"Agent Jego Świątobliwości" - recenzja

 

                         

                             „Agent Jego Świątobliwości” | Recenzja 

Starając się wyobrazić sobie księdza-detektywa, zapewne wielu z nas ma przed oczami wizerunek Ojca Mateusza z popularnego serialu telewizji polskiej, albo ks. Franka Dovlinga i zakonnicę Steve. Bohaterowie rozwiązują niestrudzenie kryminalne zagadki, a pomagając schwytać przestępców, przyczyniają się do triumfu dobra nad złem. Ich działalność ma nie tyle walor sensacyjny, ile właściwie dydaktyczny. Uczy, że w każdym, nawet najgorszym zbrodniarzu, jest pierwiastek dobroci, który trzeba tylko umieć odkryć. Ciekawe, czy takie same kryteria można było zastosować w XIX wieku? Czy to się  udało i jak bardzo na przestrzeni lat zmienił się przestępczy świat okaże się po lekturze książki Karola Kowala.

Głównym bohaterem opowieści jest dominikanin – ojciec Stanisław Klonowiejski. Decyzją władz carskich, wydanej w ramach represji po powstaniu styczniowym, musi opuścić klasztor w Gidlach, razem z innymi braćmi, i dołączyć do konwentu w Piotrkowie. Dzięki niespodziewanemu zbiegowi okoliczności ucieka z pociągu, i po kilku perturbacjach dociera do swojej kuzynki, szarytki siostry Marianny. Tam spotyka emisariusza watykańskiego wywiadu, który znając go z młodości, zachęca go do wstąpienia do tej elitarnej grupy. Stanisław początkowo waha się, ale nagła śmierć Marianny z rąk Prusaków, wzbudza w nim chęć zemsty i przeciwdziałania złu.

 W ten sposób główny bohater rozpoczyna niebezpieczną grę, której stawką jest przede wszystkim pozbycie się wroga, który wie za dużo i zagraża działalności Stolicy Piotrowej. Przy okazji chodzi o osłabienie zaborców, ale przede wszystkim dobre imię Kościoła, który także zaczyna dostrzegać, że odwrócenie się od Polski i Polaków nie prowadzi do niczego dobrego. Dodatkowej pikanterii całej akcji dodaje fakt, że ze zdrajcą, którego należy zlikwidować, o. Stanisław ma do wyrównania osobiste rachunki.

Cały szkopuł w tym, że przeciwnik jest przebiegły i nie cofnie się przed żadną niegodziwością. Z kolei zakonnik musi radzić sobie sam i nikomu nie może zdradzić prawdziwego celu. Jednak los uśmiecha się do niego, w chwili, gdy najmniej się tego spodziewa. Jego sojusznikiem zostaje pewien warszawski złodziejaszek i cwaniak, Antek, który wydaje się zupełnym przeciwieństwem swojego kompana -  jest wielkim wielbicielem cudzych żon, portfeli i bijatyk.

Dzięki połączeniu skrajnych charakterów główni bohaterowie wplątują się w coś, czego nie są w stanie do końca przewiedzieć. Panowie tworzą więc razem mieszankę wybuchową, a dzięki temu zdziałają dużo więcej razem niż osobno. Od tej pory ich codzienność opanują intrygi i niekoniecznie moralne postępowanie. Naczelną zasadę ich działania determinuje cytat z Pisma Świętego: „bądźcie przebiegli jak węże”.

W pogoni za tym, kto jest zawsze krok przed nimi, bohaterowie zwiedzą nieco Europy, wplączą się m.in. wojnę francusko - pruską i niejednokrotnie będą się wspierać oraz ratować się z tarapatów, które czekają na nich niemalże na każdym rogu. To tylko sprawi, że pozbędą się nieufności wobec siebie i staną się oddanymi przyjaciółmi. Z racji, że są Polakami, a naszego kraju przecież nie było wtedy na mapie, nikt nie jest im przychylny, zaś sprawa, która interesuje obie strony, zacznie zataczać coraz szersze kręgi. Ostatecznie, po wielu zwrotach akcji, śledztwo doprowadzi wszystkich na Warmię, gdzie padną decydujące o wszystkim strzały….

 Celowo, kończę w tak barwnym miejscu. Gdybym tego nie uczynił, byłbym nieuczciwy wobec czytelników. Dlatego przejdę do krótkiego omówienia zalet recenzowanej książki. Pierwsza z nich to umiejętne wplecenie fikcji literackiej w określony teatr dziejów. Powieść toczy się szybko, sprawnie, bez komplikacji w toku narracji czy niepotrzebnego wydłużania wątków. Tu historia  naprawdę staje się jednym z immanentnych czynników świata przedstawionego. To ona determinuje postawy, zachowania, działania i decyzje podejmowane przez bohaterów.

Co więcej, autor umiejętnie ożywia wątki historyczne, międzynarodowe obyczajowe i fikcyjne, wplatając w to najważniejsze postaci, miejsca i pojęcia charakterystyczne dla drugiej połowy XIX wieku. Znajdziemy więc tutaj Ojca Świętego Piusa IX, Fiodora Trepowa, Michaiła Murawiowa - „Wieszatiela”, Kulturkampf, czy rusyfikację. Fabuła i narracja są nadzwyczaj wciągające, nieprzypadkowe i doskonale prowadzone. Najważniejsze jednak, że język pozostaje zrozumiały dla odbiorcy, zwłaszcza takiego, który nie lubi historii i wydaje mu się zbieraniną nikomu niepotrzebnych dat.

Moim zdaniem „Agenta” mogą czytać wszyscy, niezależnie do wieku, a każdy wyniesie z lektury coś dla siebie. Ktoś lekcję historii, kto inny powieść psychologiczną lub awanturniczo-przygodową. W mojej opinii powieść nie mieści w jednej kategorii, a przede wszystkim ma ona ogromny walor edukacyjny, który należy zauważyć i docenić.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Szept moczarów. Światła nad moczarami" - recenzja

"Dziedzictwo elfów" t. 2 - recenzja

"Kasztanka Piłsudskiego" - recenzja