"Powstanie 1830-1831. Przegrane zwycięstwo?" - recenzja

 

                                            „Powstanie 1830-1831. Utracone zwycięstwo?” | Recenzja

Polskie zrywy narodowe od zawsze budziły silne emocje i rodziły pytania o ich sens. Mimo szczytnych celów, wyznaczonych ideałów i wielkiego zapału, zazwyczaj niewiele z nich przetrwało, a powstania kończyły się gorzkimi konsekwencjami, które odczuwano przez wiele lat. Niemniej jednak, pamięć o walkach z zaborcą kształtowała kolejne pokolenia Polaków okutych w powiciu, budząc w nich patriotyzm, najczęściej rozumiany jako walka z zaborcami z bronią w ręku. Okazuje się jednak, że w kontekście powstań teoria prawie nigdy nie pokrywała się z praktyką. Tak było również za czasów insurekcji listopadowej.

Muszę przyznać, że spośród wszystkich powstań narodowych, które były tematem mojej edukacji szkolnej i studiów, to właśnie powstanie wywołane przez sprzysiężenie Piotra Wysockiego jest mi najmniej znane. Mam wrażenie, graniczące z pewnością, że podobny stan rzeczy można zaobserwować w społeczeństwie. Nie jestem do końca pewien, skąd to wynika. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym jest fakt, że to powstanie nie miało jednego, charakterystycznego bohatera – takiego jak Kościuszko, Traugutt, a później gen. Muśnicki, czy żołnierze AK. Wiele razy, przynajmniej w odniesieniu do mnie, próbowałem nadrobić te braki, lecz kiedy szukałem publikacji na temat powstania z lat 1830-1831, nie mogłem znaleźć niczego, co by pobudziło moją ciekawość. Wszystkie propozycje były albo zbyt wojskowe, albo po prostu zbyt obszerne. Oczywiście, nie oznacza to, że na rynku nie ma dobrego opracowania tego okresu.

Książka Sławomira Leśniewskiego, choć nie jest podręcznikiem, ale opowieścią, łączy w sobie wszystkie niezbędne elementy. Jej pierwszą zaletą jest niewątpliwie ogromna barwność i wyczucie emocjonalnych potrzeb czytelnika. Niemal od samego początku, zdanie po zdaniu, przed czytelnikiem rozwija się niezwykle bogata panorama postaci, charakterów, miejsc i wydarzeń. Lektura wręcz kipi od emocji kłębiących się w jej wnętrzu. To bardzo dobra cecha. Kwintesencją tego, o czym piszę, są te miejsca, w których autor opisuje przebieg starć militarnych tego okresu. Niemal można poczuć się jak w sercu wydarzeń, usłyszeć tętent koni, szczęk broni, krzyki rozkazów, jęki rannych, a nawet „powąchać” tumany pobitewnego kurzu. Jestem przekonany, że tego rodzaju zabiegi odnoszą ostatecznie dużo lepszy skutek, niż szafowanie danymi, liczbami, nazwiskami czy geografią militarną. Rzecz jasna, to także znajduje się w książce, lecz w takich proporcjach, które nie przytłaczają.

Nie mogę pominąć świetnie zarysowanych portretów psychologicznych kluczowych bohaterów powstania – zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej. W końcu przestały one być postaciami prawie wyłącznie encyklopedycznymi. Tu stają się ludźmi z krwi i kości – pełnymi sprzeczności, niespełnionych ambicji, przekonanych o swojej nieomylności oraz talentach, a nawet dążących po trupach do założonych wcześniej celów. Motyw, który przewija się w całej książce w odniesieniu do polskiej kadry dowódczej (a tak naprawdę podczas całego zrywu), to niechęć do brania na siebie odpowiedzialności, zachowawczość, kunktatorstwo, brak wiary we własne siły, ale przede wszystkim ugodowość. Wychowani w armii Księstwa Warszawskiego, a więc można śmiało powiedzieć, że przez Wielkiego Księcia Konstantego, generałowie byli nauczeni niemal ślepego wykonywania rozkazów, a nie inwencji w działaniu. Przykre jest to, że ci ze sztabowców, którzy mogli wnieść w szeregi powiew nowości, kończyli w niełasce, a ich kariery były przekreślane.

Co jeszcze wyraźnie wyłania się z lektury i co jest w niej najbardziej prawdziwe? Jak sugeruje tytuł, powstanie listopadowe faktycznie przyniosło utracone zwycięstwo. Istnieje wiele czynników składających się na tę sytuację. Jednakże najważniejszym jest brak realnej chęci ze strony osób mających wpływ na jego przebieg. Dodatkowo, od samego początku, kolejne etapy, zwłaszcza początek, były wynikiem przypadków i szczęścia. Liczba oraz waga popełnionych błędów i niedociągnięć w tym czasie są nie do uwierzenia. To wielka szkoda, gdyż tak ogromna szansa na odzyskanie niepodległości pojawiła się dopiero po ponad 80 latach. Co do pytania, czy było warto, odpowiedź brzmi: tak, lecz zawiodła ludzka natura. Ta konkluzja nie dotyczy jednak zwykłych żołnierzy, którzy byli gotowi walczyć z Moskalem do ostatniej kropli krwi. Zmarnowano więc ogromne perspektywy, które nigdy więcej się nie powtórzą.

Recenzowana publikacja nie jest typową pracą naukową. Co łatwo zauważyć, brak w niej przypisów i komentarzy akademickich. Natomiast prezentuje bogatą narrację dotyczącą kluczowych wydarzeń naszej historii narodowej, opowiedzianą z pełną szczerością i pozbawioną sztuczności, gloryfikacji oraz niepotrzebnej pompy. Autor unika też przesadnego dopatrywania się sukcesów czy wniosków niepopartych faktami. Całość jest przedstawiona w atrakcyjnej formie, urozmaiconej ciekawostkami i nietypowym punktem widzenia. Gorąco polecam tę publikację wszystkim zainteresowanym tematem. Osobiście wyrażam pozytywną opinię na jej temat.

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja