, są pełni determinacji, mimo że sprawa, którą prowadzą, nie jest
prosta. W centrum tych wydarzeń znajduje się Franek, który jest zmuszony
działać na dwa fronty. Z jednej strony rozwiązuje zagadkę kryminalną, z
drugiej zaś musi współpracować z potencjalnym zabójcą.
Konstrukcja książki zasługuje na uznanie. Całość świata
przedstawionego, wraz z zawiązaniem i rozwiązaniem akcji, mieści się w ponad 70
rozdziałach. Mimo to, są tak treściwie napisane, że ich liczba nie jest
odczuwalna. Często zdarza się, że poszczególne części to zaledwie jedna strona.
Pani Katarzyna zasługuje na słowa uznania za umiejętność kondensacji treści
i unikanie rozbijania fabuły na wiele pomniejszych części - co zdarza się
dość często, nierzadko ze szkodą dla całości. Książka zawiera wszystko, czego
czytelnik potrzebuje - dialogi, opisy, charakterystyki postaci, portrety
psychologiczne, wskazówki, ale także pułapki, w które czytelnik może pozwolić
wpaść swojej wyobraźni. Nie ukrywam, że podziwiam autorkę za znajomość
przepisów procedury karnej. Zostały zachowane z dbałością o szczegóły, a
czasem lekko dostosowane do potrzeb poszczególnych wydarzeń. Każdy krok
bohaterów jest przemyślany i zgodny z przyjętą linią działania.
Mam przeczucie, że fabuła książki
Amantes od dawna kształtowała się w umyśle autorki. Jej zadaniem było
jedynie przelać poszczególne elementy na papier, co z pewnością dostarczyło
jej wiele radości. Ta radość z pisania jest widoczna od samego początku, co jest
istotą literatury. Najważniejsze jednak, co chciałbym podkreślić, to fakt,
że Amantes to książka pełna emocji. Nie da się jej przeczytać bez
zaangażowania, co świadczy o trosce autorki o odbiorcę. Każde wydarzenie wpływa
na odbiór książki. Już od pierwszych stron oczekuje się finału. Mając na myśli zakończenie,
które jednocześnie rozwiązuje wszystkie wątki, ale nie ułatwia niczego,
gwarantuję Państwu, że zrobi ono na was ogromne wrażenie. Sądzę, że jest to
jedynie wstęp do kolejnych części. Jestem pewien, że autorka ma już w głowie
kolejne pomysły.

Komentarze
Prześlij komentarz