"Rowerem przez II RP" - recenzja
Odrodzona po 123 latach zaborów Polska okazała się państwem trudnym i wymagającym. Nie mogło być inaczej – ponad wiek niewoli narodowej spowodował zmiany w świadomości jej przyszłych obywateli. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że była państwem bardzo wyczekiwanym. Kolejne pokolenia, urodzone już w wolnej Polsce, niezwykle ceniły sobie jej dar. W tamtym czasie nasz kraj nie był państwem idealnym, walczył z różnymi problemami, ale do dziś budzi pewien sentyment oraz tęsknotę, którą można poczuć na kolejnych stronach tej książki.
Niemal naturalnym zachowaniem, kiedy opowiada się o jakimś państwie – jego historii, granicach, narodowych bohaterach - czyni się to z atencją i powagą. Wynika to z faktu, że temat ten jest ważny dla ludzi, którzy są lub czują się z nim związani. Chodzi tu przede wszystkim o okazanie szacunku. Jednak czasem prowadzi do nadęcia i usztywnienia całego wywodu, co może powodować problemy ze zrozumieniem, komunikacją i poczuciem, że tylko taki sposób realizacji tematu jest słuszny. Oto czytelnik ma przed sobą reportaż z podróży, jaką po Polsce w 1934 r. odbył brytyjski dziennikarz Bernard Newman i to na rowerze!
Podróż opisana w reportażu jest niezwykle plastyczna, z naciskiem na miejsca, ludzi, wydarzenia, emocje i charaktery. Autor doskonale oddaje opisy przyrody, szkice miast, zwyczaje ludzi, kolorowe ubiory, szarość kamienic oraz położenie bogaczy i biedoty. To reportaż, który przedstawia pełen obraz Polski tamtych czasów. Godne zauważenia jest to, że jak przystało na pamiętnik z podróży, to on, a nie dziennikarz jest głównym bohaterem (oczywiście poza rowerem).
Cała podróż Bernarda Newmana nie była dziełem przypadku i była starannie zaplanowana, a poza nielicznymi przypadkami, autor nie odstępował on od wcześniej przygotowanego planu. Trasa prowadziła od Gdańska, przez Warszawę, Kraków, Zakopane, Częstochowę, Polskę centralną, Łódź, Wilno, Lwów, aż po Kresy Wschodnie. Newman nie tylko podziwiał otaczającą go rzeczywistość, ale przede wszystkim starał się zrozumieć mentalność Polaków, ich narodowe cechy pozytywne i przywary, a nawet klimat.
W trakcie drogi spotkało go wiele pozytywnych i zabawnych sytuacji, takich jak pogoń za wściekłym żubrem w Białowieży czy mandat do zapłacenia zaraz po opuszczeniu statku. Niemal na każdej karcie książki jego pasja i zaangażowanie w to, co robi, były wyraźnie widoczne. Dzięki lekkiemu pióru, lektura jego reportażu staje się prawdziwą przyjemnością od pierwszej do ostatniej strony. Polecam czytanie i jednoczesne podróżowanie palcem po mapie - efekt dobrej zabawy gwarantowany! W tym miejscu chciałbym wyrazić uznanie dla tłumacza, który włożył wiele pracy w ożywienie języka sprzed ponad 80 lat. Efekt jest godny pochwały.
Z pełnym przekonaniem uważam, że książka „Rowerem przez II RP” mogłaby stanowić niejako podręcznik do wieloaspektowej historii naszego kraju. Sądzę, że spełniłaby swoją rolę, jako lektura uzupełniająca, albo poszerzająca wiedzę uczniów i studentów. Widzę w niej także, zwłaszcza dzięki rowerowi, potencjał na dobry film przygodowo-dokumentalny, Wydaje mi się, że wszystko to, co tam zawarte widziane na przykład z perspektywy pociągu albo samochodu nie byłoby już tak porywające. Dzięki niemu cała eskapada staje się częścią składową czegoś niecodziennego, na co ludzie żyjący tu i teraz nie mają już czasu albo ochoty.
Książka przenosi nas w świat, którego już nie ma. Wybuch wojny bezpowrotnie zabrał ze sobą wielu z tych ludzi, których dziennikarz spotkał na swojej drodze, zniszczył wiele miejsc, a Wilno i Lwów przeniósł poza granice RP. Mieszkańcy stali się mniej ufni i otwarci, a Polska mniej kolorowa i różnorodna. Czasu jednak nie da się cofnąć. Dobrze, że dzięki takim, jak ta publikacjom, możemy, choć na chwilę poczuć, jak żyło się kiedyś w okolicach, które zamieszkujemy. To dokonała szkoła starego reportażu, który dba o jak najprostszy przekaz, ale również świetna okazja, żeby przy okazji rozpocząć fascynującą przygodę z historią.

Komentarze
Prześlij komentarz