"Boruta" - recenzja
Boruta | Recenzja
Prapoczątki państwa polskiego oraz pierwsze lata jego funkcjonowania, wciąż fascynują kolejne pokolenia zarówno badaczy i naukowców, jak i pisarzy, którzy właśnie w tych realiach osadzają fabuły swoich powieści. Jest w nich pewna tajemniczość, magia, a w pewnym sensie nawet baśniowość. Wszak czasy, o których wspominam, jeśli chodzi o większość zdarzeń i postaci nie niosą za sobą właściwie żadnej pewności. I to jest właśnie najciekawsze, bo dzięki temu wyobraźnia autora nie musi mieć właściwie żadnych ograniczeń. Od razu uprzedzam co bardziej niecierpliwych – głównym bohaterem nie jest wcale słynny diabeł z łęczyckiego zamku.
Przyznam, że kiedy zacząłem czytać powieść Marcina Sobieralskiego, nie zorientowałem się, że jest to już druga część cyklu o synu Olega i Przecławy. Na krótką chwilę trochę się przestraszyłem, ale potem natchnęło mnie pewne porównanie. Przecież Jerzy Hoffmann również ekranizował poszczególne części Trylogii od końca! Oczywiście, taka lektura sprawiała pewne kłopoty w odtworzeniu wydarzeń z poprzedniego tomu, ale nie odbierała przyjemności z czytania. Świat przedstawiony w Borucie jest naprawdę niezwykle bogaty. Pod okładką znajdą się – puszcza, osada, gród, słowiański panteon bóstw (prawdziwych i naniesionych wyobraźnią autora), przyjaciele i wrogowie. Fabuła jest wartka, a akcja nie ma momentów przestoju.
Z kolei bohaterowie mający za sobą cały bagaż doświadczeń prowadzą czytelnika tak, aby mógł on zrozumieć ich postępowanie – to wcześniejsze i teraźniejsze. Mają oni wiele cech nam współczesnych i zadają sobie wiele podobnych, jak my żyjący ponad 1050 lat ludzie – pytań. Książkę czyta się dobrze. Dzięki umiejętnemu stosowaniu elementów historii oraz fikcji literackiej, nawet ktoś, kto nie ma zbyt wiele wspólnego z historią powinien być zadowolony.
W ogólnej ocenie na najwyższe noty zasługuje przede wszystkim otwarte i pełne napięcia zakończenie, które wzbudza wiele emocji i powoduje, że czeka się na więcej. Taki suspens mogą zbudować tylko nieliczni, a sceny bitewne wręcz kipią od emocji i krwi. Całość z kolei bierze swój początek i koniec z bardzo znanego i często wykorzystywanego motywu literackiego. Otóż zawiązanie i rozwiązanie akcji wiąże się z mieczem i miłością, sprawiedliwością i jej brakiem, odrzuceniem i gronem przyjaciół, bohaterem i zdrajcą, relacją między człowiekiem a bogami, a nawet walką z przeznaczeniem. Dlatego też, w dużym uproszczeniu Borutę można by uznać za powieść z gatunku płaszcza i szpady. Doskonale widać, że twórcy nadal z dużym pożytkiem czerpią ze skarbu historii literatury.
Teraz kilka uwag o języku. Sam autor w przedmowie napisał, że wzorował się na gwarze góralskiej. Na pewno w istocie tak jest, ale chyba, w nieco przesadzony sposób. Raz bowiem bohaterowie używają języka współczesnego (co oczywiście zrozumiałe), kiedy indziej znów zupełnie poprawnie posługują się staropolszczyzną, a jeszcze w innym miejscu mieszają pod względem stylistyki X z XXI wiekiem. W niektórych miejscach wychodzi z tego galimatias. Dobitnie widać to zwłaszcza w dialogach. Podobne niedociągnięcia da się zauważyć w niektórych szczegółach. Mieszają się tutaj miecz i szabla, pancerz i przeszywanica, ale na takie drobnostki zwrócą uwagą uwagę tylko nieliczni. Nie wpływają jednak na odbiór całości. W toku opowieści można natknąć się też na literówki, czy błędy w redakcji, m.in. brak odstępów między wyrazami. Wspomniane niedociągnięcia wynikają raczej z dużej wiedzy autora niż celowego wprowadzania odbiorców w błąd – co da się zauważyć, że tworząc, korzystał z wielu źródeł, tak aby nadać treści realizmu.
Podsumowując, posłużę
się nieco zmienionym powiedzeniem z jednego z filmów Stanisława Barei: minusy
nie przysłaniają plusów. Książka Boruta
to świetny dowód na to, że na ponad 300 stronach można zmieścić dobrą, a
zarazem bogatą w wartościowe treści opowieść. Właśnie takie książki powinny
być podstawą do poznawania przez najmłodszych świata historii i zachęcania ich
do sięgania po słowo pisane, a nie ekran.

Komentarze
Prześlij komentarz